Mój pierwszy raz, czyli spotkaniowo - MM-kowo
Ale zapewne zawsze znajdzie się coś, czego nigdy w życiu nie robiliśmy. I albo absolutnie nie zamierzamy tego próbować. Albo chcielibyśmy, ale…
Trudno się odważyć, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Jedni lubią adrenalinę i niepewność, innych przeraża strach. Ja plasuję się, tak jak w nazwie nowej płyty Janusza Radka, gdzieś-po-między.
Mimo, że dla większości MM-kowiczów wspólne spotkania są czymś normalnym, dla mnie było to coś nowego. Zupełnie nowego! Klub „4 Róże dla Lucienne” również odwiedziłam po raz pierwszy.
Zanim jednak weszłam do pomieszczenia, w którym znajdował się długi stół, na którym było mnóstwo papierowych wydań MM-ki, przy nim wiele krzeseł, a w rogu stolik z kawą i herbatą, trochę się denerwowałam.
Bo tam się wszyscy znają. Bo ja nie wiem, jak tam jest. Bo… I tak dalej. Z drugiej strony chciałam na żywo zobaczyć ludzi, których dotychczas znałam tylko z portalu. Do tego odebranie zaszczytnej legitymacji dziennikarza obywatelskiego. Ciekawość wygrała.
Zabrałam babcię. Bo samej to tak… Ktoś musiał mnie przypilnować, żebym gdzieś przed wejściem nie poszła w drugą stronę, a mama była na szkoleniu. Chociaż kilka osób myślało, że babcia jest mamą. Ale udało się, jakoś z babcią dotarłyśmy. Dobrze, że przyszłyśmy trochę wcześniej, bo później trudno byłoby o znalezienie miejsca.
A co do samego spotkania. Najpierw nagrody za artykuł miesiąca i debiutanta miesiąca. Zwycięzcom gratuluję. Potem legitymacje, które zostały rozdane większości. Następnie rozstrzygnięcie problemu pięciu kółeczek, czyli co z ocenami? Niby wyszło na to, że w najbliższej przyszłości ma być opcja POLECAM i NIE POLECAM, co moim zdaniem niczego nie zmieni. Zostawiłabym samo POLECAM, a właściwie niech będzie nawet dziesięć różnych opcji niepolecania. Wystarczy dodać opcję JA SIĘ TYM NIE PRZEJMUJĘ .
Później pani Bogusia próbowała wyjaśnić, czym się kierowała, pisząc artykuł „Ja się na to nie godzę”, co zrobiła, moim zdaniem, naprawdę konkretnie. Ci, co chcieli zrozumieć, zrozumieli. W każdym razie było zrozumiale. Następnie próba rozwiązania konfliktu między p. Bogusią a Szambelanem… Oprócz tego mówiono o Foto Day’u w Drzonkowie. Może być ciekawie.
W międzyczasie kawa, herbata, cukierki i smaczne ciasto p. Marysi, którą z moją babcią, jak się okazało, łączy wiele. Między innymi imię. Ale nie tylko. Również data imienin, co w przypadku tego imienia jest sporym wyczynem. Jeszcze kilka innych szczegółów, o których pisać nie zamierzam.
Podobało mi się. Na napisanie o moim pierwszym MM-kowym spotkaniu czekałam niecałe 7 dni. Bo czasu w tygodniu niewiele. Szkoła i zajęcia pozalekcyjne temu nie sprzyjają. Aczkolwiek w poniedziałek się wyrwałam z zajęć radiowych i z dumą w głosie powiedziałam pani, że dziś mnie nie będzie, bo jadę na spotkanie MM-kowiczów, m.in. odebrać legitymację dziennikarza obywatelskiego.
Ale w końcu napisałam i trochę się rozpisałam. A wystarczyły tylko dwa słowa. WARTO BYŁO!
* * *
Zobacz nas na facebooku:
strona portalu Moje Miasto Zielona Góra
strona bezpłatnego tygodnika miejskiego MM Moje Miasto Zielona Góra



























Kontakt:
I dobrze, że Młoda Osoba odważyła się na ten "pierwszy raz"
Nie da się ukryć, że NIE BYŁO NUDNO!.
Pozdrowienia dla Pani Babci.
Karino
Na ostatnim spotkaniu Mm-kowiczów, poznałam kilku, dotąd nieznanych mi, Mm-kowiczów. Poznanie m.in. Ciebie i Twojej Babci zaliczam do najmilszych, dla mnie, akcentów tego spotkania. Gratuluję babci takiej wnuczki, a wnuczce takiej babci.