,,Naród bez korzeni, to jak dom bez dachu" (konkurs)
Lubuski Zespół Pieśni i Tańca powstał w roku 1953. Utworzyła go 50 osobowa grupa ludzi, rozmiłowana w śpiewie i tańcu, przy Spółdzielni Rzemieślniczej w Nowej Soli.
Już pierwszy występ tego zespołu, na wojewódzkim przeglądzie w Sławie, dał mu prawo do noszenia nazwy, którą ma do dzisiaj i, z czasem, zespół przeniósł się do Zielonej Góry.
Przez te 57 lat działalności koncertował nie tylko w kraju, ale w większości krajów europejskich, a także m.in. w Brazylii, Korei Północnej, Kanadzie, Meksyku, Panamie i na Tajwanie.
Często koncertowali dla Polonii, dla której ich występy były, jakby cząstką ojczyzny, którą przed laty opuścili.
Mimo wielu trudności, szczególnie w czasach transformacji ustrojowej, dzięki pomocy i zaangażowaniu ówczesnego wojewody Zbyszko Piwońskiego, zespół przetrwał i swoimi występami cieszy nas, zielonogórzan, po dziś dzień.
Nadal działa prężnie zachęcając i zapraszając do wspólnej zabawy nie tylko młodych wykonawców, ale i wszystkich widzów, którym nie jest obojętne kultywowanie rodzimej tradycji, bo, jak powiedział nieżyjący już prof. Józef Burszta - ,,NARÓD BEZ KORZENI, TO JAK DOM BEZ DACHU".
30 listopada 2009 roku, miałam ogromną przyjemność być w naszym teatrze, na KONCERCIE ANDRZEJKOWYM Lubuskiego Zespołu Pieśni i Tańca pt: " JĘDRZEJOWE WRÓŻBY".
Jak mi powiedziała wówczas Aniela, Anna Sidło, która jest kierownikiem i choreografem zespołu, koncert ten był idealnie wpasowany w cykl zwyczajów i obrzędów dorocznego kalendarza tradycji polskiej. Nie była to prezentacja samych zwyczajów, tylko pretekst do pokazania, jak niektóre zwyczaje mogą być inspiracją do inscenizacji widowisk scenicznych .
Program powstał w oparciu o folklor Lachów sądeckich. Akurat w przypadku naszego zespołu, jak twierdziła Ania Sidło, jest to uzasadnione, bo wiemy, że na te ziemie w okresie powojennym, przywędrowała ludność wraz ze swoją kulturą z różnych regionów, w tym także z południa.
Oprócz ,,andrzejkowego" programu, zaplanowano pokazać tańce narodowe, występ grupy śpiewaczej ze swoim nowym repertuarem, a także występ najmłodszych adeptów sztuki ludowej, a nawet maluszków, które są, w większości, dziećmi poprzednich tancerzy zespołu, czyli zespołowe wnuki.
Piękne tańce, barwne stroje,melodyjna, a jednocześnie dynamiczna muzyka. Ciekawe obrazki sceniczne jak np." Na naszym podwórku", a 3 letnie maluszki swoim występem, w dobranym dla nich repertuarze, zadziwiły chyba wszystkich.
To nie był pierwszy występ LZPiT, który widziałam i z każdego zawsze wychodziłam oczarowana. Nie dziwię się, że zespół ten jest tak często zapraszany przeż różne państwa i gorąco tam oklaskiwany.
Pani Ania Sidło jest dumna, bo, jak mówi, nie ma drugiego takiego zespołu, za przyczyną którego, na całym świecie, tyle razy zostały wypowiedziane słowa "ZIELONA GÓRA".
Dzisiaj zespół przebywa na festiwalu w Serbii, tańczy w Belgradzie. W programie ma tańce narodowe, które wykona w pięknych regionalnych strojach. I znowu, wiele narodów przybyłych na ten festiwal, usłyszy o Polsce i o Zielonej Górze.
My, zielonogórzanie, będziemy mogli podziwiać LZPiT podczas Winobrania oraz na Miedzynarodowym Festiwalu Folkloru.



































Kontakt:
przypominam sobie taka historie
zwiazana z wystepami naszego zespolu za granica kraju.
Bylo to okolo 10 lat temu. W malej austriackiej miejscowosci liczacej okolo 12.000 mieszkancow, gdzie mieszkalam w jakas niedziele przed kosciolem spotkalismy ludzi w polskich strojach ludowych. Oczywoscie podeszlismy i zaczelismy rozmowe i co sie okazalo..............byli z Zielonej Gory. Maz spotkal wielu swoich znakomych a mnie zaczepil chlopiec nastoletni pytajac czy to ja bo my przeciez sie znamy bo on byl synem naszych znajomych. Bylo to bardzo wzruszajace. Nie moglismy ich jednak do siebie zaprosic bo ich czas byl wypelniony po brzegi obowiazkami.