drukuj

Mamo, dziękuję Ci, że mnie nie chciałaś!

1.

Tę historię znałam od dawna, ale dopiero teraz dojrzałyśmy obie z koleżanką do tego, żeby ją dokładnie opowiedzieć i opisać. Koleżanka była dzieckiem adoptowanym. Jak to wpłynęło na jej życie, czy ma żal, a może wręcz przeciwnie? Przeczytajcie.

Siedzimy sobie w wygodnych fotelach przy dobrej kawie, ona zaczyna opowiadać, ja włączam dyktafon.

- Jakie miałaś dzieciństwo?
Cudowne! Miałam wspaniałą, kochającą rodzinę. Byłam naprawdę bardzo szczęśliwa.

- Czy wiedziałaś, że nie jest to Twoja biologiczna rodzina?
Nie. Do dwunastego roku życia nic nie wiedziałam. Później skojarzyłam, że mama chciała mi powiedzieć i nawet mnie na to przygotowywała opowiadając o innej adoptowanej dziewczynce. Ale ja, pamiętam, że wtedy powiedziałam iż takiej mamy bym mieć nie chciała, bo bym jej na pewno nie kochała i tym, zamknęłam mamie usta.

- To kiedy i jak się o swojej adopcji dowiedziałaś?
Siedziałam z dwiema koleżankami na sali gimnastycznej czekając na SKS i nauczycielkę. One zaczęły szeptać coś miedzy sobą, a na moje pytania o co chodzi, odpowiadały, że nie mogą mi powiedzieć.
Jak to nie mogą? Zaciekawiona zaczęłam je prosić, aż w końcu powiedziały.

- Jak to odebrałaś?
Wiesz, że nawet spokojnie. Byłam tylko bardzo zdziwiona i po powrocie do domu zaczęłam bardziej przyglądać się domownikom, rodzicom, babci, mojemu wujostwu, kuzynom. Nie przyznałam się, że wiem.

- Co było dalej?
Dalej zaczęłam szukać dowodów na potwierdzenie usłyszanej prawdy. Jeden znalazłam w zeszycie wychowawczyni pozostawionym na biurku, do którego zajrzałam i przy moim nazwisku odczytałam: „Dziecko adoptowane”.
Później w domu, w zaklejonej szarej kopercie znalazłam dane biologicznej matki i na byle jakiej kartce napisane: „Oddaję na własność ………….pani…… i podpis”. Były też dokumenty sądowe potwierdzające adopcję.

- No, teraz już chyba powiedziałaś, że wiesz, zadawałaś pytania?
- Nie, jeszcze nie, nawet się nie przyznałam, że otwierałam szarą kopertę, gdy mnie mama o to wprost zapytała. Nie wiem dlaczego, ale czułam, że to coś złego. Nie umiałam o tym rozmawiać.
Kochałam moich bliskich i oni mnie kochali. Dalej przecież miałam cudowne, beztroskie dzieciństwo.

- Nie buntowałaś się?
Niby nie, ale, jak dzisiaj pomyślę, to uważam, że się zmieniłam. Już nie byłam taką przykładną, grzeczną dziewczynką. Gdy mi czegoś zabraniano, myślałam sobie, czy oni mogą? Zaczęłam kłamać.
Co rusz też dowiadywałam się, że wiele osób z mojego otoczenia wie, że jestem adoptowanym dzieckiem. Mimo to, odsuwałam to od siebie żyłam tak, jakby mnie to wcale nie dotyczyło. Podświadomie czułam, że jak się przyznam, że wiem, to wyrządzę krzywdę moim najbliższym.

- I co, nigdy się nie dowiedzieli, że wiesz?
To smutne, ale mama powiedziała mi o wszystkim, gdy już wiedziała, że umiera (młodo zmarła), a ja, czego sobie nie mogę darować, wtedy właśnie się przyznałam, że dawno o wszystkim wiedziałam. Uświadomiłam mamie, że ją okłamywałam. Żałuję tego.

- Czy nie byłaś ciekawa swojej biologicznej rodziny?
Przez długi czas nie. Sama założyłam rodzinę, urodziłam dzieci i nie myślałam o tym. Ale przyszedł moment, że sięgnęłam po „szarą kopertę”.

- Kiedy, od czego to zależało?
Kiedy moi najbliżsi zaczęli odchodzić i wiesz, to dziwne, ale pomyślałam sobie, że teraz moimi poszukiwaniami i ewentualnymi kontaktami nie sprawię nikomu przykrości.

- No i…?
Nie powiedziałam ci jeszcze, że gdy wychodziłam za mąż i zwróciłam się do USC po metrykę urodzenia w mieście, gdzie ten dokument był, przysłano mi z danymi mojej biologicznej rodziny. Taki tam mieli bałagan, bo po moich wyjaśnieniach, właściwy dokument się znalazł. Wyobraź sobie, co bym przeżyła, gdybym była niczego nieświadoma?

- Jak poszukiwania?
Korzystając z wiadomości z dokumentów w szarej kopercie napisałam, gdzie trzeba i o dziwo szybko się wszystkiego dowiedziałam. Tylko znowu ciekawostka, nie tutaj blisko, skąd powinnam szybko uzyskać informacje, tylko z drugiego końca Polski, skąd pochodziła moja biologiczna rodzina i skąd przeniosła się na Ziemię Lubuską.

- Co z tymi wiadomościami zrobiłaś?
Ponieważ podano mi adres do rodziny mojej biologicznej matki, tam napisałam list prosząc o bardziej szczegółowe informacje.

- Odpisano?
Tak i to szybko, ale wtedy dopiero przeżyłam szok. List był napisany gwarą, bardzo niepoprawnie, a do tego wiadomości o biologicznej matce, których każdy wolałby nie wiedzieć. Ja też nie chcę o nich szczegółowo mówić.
Dowiedziałam się, że żyje i to bardzo blisko mnie, że mam troje rodzeństwa, jedno urodziło się już po oddaniu mnie. Dostałam jej zdjęcie z dwiema córkami. Jak na ironię losu, to ja jestem do niej najbardziej podobna.

- Poszłaś za ciosem?
Nie od razu, musiałam ochłonąć. Ale potem napisałam do jej starszej córki.

- A ona?
Zaraz mi odpisała, dobrze mnie maleńką pamiętała, bo jako 11 lat starsza, prawie przez rok się mną zajmowała. Pamiętała, jak mnie zabrali i, że później z drugą siostrą mnie odwiedzały. Aż zmieniliśmy adres i już kontaktu nie było. Podobno bardzo zawsze płakałam za nimi, więc nie dziwię się zmianie adresu.

- Spotkałaś się z matką?
Z matką nie, ale z tą starszą siostrą tak, młodsze rodzeństwo nie chciało. Mieszkamy blisko, chociaż w różnych miejscowościach. Spotkanie było miłe, ale nic z tych rzeczy, które czasami pokazują w telewizji. Żadnego rzucania się sobie na szyję, żadnych łez. Ot, spotkanie dwóch kobiet, które się nie znają i chociaż biologicznie powiązane ze sobą, to o więź emocjonalną raczej trudno.
Ona opowiedziała mi o matce, o swoich losach i stwierdziła, że miałam ogromne szczęście, że matka mnie nie chciała. Sama sugerowała, żeby niczego nie zmieniać, nie wtajemniczać w to najbliższych, bo nie ma sensu. Spotkania z matką też odradzała.

- Posłuchałaś ją?
Tak i nie było mi z tym trudno, bo wcale potrzeby kontaktu z biologiczną matką nie czułam. Raz znalazłam numer telefonu i zadzwoniłam. Jednak, gdy się odezwała, odłożyłam słuchawkę, co miałam jej powiedzieć? No chyba, że dziękuję, że mnie nie chciała, bo naprawdę dobrze na tym wyszłam.
Ja mam swoją rodzinę i z nimi mam ogromną więź. Fakt, że coraz ich mniej, ale moje kuzynostwo, chociaż nie biologiczne, to dla mnie bracia i siostry.

- Utrzymujesz kontakt z siostrą?
Spotkałyśmy się kilka razy i nawet umówiłyśmy się na kolejne za jakiś czas, ale nie zadzwoniła. Trochę było mi przykro, ale… nic na siłę. Więzi odbudować się już nie da. Bardzo się też różnimy.

- Co powiedziałabyś rodzicom, którzy mają adoptowane dzieci?
Na pewno, żeby o tym rozmawiać. Nie ukrywać tego. To zaoszczędzi dzieciom wielu rozczarowań. „Życzliwi” i tak zawsze się znajdą.

- Co powiedziałabyś swojej mamie?
Moją mamą jest ta, która mnie wychowała i to jej, za każdym razem będąc na grobie, za wszystko dziękuję. Teraz, gdy znam prawdę, jeszcze bardziej.

- No, dobrze, a tej biologicznej co?
Tylko jedno, jak już wspomniałam: „Dziękuję, że mnie nie chciałaś”. Chociaż nie (po chwili namysłu), mogłabym jej podziękować, że mnie przecież urodziła. Kto wie?

- A ja, dziękuję Ci za chwile szczerości, za tę przejmującą i wzruszającą opowieść z Twojego życia.

* * *

MM-kowiczów zachęcam do dyskusji. Mówić, czy nie mówić dzieciom, że są adoptowane? Co w ogóle sądzą na temat adopcji?

Zdjęcia

  • 1.
Bogusia
Autor:Bogusiagg: GG6410658

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Szwedka59
Szwedka59 ndz., 2012-02-05 15:16

Znam kilka przypadków, gdy

Znam kilka przypadków, gdy dzieci adoptowano. Wszystkie to dziewczynki. Jedna , gdy się dowiedziała, że jest adoptowana to podrzuciła swego synka adoptowanym rodzicom i do dzisiaj nie mają z nią kontaktu a jej syn już zdążył się ożenić. Druga, gdy się dowiedziała, że jest adoptowana też zostawiła męża i dwoje dzieci i poszła do rodzonej matki. Kontakt mają tylko listowy. Ojciec ten co ją adoptował jak zobaczył co się dzieję. nie wytrzymało jego serce- zmarł ma zawał. Trzeci przypadek rodzina bardzo długo nie mogła mieć swojego dziecka, same poronienia- adoptowali dziecko takie maleńkie prosto ze szpitala.
Po sześciu miesiącach okazało się, że ta pani jest w ciąży i o dziwo szczęśliwie donosiła i urodziła córeczkę. Cieszyli się państwo bardzo, ale w zaufaniu kiedyś ta pani powiedziała, że najbardziej kocha tę wytęsknioną , adoptowaną córkę. Jak się ostatnio dowiedziałam to właśnie ona była z rodzicami do końca.
Zawsze na każde zawołanie. Ich rodzona córka też otrzymała wykształcenie, ale nie była taka dobra, często się buntowała. Jako siostry bardzo się lubią i sobie pomagają. Mała dość. szybko się dowiedziała, że jest adoptowana, ale nigdy nie szukała drugiej matki. Sama nie wiem czy mówić czy nie.Różnie to zostaje przyjęte przez adoptowane dziecko. Myślę, że lepiej szybciej powiedzieć, niż ma się dowiedzieć od obcych , a na wsi to się o takim dziecku mówiło podrzutek, a to bardzo boli.

Śnieżka
swierszczyk
swierszczyk ndz., 2012-02-05 16:11

Wychowywać w akceptacji do własnego JA,...

nawet gdy się dowie,...
to se radę da,...

Meg51
Meg51 pon., 2012-02-06 08:34

Zadałaś pytanie, na które

Zadałaś pytanie, na które chyba nie ma prostej odpowiedzi. Można mieć dobre chęci, ale jak nie nadarza się ta odpowiednia okazja to decyzję się odwleka i potem jest coraz trudniej do tematu wrócić. Dlatego wydaje mi się, że trzeba mówić jak najwcześniej, bo jest to element budowania zaufania w relacjach rodzinnych, a co za tym idzie poczucie bezpieczeństwa dziecka. Przygotowuje też dziecko na ataki "życzliwych", którym sprawia satysfakcję, że pierwsi przekazują informację o adopcji.

Maria G.
barszczewska
barszczewska pon., 2012-02-06 10:17

temat, którego

w ogóle nie znam. Nigdy nie spotkałam takich osób. Nie mam pojęcia jak o tym myśleć, ale znam relacje ludzi z TV czy gazet.
W każdym razie wychowując swoje dzieci wielokrotnie myślałam jak trudną jest decyzja o adopcji i jak trudno zaakceptować adoptowane dziecko w momencie kiedy sprawia kłopoty. Bo swoje, to swoje, nasza krew i po kimś z nas to ma, ale u cudzego, na dodatek u rodziców, którzy nie mają doświadczeń z wychowaniem własnego dziecka to taka miłość graniczy z cudem. To dla mnie jest bohaterstwo.

barbara
skorpion
skorpion pon., 2012-02-06 10:25

Jak najszybciej

Dziecko ma prawo do poznania własnej przeszłości i przede wszystkim do życia w prawdzie.
Rodzice,którzy nie informują dziecka o adopcji, żyją w ciągłym lęku związanym z nieustanną
obawą, czy dziecko nie dowie o swojej przeszłości samodzielnie, albo od osób trzecich.

Barbara N.

Szambelan
Szambelan pon., 2012-02-06 10:46

A czy szukała OJCA ? Wszak to Jego Nasienie "poczęło" cud

natury (czy dar Boży) który rozwijał się i po urodzeniu zaistniał jako człowiek. Ojciec jest BARDZO WAŻNYM UCZESTNIKIEM POCZĘCIA .

Szambelan
skorpion
skorpion pon., 2012-02-06 11:13

Oj,tak!

@Szambelan:

Ojciec to bankier zesłany przez naturę.

Barbara N.

Bogusia
Bogusia wt., 2012-02-07 15:29

Odpowiadam p. Szambelanowi

@Szambelan:

Nie, nie szukała, bo okazał się NN.

B.H.-D.
Milena
Milena wt., 2012-02-07 22:41

Smutne.... :(Cieszę się, że

Smutne.... :(
Cieszę się, że znam swoją matkę....że mnie chciała.....to prawdziwe szczęście mieć braci i siostry z którymi ma sie wspaniałe relacje, których się kocha i można na siebie nawzajem liczyć.