"Namiętności" w Teatrze Lubuskim
„Namiętności" to zaskakująca gra siły pomiędzy dwiema kobietami, które całe swoje życie rywalizują ze sobą o względy jednego mężczyzny. Pomimo nieustannej walki z wykorzystaniem takiego oręża jak słowa, emocje i manipulacja, żadnej z kobiet nie udaje się osiągnąć ostatecznego zwycięstwa. Widz zauważa, że z biegiem lat wytworzyła się między nimi jakaś tajemnicza, niesamowita więź oparta na fascynacji, nienawiści, litości i przywiązaniu. Pomimo, że jedna z bohaterek, grana przez Dorotę Halamę, nie wypowiada na scenie ani jednego słowa, dialog czy wręcz monolog drugiej bohaterki to istne stadium osobowości jednostki oraz analiza roli społecznej, jaką odgrywa każdy z nas.
Marzena Więcek, prowadząca ten dialog-monolog, zarówno z drugą postacią jak i sama ze sobą, może poszczycić się wręcz niesamowitą charyzmą sceniczną. Jej ekspresyjność potrafi przyprawić widza o przysłowiową "gęsią skórkę". Świetna gra aktorska i naturalność to poza intrygującym tekstem sztuki, jeszcze jeden powód, by wybrać się do teatru na „Namiętności".
Dorota Halama urzeka tajemniczością i zmysłowością. Nie opierając gry na słowach, potrafiła wyrazić mnóstwo emocji mimiką twarzy i grą ciała. Gratulacje dla obu artystek!
Warto też wspomnieć o urzekającej muzyce, która stanowi piękne dopełnienie wyżej wspomnianych walorów sztuki.
Również kostiumy oraz symboliczna scenografia pozostaną na długo w pamięci widza.
Każdy z nas targany wątpliwościami i namiętnościami, powinien przystanąć na chwilę i zastanowić się nad własnym losem i relacjami z otoczeniem. Do takich właśnie refleksji skłaniają „Namiętności" i dlatego też zapraszam Państwa do teatru.



























Kontakt:
Dzięki tak pięknej i przystępnej
recenzji "Namiętności"
w Teatrze Lubuskim
więcej publiczności zagości
(piąteczkę wstawiam, i o spektakl się nie obawiam)
...
Spektakl faktycznie bardzo ciekawy, mimo że z nudów przespałem jego 1/3 część. Mistrza usypiania, tj. filmu "Wielka cisza" jednak nie udało się temu spektaklowi pobić, ale... było blisko. Dobrze, że M. Więcek w pewnym momencie podniosła głos i wyrwała z foteli, to się przynajmniej obudziłem.