Mam zadziora. Mam charakterek. Cholernie nie lubię sprzątać
Na lewo drewniane schodki, po prawej okno. Widok na dachy kamienic. Przede mną dzbanuszki, popielniczka, nóż do tapet, lustro, obrazy, suszone kwiaty, ramy, miednica. Idealne miejsce by porozmawiać z Panią Basią.
Chciałem porozmawiać o mieście i tym, jak się w nim czuje, ale prędko rozmowa przestała być wywiadem. Nie napiszę nawet połowy z tego, o czym rozmawialiśmy to już zostanie miedzy nami. Tak z tą Barszczewską jest. Po młodzieżowemu można powiedzieć, że ostro „jedzie po bandzie" - ma niewyparzony język, nie boi się być szczerą, jest nadaktywna - a jednocześnie bardzo wrażliwa i twórcza. No i jest świetną rozmówczynią. Aż żal, że rzuciłem palenie, bo takie rozmowy prowadzi się w dymie papierosowym...
(W niniejszym tekście, poza zapisem wywiadu, wykorzystano też fragmenty artykułów i wypowiedzi Barbary Barszczewskiej z portalu mmzielonmagora.pl)
- Mężczyźni i ich wpływ na życie
- Właściwie to nigdy nie możemy robić tego, co chcemy. Na początku jesteśmy za mali, potem nie wolno nam, bo... Potem nie możemy, bo nie mamy pieniędzy albo czasu, a na końcu nie możemy bo... On albo Ona tego nie lubi.
- Jaka Pani jest tak na co dzień?
- Chyba jestem choleryczką. Nie jestem spokojnym człowiekiem. Ciągle coś mi po głowie chodzi. A poza tym, jako fotograf, po prostu za dużo widzę!
- I dobrze się Pani z tym czuje?
- ... W zasadzie tak, choć całe życie dążyłam do... Spokoju. Marzyłam o tym.
- No to chyba się Pani nie udało...
- Zawsze marzyłam też, żeby robić zdjęcia. Chciałam robić to, co chcę - i teraz to robię.
- Barbara Barszczewska - kobieta, która chciała być spokojna. Nigdy bym nie uwierzył. Może więc fotografuje Pani z tego niepokoju?
- To jest trochę jak ze sprzątaniem pokoju. Robi się tysiąc rzeczy, żeby tego nie robić. Chyba po to właśnie jest mąż. Właściwie sprzątam dla niego.
- Nie rozumiem? Mąż?
- No tak. Bo Wy, faceci, tacy jesteście. Chcielibyście mieć wszystko. I kobietę spolegliwą, i niegrzeczną. I taką żonę, która słucha i wykonuje, jak i taka, która rządzi, decyduje, nakazuje i rozporządza. Ja nigdy nie kładłam uszu po sobie. Robić to, co się lubi, często nie idzie w parze z życiem, ale można próbować.
- No, no, kto powiedział, że do czegoś Was zmuszamy?
- Widzi Pan, my zapominamy, że też mamy jakieś zainteresowania, hobby i też chciałybyśmy wolny czas spędzać wg. naszego „widzimisię”. Przychodzi jednak taki czas, że dzieci już są poza domem i zostajemy sami. Teraz mamy wolność, wydawałoby się. Mąż nie dziecko, nie trzeba się nim opiekować.
- Ostro. Co na to mąż właśnie?
- Zawsze mówię, że takiego sobie męża znalazłam, na jakiego zasłużyłam. U nas był i jest podział na roboty damskie i męskie, z tą różnicą, że ja to nie za bardzo lubię te damskie, a on uwielbia męskie. Wyglądam więc na Jego tle na osobę niestety leniwą. A na fotografowanie znajdę zawsze czas. Fotografia i ruch to teraz priorytety, nie ma nic ważniejszego. Normalne, codzienne życie jest na trzecim miejscu.
- I to Pani zdaniem dobrze?
- Wie Pan... Ja straciłam już dwie przyjaciółki. Umarły na raka. Pomyślałam, że każdego z nas może to trafić. Dlatego staram się wykorzystywać każdy dzień. Trochę czasem egoistycznie. Może i dom na tym traci, ale dla mnie to bardzo fajny czas. Czas, na który czekałam od momentu urodzenia dzieci. Już wtedy myślałam egoistycznie - kiedy te dzieci wyjdą z domu i zacznę robić to, na co mam ochotę?
- Życie, MM-ka i fotografowanie
- Kiedy weszłam w dorosłe życie i kiedy spadły na mnie wszystkie domowe obowiązki, jakie wiele kobiet muszą same wykonać, często myślałam o kobietach pokolenia moich rodziców. Przecież one, bardzo często oprócz pracy zawodowej, musiały jeszcze napalić w piecu, wyprać w dużej wannie, na falowanej pralce, czasem jeszcze przynieść wodę, prasować wszystko, co się nosiło i cerować. Taką zapracowaną pamiętam moją mamę, a ona jeszcze nam czytała. To my, mając pralki, zmywarki i wszystkie inne udogodnienia jesteśmy zmęczone? Nie palimy w piecach, nie cerujemy i bardzo niewiele prasujemy...
- Czyli jak, jest Pani zadowolona z życia, z siebie?
- Ja jestem Panie Marku urodzona w takim ciekawym czasie. Socjalizm dał nam naprawdę fajne życie. Brak postępu? On nam w ogóle nie przeszkadzał. Wtedy żyło się po prostu. A potem nas łupnęło - i już nie potrafimy ogarnąć tej całej nowoczesności. To są już inne czasy i nie każdy w nich potrafi żyć. Ja na przykład zawsze chciałam być bardzo dobrą matką i żoną, nawet teraz chcę, ale czy mi się to udało? Nie wiem. Ale wiem, że teraz robię to, co lubię.
- Zawsze tak było?
- Nie. Ale życie mnie wiele nauczyło. Między innymi tego, że sobie poradzę. Cokolwiek by się nie działo. Wie Pan, potrafię być asertywna, nie lubiłam tego u mojej Mamy, a teraz okazuje się, że mam wszystkie cechy, których u niej nie lubiłam. I cieszę się, że potrafię teraz myśleć tylko o sobie.
- Co Panią tak nakręca?
- Pomysły łapię rano, w lesie, wraz z tlenem. Wychodzę wówczas ze swoim psem (To fantastyczne zwierzę. Przyszła do nas taka malutka i przestraszona. Nikt jej nie chciał i nikt nie odpowiedział na ogłoszenie o znalezieniu. No i została i pokochaliśmy ją wszyscy.). Wie Pan, jak cudownie rano pachnie las? To taki dziwny, gazowy zapach, uwielbiam to, nie zawsze można go wywąchać. To chyba wtedy, kiedy jest taka mgła? Dla tego zapachu warto rano wyjść z domu, kto nie wie, o czym mówię, dużo traci.
- Tam łapie Pani pomysły na sesje fotograficzne?
- A z tym jest różnie. Mam mnóstwo pomysłów a jedynie część z nich realizuję. Poza tym nawet jak już realizuję, to się zmieniają. To tak, jak podczas sesji fotograficznej w Ochli. Najpierw miałam pomysł, chciałam zrobić sesję we wnętrzach skansenu. W miarę upływu czasu to wszystko rozwijało się w coś o wiele, wiele większego. W końcu chciałam nawet z tego uciec, ale jako ze wszystko zaszło za daleko - nie mogłam. No i zrobiliśmy fajny projekt i wyszło na to, że chyba nawet skansen jest zadowolony... Przyjemnie mi było, gdy rozmawiając o moim projekcie z Panią Ireną Lew okazało się, że oni już mnie zauważyli i szukali tylko okazji, by ze mną porozmawiać o nowych pomysłach.
- Mówi Pani, że to skansen Panią zauważył?
- Tak. Zrobiłam reportaż z wigilii w Ochli. Kilka zdjęć miało fajny nastrój i to się spodobało. Dostałam nawet podziękowanie na oficjalnej stronie skansenu, co zauważyłam po paru miesiącach, przypadkiem. Wtedy pomyślałam, żeby wybrać się tam i porozmawiać o moim projekcie. I wyszło, że już nie jestem jakąś tam anonimową Barszczewską. Zresztą udział w projekcie tak fajnych aktorów jak Ula Zdanowicz, Beata i Artur Belingowie oraz Marcin Wiśniewski ze swoimi rodzinami świadczy o tym, że oni mi zawierzyli.
- No, no! Błyszczy Pani!
- A wie Pan, ktoś mi ostatnio powiedział - Baśka! Ty to już jesteś celebrytka (naprawdę użył tego słowa - strasznie przesadził)! A ja się śmieję. Owszem, ludzie mnie już znają, ale właściwie tylko ci, co siedzą w fotografii. Poza tym ja nie muszę błyszczeć. Wystarczy, że jestem zadowolona z tego, że dobrze robię to, co lubię. Że na przykład mam ogromne doświadczenie w zdjęciach we wnętrzach, z lampą błyskową (to oczywiście moje zdanie). Że mam różne fajne pomysły na sesje. Zresztą, z tymi sesjami, to wie Pan, najlepiej się fotografuje coś, za co się nie bierze kasy. W tym chodzi po prostu o dwie rzeczy - żebym ja miała zabawę, a ktoś przy okazji dobre zdjęcia.
- To tak, jak podczas MM-kowej imprezy Foto Day, chodzi dokładnie o to samo.
- Dokładnie.
- No ale... Przecież nie każdemu się Pani prace podobają.
- Tak. I to zresztą widać na MM-ce.
- Jak w życiu. Gdy człowiek zdecyduje się pokazać komuś część siebie to zawsze musi się liczyć z tym, że ktoś go źle oceni. Czy bolą panią wpisy na forum mmzielonagora.pl, że to nie tak, że się nie podoba, że źle?
- Tak. Bo MM-ka stwarza możliwość, by się czepiać. Sama się też czasem czepiam.
- To Pani publikując swoje zdjęcia stwarza tę możliwość. A takie negatywne wpisy... Bierze je Pani do siebie?
- Każdy bierze, nawet jak pisze i mówi, że nie. W końcu ktoś nas ocenia. To zawsze jest dla nas ważne. Przecież człowiek zaczyna fotografować i myśli, że fajnie, ale w internetowym portalu fotograficznym, czy w MM-ce ludzie piszą, co o tym sądzą. Nie zawsze mają rację i nie zawsze się patyczkują. To smutne, to czasem bardzo przykre, ale pozwala się rozwijać. Ale ja wyciągam z tego wnioski. Bo może ten ktoś miał rację? Wie Pan, kiedyś miałam wystawę w Galerii u Jadźki. Dawno temu. Wtedy było bardzo fajnie i byłam z tego bardzo, bardzo dumna. A dziś... Troszkę się tego wstydzę....
- A widzi Pani jakieś takie Zielonogórskie Piekiełko? Czy internetowe, czy w życiu codziennym?
- Jest coś takiego. Ale się tym nie przejmuję. Wie Pan, są ludzie, którzy są tacy cichutcy. Tacy, którzy są zadowoleni z byle czego. Którzy boją się, że ktoś ich źle oceni i się nie wychylają. Ja do nich nie pasuję. Mam zadziora. Mam charakter.
- Dużo jest Was, fotografów w Zielonej Górze?
- Sporo. Każdy przecież ma aparat.
- A Zielona Góra to dobre miejsce dla fotografów?
- To miasto jest dużym ośrodkiem kulturalnym. W Zielonej Górze mamy choćby piękne wnętrza. Piwnica Artystyczna Kawon, Klub Muzyczno-Artystyczny 4 Róże Dla Lucienne, Piekarnia Cichej Kobiety... Galeria u Jadzki i wiele więcej. I przede wszystkim ludzie są otwarci na różne inicjatywy, elastyczni. Tutaj jest tak, że gdy człowiek coś chce, to mu ludzie nie odmówią. Idziesz do takiego miejsca i pytasz, czy możesz zrobić inscenizowaną sesję - i się zgadzają. Fajnie!
- Szukanie swojego świata: Polska i Austria
- Jest taka fajna rzecz w Grazu, która pozwoli nam na niezgubienie się. Jakomini Platz - to miejsce, gdzie zbiegają się wszystkie linie tramwajowe i autobusowe - w jakikolwiek środek lokomocji wsiądziesz, to tamtędy będziesz przejeżdżać. Wykorzystałam to w taki sposób, jak Łazuka w filmie „Nie lubię poniedziałku”. Wracał do domu rankiem - po torach. Tak wracałam z wycieczki po mieście - chciałam się przejść i miałam czas, więc szłam po torach - i to funkcjonuje.
- Chciałaby Pani gdzieś konkretnie mieszkać?
- Tutaj, w Zielonej Górze.
- Tak tu wspaniale?
- Wie Pan. Po czterech latach, gdy jestem w Polsce, doskonale wiem, co chcę robić. Co robić w tym mieście.
- Co fotografować chyba?
- Też...
- Ponawiam pytanie. Tak tu ładnie, w tym Winnym Grodzie? Piękniej, niż w Grazu?
- Tutaj, w Polsce mamy jednocześnie dwie strony medalu, dwa światy. Tu jest i pięknie, i brzydko. Zależy, czego kto szuka. W Zielonej Górze też mamy i brzydotę i piękno zarazem. Tego w Austrii nie znajdziecie. Tam się żyje jak w katalogu. Wszystko błyszczące, jak w fotoszopie. Odwracasz kolejną stronę, a tam wciąż to samo, jak na poprzedniej. Takie jest tam życie, różni się szczegółami, ale jest wciąż takie samo. A u nas co krok, to coś innego. U nas się naprawdę żyje, a raczej naprawdę czuje, że żyje.
- A nie lepiej mieszkać w ładnym, spokojnym miejscu?
- Mieszkałam w takim spokojnym. W Austrii właśnie. I co? Spokój, porządek... To po jakimś czasie naprawdę męczy. Niby na początku człowiek jest zaczadzony, że tak można, że tak pięknie. Ale potem to męczy. Na dodatek patrzy człowiek na ludzi wokół i wydaje mu się, że tam wszyscy mogą w zasadzie robić wszystko... Kiedyś zazdrościłam im tej możliwości, tych możliwości.
- A teraz?
- Potem już im nie zazdrościłam. Ten „spokój” w Austrii jest dla nas nienaturalny, sztuczny. Oni mają inną mentalność. Np. donosicielstwo. Jeden na drugiego w mig donosi. Że pobrudził, że za głośno się zachowuje. Że zrobił coś, czego nie powinien. To właśnie powoduje, że mają tam taki porządek. Ale to nie oznacza, że są lepsi, że są lepszymi ludźmi. Są przez to bardzo samotni.
- A Polacy? Nie są samotni?
- Jeśli tak, to są sami sobie winni. Wiem, jesteśmy narodem niezadowolonych, nadymanych, wiecznie narzekających ludzi. Ale jednocześnie bardzo towarzyskim i otwartym. Ja nie chciałabym mieszkać na bezludnej wyspie. Od czasu do czasu człowiek potrzebuje towarzystwa. Austriacy chyba trochę sobie takie bezludne wyspy urządzają. A jak ktoś chce, to i w Polsce sobie taką urządzi.
- Pani w Austrii robiła zdjęcia?
- Ja tam byłam z mężem. Zimą pracowałam w Alpach w hotelu. I dzień w dzień jeździłam na nartach! Wykupiłam sobie taki karnet na cały sezon - i jeździłam. Rok w rok praca i rok w rok narty w przerwie od pracy, zamiast spać, czy odpoczywać. To była odskocznia od ciężkiej roboty.
- Zauważam, że taka już Pani jest. Leżenie jest nudne?
- Leżenie jest dla starych. A ja jestem młoda, panie Marku. Co jest ważniejsze, dobra kondycja fizyczna i spokojne noce, czy tylko trochę więcej pieniędzy i garb od komputera i głowa pełna problemów, które wiecznie rozwiązujemy?
- Pieniądze są potrzebne. Ponoć jak ktoś ma teraz 30 lat i nie jest zmęczony życiem, to znaczy, że coś źle robi.
- E tam. Panie Marku, życie nie ma litości. Albo jesteśmy zdrowi, sprawni i weseli, albo jesteśmy... starcami.
- Gdyby nie było aparatów fotograficznych?
- Marzy mi się już od wielu, wielu lat urlop, taki fotograficzny, żebym była z rowerem i aparatami, statywami, komputerem, żebym nie musiała myśleć o nikim, że człowiek głodny albo zmęczony, albo ma ochotę na piwo, żebym mogła wstać o 4 rano i nikomu nie przeszkadzając iść sobie spokojnie, bez wyrzutów sumienia i pofotografować.
- Co tutaj, w Zielonej Górze jest takiego fajnego?
- Jest mnóstwo rzeczy, ale wy, młodsi, tego nie widzicie. Tu się dzieje naprawdę dużo. Na przykład MM-ka.
- MM-ka jest fajna?
- Czasem mniej, w końcu MM-ka to ludzie, a oni różni są. Ale daje wybór. Można coś robić. Dzięki temu, że pisze tutaj, że czytam i oglądam innych, inaczej patrzę, inaczej widzę, ciągle szukam tematu, słucham, co ludzie mówią.
- A co jest w niej niefajne?
- MM-ka zabrała mi moją wolność, już jestem inna niż byłam. A w ogóle to wie Pan, co się stało?
- Co?
- W tamtym roku zepsuł mi się aparat. Oddałam go do serwisu. Tam sprawdzili i powiedzieli mi ile zdjęć zrobiłam. Wie Pan ile?
- Nie.
- 40 tysięcy
- Sporo.
- Niech mi pan da skończyć. Równo po roku, też dałam aparat do serwisu, bo odmówił posłuszeństwa. Wie Pan, ile licznik wykazał tych zdjęć teraz?
- Nie.
- 112 tysięcy. W ciągu roku zrobiłam ponad 70 tys. zdjęć! Okazało się, że dosłownie zajechałam aparat. Zepsułam go, bo za dużo zdjęć zrobiłam! To sprawiło, że zaczęłam się trochę nad sobą zastanawiać. Że nie ma co przesadzać. Że nie o to chodzi. Zrobienie zdjęć to dopiero początek przygody. Trzeba się zastanowić nad sposobem prezentacji zdjęć, nad formatem i nad miejscem, gdzie będę chciała to pokazać.
- A zastanawiała się Pani nad tym, co by Pani robiła, gdyby nie było aparatów fotograficznych?
- Prędzej, czy później kupiłabym sobie. Tak przecież zrobiłam w swoim życiu. W końcu kupiłam aparat i wszystko się zmieniło. Zresztą wszystkie swoje pieniądze teraz wydaję na fotografowanie, na sprzęt. Bo to kocham.
- Ale gdyby nie było aparatów? W ogóle?
- Gdybym nie mogła kupić sobie aparatu? To byłabym kobietą domową. Robiłabym na drutach. Czytała książki. Haftowała (umiem). Jeździła na rowerze. Tylko nie sprzątała - cholernie nie lubię sprzątać.
* * *
Dziękuję Pani Basi za wywiad i za cierpliwość. Długo się musiał ów tekst uleżeć, by w końcu ujrzeć światło dzienne...



























Kontakt:
"Paląca kobieta"...
"Pomysły łapię rano, w lesie, wraz z tlenem.
Wychodzę wówczas ze swoim psem..."
nie wiem za co piąteczkę wstawić...
za tą "palącą kobietę"...???
czy pieskowi zostawić,...
och,...
jak mówił groch...
gdy dogorywał w grochówce,...
piąteczka,...
tak w "nówce"...
No i taka wlaśnie Basia jest.
Na początku naszej znajomości wydała mi się zbyt pewna siebie, czasem irytująca, ale im dłużej ją znam tym częściej przyznaję rację. A nawet zaczynam cenić za autentyzm, szczerość i nazywanie rzeczy po imieniu.
I właśnie przyszło mi do głowy, że w jej przypadku bardziej pasuje zdrobnienie Baśka niż Basia. Jest bardziej zadziorne - tak jak ona :)))
Bardzo ciekawy
wywiad, na 10pkt. 5 dla p. Marka, drugie 5 dla Basi.
Baśka (ma rację Meg51, że tak lepiej) mi zwyczajnie imponuje.
dzięki Wam bardzo
rzeczywiście jestem Baśka, a dla męża....................Barbara. Nigdy nie powiedział inaczej, a może ja już nie pamiętam?
Marku, dałeś nam wszystkim
dobrą, przykładową lekcję. Dzięki.
A BAŚKA jest nie do podrobienia !!!
Gratuluję Wam efektu ciężkiej pracy.
Basiu jak dla mnie to jesteś
Basiu jak dla mnie to jesteś kobietą o stu twarzach i chyba dlatego lubię Cię fotografować. Wywiad bardzo mi się podobał.Zawsze wydawałaś mi się bardzo tajemnicza a tu? Pan Marek potrafił wydobyć tak wiele. Cieszę się, że Ciebie poznałam. Po piąteczce dla Was.
Pozdrawiam.
Widzę jedną
@Szwedka59:Do fotografowania może, bo Basia reaguje żywiołowo i twarzą też to wyraża. Poza tym, jak mało kto, Ona ma zdecydowanie jedną twarz. Ja, tak Ją postrzegam.
Cała Basieńka. Uważam, że
Cała Basieńka. Uważam, że jest pozytywnym ogniem naszej MM-ki. Nie zmieniaj się, bądź nadal taką, jaką jesteś
Ot
i cała Baśka ;))
Bardzo fajna rozmowa
Pozdrawiam
...
Z Basią można pogadać i się nie zanudzić (ja tam bardzo lubię z nią rozmawiać, jak mamy okazję się gdzieś przypadkiem spotkać :P). Niewielu jest takich ludzi. Otwartość, szczerość, bezpardonowość, bezpośredniość. Słowem - zadziorność. ^_^
Dlaczego podoba mi się ten wywiad?
Bo jest mięsisty i treściwy. Bo jest długi, nie za długi, lecz w sam raz. To zasługa i pytań, i odpowiedzi.
Co mi się jeszcze podoba? Gdybym był kobietą, chciałbym być taką Basią ;-).
a wiesz Maciek,
że ja dopiero teraz taka jestem i wcale to nie jest takie łatwe albo wygodne- oj dostaję popalić za siebie
w życiu nic nie jest łatwe, ot - biegnie sobie taką sinusoidą,
@barszczewska:raz lepiej, raz gorzej. Raz obrywamy, raz wznosimy się na szczyty radości. 20 lat temu też inaczej podchodziłem do świata, teraz bardziej na spokojnie i ze śmiechem, ale zdarza się też, że cholera mnie rozrywa.
Ale żeby Ci nie słodzić, wywalę Ci w cztery oczy, co mi się w Tobie podoba i co cenię ;-).
Ja bardzo lubię
z Basią rozmawiać ,
z Barbarą fotografować,
z Baśką się spierać.
cała Basbarfoto i niech tak zostanie.
Pozdrawiam
I tak trzymać Basiu
Pomysłowość,konsekwencja i młody duch
Niezupełnie się zgadzam z;
"- No ale... Przecież nie każdemu się Pani prace podobają.
- Tak. I to zresztą widać na MM-ce. "
Jak brak słów zachwytu to lepiej milczeć niż napisać; Fajne zdjęcia.
Dobór kadrowania, nasycenia, czy filtrów, to gust fotografującego.
Z gustami się nie dyskutuje. :))
A oceny? Tylko z zazdrości i dla dokopania.
A niech się bawią.
Jak dostanę oczopląsu od zdjęć ze skansenu to to napiszę w komentach. :)))))
Oj czepia się Pan Bogusław
Oj czepia się Pan Bogusław -ZG tych fotografii, ot to dobry sposób na spędzanie czasu na emeryturze i już. Pani Barbara lubi fotografie to mnie nie dziwi , zazdroszczę jednak tej asertywności z odrobina egoizmu. Ja to jestem typowa Matka Polka no może nie każda potrafi posługiwać się pistoletem, młotkiem i igłą ale moja Babcia mawiała,że w dzisiejszych czasach bez takich umiejętności ani rusz. =))
Boże drogi ze mnie to taka kwoka ,że stwierdzenie "Czas, na który czekałam od momentu urodzenia dzieci. Już wtedy myślałam egoistycznie - kiedy te dzieci wyjdą z domu i zacznę robić to, na co mam ochotę?" to jak herezja .
Ups znowu sobie nagrabiłam .=))
u mnie nie,
@Lucyna:ja to rozumiem
Mam zadziora.Mam charakterek.. . .
Wywiad i owszem, bardzo ciekawy.
Gratuluję 100 % charakteru.
Życzę dalszych sukcesów.
Bo wszystkie Baśki to fajne
Bo wszystkie Baśki to fajne są...
Pani Barbaro... wielki PLUS za całokształt...
Ważne, by w życiu odnaleźć drogę do tego, co się lubi i móc połączyć to z tym, co się "musi"... Pani się to udało...
Szacun...
Pozdrawiam :)