Moje fantazje po koncercie organowym w kościele
Budynek kościoła jest świetnym amfiteatrem dla muzycznych popisów orkiestry. W czwartkowy wieczór 10 marca w przeszło 93-letnich murach o 19:30 przy mównicy pojawił się dyrektor artystyczny filharmonii i dyrygent maestro Czesław Grabowski.
Publiczność nie była liczna albo takie odczuwało się wrażenie, wszak kościół jest pojemny. Organizatorzy niestety kiepsko umiejscowili orkiestrę. Słuchacze siedzieli przodem do ołtarza (pomijając tych na balkonach), a orkiestra grała "na organach" z tyłu. U naszych niemieckich sąsiadów orkiestry zwykle umiejscawia się w centralnym punkcie kościołów (prezbiterium). Poza tym światła się gasi (a świeci się tylko dla orkiestry). To jest oczywiście rzecz gustu, ale ja wolę rozwiązania niemieckie niż zielonogórsko-polskie. Naprawdę trzeba jednak podziękować proboszczowi ks. prałat Zbigniewowi Steklowi.
Przypomniał, że już nie pierwszy raz ma zaszczyt dyrygować orkiestrą w kościele przy al. Niepodległości, chociażby muzykę Tartiniego. Aktualnie orkiestra bierze czynny udział w Międzynarodowym Festiwalu Dni Muzyki nad Odrą we Frankfurcie|O.
Krótko przedstawił białoruską Orkiestrę Radia i Telewizji Republiki Białoruś oraz genialnych ślązaka Juliana Gembalskiego i białorusina Pawła Batiana.
Julian Gembalski uprawia rzadko już dzisiaj uprawianą sztukę improwizacji i ponadto manifestuje swoją śląskość. Na koncercie mogliśmy wysłuchać jego improwizacje aż trzy razy!
Czesław Grabowski krótko przedstawił program koncertu. Niestety słuchu absolutnego ja nie posiadam, więc ci, którzy znają się lepiej na muzyce, niech się nie obrażają, jak naruszę jakieś świętości muzyczne.
Na początku wysłuchaliśmy "Famfory" - improwizacji organowej Juliana Gembalskiego. Później mieliśmy organowy koncert barokowej muzyki Haendla w wykonaniu orkiestry pod dyrekcją Czesława Grabowskiego oraz "Preludium" (któryś tam numerek) Bacha.
Po Bachu wykonanie solowe arii białoruskiego kompozytora Agielowicza (??) przez Pawła Batiana. Nie jestem przekonany, co do tego nazwiska "Agielowicza", które zanotowałem sobie "ze słuchu". Kościółek posiada takie, a nie inne nagłośnienie.
Po wykonaniu solowym Pawła Batiana przyszła kolej na kolejną, już drugą, improwizację Juliana Gembalskiego. Była to sonata de Cajava czy jakoś tak... Na samym końcu programu znalazło się "Adaccio" Tartiniego.
Ach tak, jeszcze były oklaski i wręczanie kwiatów, a Julian Gembalski uraczył publiczność dodatkową improwizacją wieczorną w stylu Bacha.
Kiedy słucham muzyki, to wpadam w taki wir świata fantazji. To jest takie uczucie, jakbym był żaglowcem na otwartym morzu, który wpada w wir wodny. Nie inaczej było tego wieczoru w tamtejszym kościele.
Miałem trzy obrazy w związku z przebiegiem koncertu:
1) Taniec cieni - nieco mroczny, ale w swojej prostocie piękny. Największą rolę odgrywały tutaj organy, które niegdyś były uznawane za matkę wszystkich instrumentów. Całkiem słusznie.
2) Ukwiecona łąka - spokój, piękno, prostota, cisza.
3) Spotkanie pełne namiętności rozdzielonych kochanków.
Taki mam poharatany umysł. Mówią, żebym zgłosił się do psychiatryka, ale mnie tam z tym jest dobrze.
* * *
Zobacz nas na facebooku:
strona portalu Moje Miasto Zielona Góra
strona bezpłatnego tygodnika miejskiego MM Moje Miasto Zielona Góra



























Kontakt:
widać, że pomimo tego "wiru w świat fantazji"
dużo Pan zanotował, dziękujemy za tyle informacji, ja żałuję, że nie byłam
Wspaniale opisane, nawet
Wspaniale opisane, nawet dodatkowe informacje ja uzyskałem, mimo że byłem osobiście.
Pan Grabowski przemawiał, proboszcz dyrygował?
A to się narobiło. :))
Jak Tartini to Adagio, Cajava to chyba coś nowego.
Ale ważne, że się podobało. :)
Dobrze jest mieć tak poharatany umysł
Ależ to właśnie ten "poharatany" umysł pomaga w takim odbiorze muzyki i głębokim jej przeżywaniu. Kilkakrotnie byłam na koncercie orkiestry Agnieszki Duczmal, a raz w kościele w Dusznikach i tam, koncert brzmiał najpiękniej.
...
Panie Bogusławie, tak wiem, że w tekście tak dosłownie tego nie widać, ale można się domyśleć, że przemawiał i dyrygował Czesław Grabowski. ;))
Komentarz do komentarza p. Bogusi: O, widzę, że nie tylko ja mam "poharatany" na punkcie sztuki umysł. Dobrze, że nie jestem jedyny. :))