Moim Oczkiem i Szkiełkiem (12): Zielona Góra należy do bankierów
Pozwólcie, że poczynię drobną dygresję. Bardzo się cieszę, że Moje Oczko i Szkiełko spotkało się z odpowiedzią Szkiełkiem po Oku AmIrighta, jak również, i mam nadzieję, że tak zostanie już na stałe, odpowiedzią Szklanego Okruszka w Oczku W.W. W tym felietonie tym razem pod moje oczko i szkiełko wziąłem finanse miasta lat 1999-2011 i zadłużenia miejskiego lat 2004-2009. Proponuję posiłkować się wykresami, które dla Was przygotowałem (liczby, astronomiczne w dodatku, nie działają na wyobraźnię tak, jak obrazy w postaci wykresów). Użytkownik W.W. zauważył, że nikt, ani my (czyt. ja i AmIright) bliżej nie zaanalizowaliśmy finanse miasta na przestrzeni lat. Ten felieton dedykuję panu W.W., no i oczywiście, co jest naturalne, mojemu Sz. Adwersarzowi AmIrightowi.
Od roku 1999 do chwili obecnej miasto wydaje o 272.329.765 zł, natomiast dochód - o 274.470.765 zł. Przez cały ten okres miasto było i jest nadal deficytowe. Więcej wydajemy, niż zarabiamy - można tym jednym zdaniem podsumować finanse miasta.
Na moim profilu: http://www.scribd.com/kolszak86 opublikowałem dwa dokumenty, których źródła są powszechnie dostępne w bazach BIP na stronie internetowej Urzędu Miasta Zielona Góra. Wykresy dają lepszy obraz sytuacji finansowej miasta, aniżeli liczby.
Pierwszy z nich dotyczy rozwoju wydatków i dochodów miasta w latach 1999-2011. Tylko dla roku 2011 oparłem się na podstawie opinii Regionalnej Izby Obrachunkowej (budżet nie jest jeszcze uchwalony, albo nie ma po prostu jeszcze go opublikowanego). Najlepszym rokiem pod względem różnicy wydatków i dochodów okazał się rok 2002.
Drugi przedstawia wykres, jak kształtował się miejski dług publiczny. W roku 2004 byliśmy dłużni 10.915.861 zł, natomiast już w roku 2009 - 151.994.129,78 zł!! Lwią część tego długu stanowią kredyty i pożyczki długoterminowe w bankach komercyjnych. Z każdym kolejnym rokiem stawaliśmy się większymi dłużnikami. Prawdziwą bombę jednak zafundowano nam w 2006 roku, mimo że w następnym znacznie liczba długu stopniała (ale była to chwilowa odwilż, bo potem z ponad 70 mln. skoczyliśmy na ponad 88 mln.. i wreszcie na ponad 150 mln). Rok 2010 do najszczęśliwszych też nie należy (dane nie są jeszcze opublikowane) z uwagi na sporo inwestycji, jakie w tym roku poczyniono (park wodny, drogi, starówka).
Oczywiście istnieją różne źródła dochodów, wydatków i zadłużeń, co dałoby pełniejszy obraz.
Nie jest dobrze i nie zapowiada się, by było lepiej. Zadłużenie rośnie. Wydatków jest więcej niż dochodów. Bankierzy podbijają miasto i zamieniają je w swój prywatny folwark (oczywiście "demonizuję" nieco: miasto nie należy do banków, tylko do mieszkańców; ale jeżeli popadnie w kryzys, będzie niewypłacalne i nie spłaci długów, przyjdą komornicy i licytacje...). Orać, orać na pańskim polu, chociaż nie.. tak kiedyś było w feudalizmie. I nie jesteśmy na wsi... No dobra: Orać, orać na miejskich złożach.
* * *
Zobacz nas na facebooku:
strona portalu Moje Miasto Zielona Góra
strona bezpłatnego tygodnika miejskiego MM Moje Miasto Zielona Góra



























Kontakt:
Przekroczymy 60 % to komornik się pokaże.
Weżmy przykład z Rzeszowa czy Szczecina. Tam widać gospodarza a u nas...
Też mam wrażenie, że od
chyba 10 lat (?) Zielona Góra cierpi na poważny deficyt na gospodarza. ;-)