drukuj

Nie ciesz się, że wciskasz się w mniejszy rozmiar...

Modna...

Lalka nie musi się martwić przymierzaniem. Na plastiku nie ma śladów po gumce ani celulitu (fot.: sxc.hu)

No i stało się. Znalazłem w sieci artykuł o tym, że firmy odzieżowe kantują na metkach. A dokładnie na rozmiarach na nich podanych. Ja potrafię nosić zarówno XL, jak i XXL. Dlaczego, skoro przecież rozmiarówka jest ujednolicona? Ano dlatego, że czasem XL ma wielkość XXL. I wszystko jasne...

Tak, jestem dumnym posiadaczem wielu kilogramów. Dodajmy - zbędnych kilogramów. Kilogramów, które trzeba gdzieś poutykać, pochować, by się nie przeziębiły, czy nie wylały przeraźliwie w widoku publicznym.

Zatem trzeba kupować większe rozmiary ciuchów. I tu pojawia się problem. Gdy miła pani w sklepie pyta mnie o rozmiar, zazwyczaj odwracam się do niej, unoszę ręce i mówię - "no, taki na mnie".

Wiem, jak to denerwuje sprzedawców. Ale nie wiem, co powiedzieć. Weźmy np. buty - mam takie, które mają numer 43. Noszę też takie, które mają rozmiar 46. A miałem kiedyś totalnie przyciasne 44. No to co jest ze mną nie tak? Stopy mi losowo rosną lub maleją? Puchną? Paznokcie obcinam, więc to nie to... Nadmiar martwego naskórka też zdzieram. No to jaka jest tego przyczyna?

(Waty po butach nie utykam, więc takie rady, by wyciągnąć watę, z góry odrzucam)

Co do spodni - tu problemu nie ma. Wiadomo, że muszą być szersze w udach i że nie mogą się zwężać w nogawkach. Bo wyglądam wówczas wsiuracko. Jak tzw. playboy z miejscowości pod większym miastem. Uda moje nie są krągłe, jak kolumny greckie w stylu jońskim, natomiast mają ich promień i średnicę (lub są do nich zbliżone), więc mało co na mnie wygląda dobrze. Szczęście, że centymetrów poniżej stu nadal używam, ale tu też jest coś dziwnego, bo jedne 96 cm drugim 96 cm nierówne... Niektóre 94 cm są ciasne jak 92 cm, a inne obszerne jak 96 cm właśnie. Ergo - trzeba wszystko mierzyć. Nie da się nic kupić "na oko".

I nie używać anglosaskich ani chińskich centymetrów krawieckich (ponoć gdy coś leci szybko, to się skraca. Może centymetry krawieckie z importu się skracają, bo lecą szybkiomi samolotami?).

No i przechodzimy do koszul, koszulek i kurtek. Koszulka w rozmiarze L to wdzianko, w którym gdybym leżał na plaży, Greenpeace zatargałby mnie do wody, by mnie uratować. To jest tzw. wdzianko anatomiczne (inna sprawa, że po mieście wiele osób tak paraduje. Widać lubią wystawiać na widok publiczny to, co ja wolę poutykać gdzieniegdzie). Ale XL już w zupełności pasuje mi, jak należy. No, czyba że mam pecha. Wówczas XL może być albo ciasne, jak L-ka, albo wielkie, jak XXL-ka...

Ostatniko kupiłem sobie miłą kurteczkę. XL-kę. Wszystko fajnie, ale nie moge jej dopiąć. Gdy dopnę - wygądam, jakbym ją z młodszego brata zerwał. Dziwne, prawda?

Mam też jakąś kurtkę w rozmiarze XXL. I o tym nie powiem więcej, niż tyle, że służy ona po to, by ubrać pod nią gruby sweter, a najlepiej dwa. Pływam w niej. Można by ją wykorzystać jako spadochron. Albo uszyć śpiwór...

No dobra. Po tych wynurzeniach czas na meritum. O co mi chodzi i o czym zacząłem w tytule?

Otóż doczytałem, że firmy szyjące ciuchy świadomie dodają paru centymetrów do rozmiarów, pozostawiając oznaczenie rozmiaru nie zmienione. Na przykład dodają centymetr do L-ki... Albo ze dwa centymetry do XL-ki... Zatem przekłamują rozmiarówkę, która okazuje się, że jest zazwyczaj "pojemniejsza", niż wskazuje na to oznaczenie...

I po co?

Ano po to, że taki Pakoński, czy Kowalska jak każdy - żyją złudzeniami i mimo, że wiedzą, że się nie zmieszczą (sądząc po rozmiarze), to i tak spróbują przymierzyć jakiś fajny ciuszek. I że Pakoński czy Kowalska poczują się niesamowicie dowartościowani, gdy w sklepie wcisną się w tę L-kę, zamiast w XL-kę. I kupią ten ciuch. I będą się przez znajomymi chwalić - zobacz, jak schudłem, zaczynam nosić L-kę!

Wszystko to dotyczy na pewno sklepów w Wielkiej Brytanii (bo to artykuł z angielskiej gazety), ale czy jesteście pewni, że w Polsce tego nie ma? Ja uważam, że jest od dawna. Że kryje się to w słowach sprzedawcy: "Wie pan, jak to jest z tymi rozmiarami"... Ja też wiem. Dlaczego nie wiedzą komisje sprawdzające poprawność rozmiaru ze wzorcem? Czy jest w ogóle taka?

Cóż.

Kto wie, może wkrótce jedną z ważniejszych wiedz potrzebnych podczas shoppingu będzie znajomość różnic w rozmiarówkach pomiędzy różnymi markami?

Inna sprawa, że w sondażach, ponad 90 proc. klientów drażni takie zróżnicowanie strasznie. Bo trzeba wszystko mierzyć... A w domu i tak cieszymy się, że ta koszulka ma mniejszy rozmiar, a się wcisnęliśmy, prawda?

Zdjęcia

  • Modna...
Czytam, oglądam, głaszczę koty.
Marek Pakoński
Autor:Marek Pakoński

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Shari Anavladje
Shari Anavladje czw., 2010-09-30 15:17

Nie przeziębiaj, Marku, kilogramów!

Umarłam.

Ja bowiem znam różnice między markami. Przepraszam, Markami. A obrys Pakońskiego przynajmniej konkretny.

Zacny. A jakże.

Maciek Gniazdowski
Maciek Gniazdowski czw., 2010-09-30 15:51

No to przekonał mnie pan,

panie Marku, do mierzenia kupowanej odzieży. A tak bardzo nie lubię przymierzać. Zdarzało się jednak, że po przymierzeniu spodni i kupieniu dwóch par o tych samych oznaczeniach w noszeniu znacznie się różniły, zwłaszcza w obwodzie (długością nie)!

MaciekMG http://zgfoto.hekko.pl/
Marek Pakoński
Marek Pakoński czw., 2010-09-30 15:57

Zapomniałem dopisać...

Że zasadniczo to właśnie przeszkadza mi kupować cokolwiek odzieżowego w internecie... Robię wyjątek jedynie dla T-Shirtów...

-> Polecam myślenie. Wymagam go od wykształconych ludzi. /// Lubisz dobre electro? Słuchaj audycji Electrohead: https://www.facebook.com/ElectroheadZG <-
ElżbietaWojciechowska
ElżbietaWojciec... czw., 2010-09-30 19:59

Nie ciesz się, że. . .

Miesiąc czasu,żyłam tematem własnych, nowych spodni.
Po zakupie, zostały bardzooo. . .okrojone.
Uprzejmość i życzliwość Pani krawcowej w punkcie krawieckim, sprawiła,
że mogę się teraz nimi cieszyć.
Jednak, co dla Kobiet, to nie dla Panów. Przykład : zapięcie spodni.

Lucyna
Lucyna czw., 2010-09-30 20:44

a ja wiem co to jest=)

Dawno temu kiedy byłam dzieckiem , nasza sąsiadka szyła kapcie w domu to się nazywało chałupnictwo. Pani Zosia jak nie miała metki z odpowiednim rozmiarem przyszywała taką jaką miała po ręką czyli kapcie nr 23 mogły mieć. dumne 24 a w porywach i 25. Pani Zosia woziła te kapciuszki do centrali i jak jej kontroler kazał przyszyć na nowo metki z właściwa numeracją to pani Zosia nadziwić się nie mogła dlaczego. Mawiała ludzie głupi nie są i kapcie zanim kupią to przymierzą.
Zawsze jak mam kłopot z rozmiarem butów to mówię sobie ,że pani Zosia ma swoich następców.=)

Lucyna
Milena
Milena czw., 2010-09-30 21:45

Wiadomo, że jeśli coś jest

Wiadomo, że jeśli coś jest MADE IN CHINA to będzie za małe - bo małe chińskie rączki szyją butki, bluzeczki, majteczki etc. na małe ciałka.
Jeśli MADE IN USA będzie dużeeee z wiadomych przyczyn - frytki chipsy i hamburgery :p

Magdalena Galus
Magdalena Galus pt., 2010-10-01 08:52

Tak czy siak

Zawsze trzeba mierzyć ubranie, bo nawet jeśli rozmiar się zgadza, może na nas fatalnie leżeć. Jakiś czas temu spodobała mi się sukienka na wystawie, przymierzyłam, rozmiar się zgadzał, ale wyglądałam w niej jak rumcajsowa Hanka ;)

Magdalenka