Nie ma czegoś takiego, jak wegetarianin raczący się rybą, czyli o pizzy wegetariańskiej (prawdziwie)
Artykuł poniższy będzie o pizzy wegetariańskiej, która choć nie przeze mnie osobiście została spałaszowana, to - jak mówi koleżanka - której swą nagrodę odstąpiłam, smakowała wyśmienicie! :)
Jako, iż o samej nagrodzie za wiele osobiście powiedzieć nie mogę, gdyż w ustach jej (niestety) nie miałam, to pozwolę sobie dodać zdań parę w innej sprawie. I tu, zwrócić się muszę ad personam do drugiej zwyciężczyni konkursu o wdzięcznym pseudonimie "Bunior"!
Ostatnim razem bawiłaś się w doszukiwanie w mym warsztacie pisarskim odniesień do po dzisiejszy dzień nie znanego mi bliżej innego użytkownika portalu MM. Prawdą to nie było, ale doceniam zapędy krytyczno-literackie. Także, mam dla Ciebie nie lada zagadkę: przeczytaj poniższe i powiedz, który to z użytkowników portalu MM, popełnia takie oto błędy stylistyczne - wprawdzie nie tu, na portalu, "aczkolwiek" myślę, iż z rozwiązaniem i tak nie będziesz miała problemu :P
"Hm, na pewno nie" była pizza skonsumowana przez Ciebie pizzą wegetariańską, bo jak stwierdziła to już spora grupa znawców tematu, do diety wegetariańskiej nie wlicza się krewetek, którymi to raczyłaś się w Giocondzie. "Tak, no..." właściwie wiele osób w zapędach udobruchania swojego sumienia chce nazywać się wegetarianami, jedząc ryby, czy też owoce morza, "aczkolwiek" mam nadzieję, iż ta sytuacja się niebawem zmieni i "wykrystalizuje" się jasne i klarowne pojęcie wegetarianizmu, jako idei, u której podstaw leżą argumenty natury moralnej...
"Nie ma czegoś takiego", jak wegetarianin raczący się rybą, małżą, czy innym morskim stworem, Drogi Buniorze.
"To znaczy" ja rozumiem, iż wygodnie jest wziąć ze sklepowej półki przyrządzonego już dorsza, czy apetyczne śledzie i delektować się nimi w domowym zaciszu, nie utożsamiając się z mięsożercami, którzy biorą na siebie niejako odpowiedzialność za cierpienia milionów zwierząt rocznie. "Aczkolwiek" z wegetarianizmem nie ma to absolutnie nic wspólnego. Bo jego podstawy nie rozróżniają pomiędzy zwierzętami gorszymi i lepszymi: czy do czynienia mamy z słodkim królikiem, czy mniej słodką krową lub, już zupełnie antypatycznym węgorzem, bazujemy cały czas na tych samych przesłankach natury moralnej, które nie pozwalają odbierać im życia w ramach naszego nieposkromionego apetytu.
"Aczkolwiek" życzę wiele dobrego na przyszłość!
"No więc" kończę już na dziś, pozdrawiając zarówno Ciebie, jak i innych Czytelników!



























Kontakt:
Dodałem zdjęcie i usunąłem z tekstu jedno zdanie...
... Które uznałem za nie tyle krytykę podejścia Bunior do wegetarianizmu, co ocenę bezpośrednio personalną. Rozumiem, że wywiąże się za chwilę ostra dyskusja...
"storonko" skąd podejście takie,...???
i czymże jest równanie raka z tatarakiem...???
toć to i to żywe,...
spójrz na drzewa i krzewy,...
na marchewkę,...
czyż nie żyje,...????
czy nie rośnie i soków z ziemi nie pije,...
czyż jak ją wyrwiesz nie kończy żywota,...
cóż to jest za cnota,...???
gdy zwierzę od kapusty rozdzielam,...
toć w garnku i to i to poniewieram,...
jedno i drugie żyje w symbiozie,...
i nic tu nic nie pomoże,...
że suma "sumarum",...
marchewka się żywi
"żywym towarum",...
a "żywy towar" marchewką,...
tu już kończę śpiewką,...
że człowiek jako ogniwo ostatnie,...
żywi się jednym i drugim dostatnie,....
dżdżownica trawi i wydala,...
rośliną wzrastać pozwala,...
czyż symbioza nie piękna....???
chrupiąc marchewkę "wymiękam",...