Lao Che w Kawonie
Koncert przewidziany był na godzinę 19.00. Wiadomo, muzycy zawszę trochę ‘przygwiazdorzą’ i wejdą nieco później. Mimo to przybyłam przed 19., co by zająć miejsca przy samej scenie. Nie było jeszcze ludzi, więc zasiadłam na kanapie w półmroku – jedna była zajęta przez czterech panów sączących piwo, druga wolna. Przechodząc obok panów poczułam jakieś motyle w brzuchu, patrząc na nich kątem oka. Usiadłam, spojrzałam, i nagle olśnienie ! Po czym gorączkowy szept do Winogroniastego: ‘tam siedzi Spiętyyyyyyyyy !’ No to mój Pan czmychnął po długopis i ze słodkim uśmiechem i na miękkich nogach, jak na prawdziwą fankę przystało poszłam po parafki.Muszę przyznać, że chłopcy są niesamowicie mili, nawet moja, można powiedzieć charakterystyczna koszulka ich zaciekawiła. Szczęśliwa, z wyszczerzonymi zębami i dzierżąc w dłoni moje trofeum udałam się z powrotem na swoją kanapę, to znaczy sąsiednią. Ale tylko na chwilę, bo panowie poszli przygotowywać się do grania, więc ja poszłam pod samą scenę. Zdążyliśmy jeszcze przeczytać setlistę leżącą na scenie – zapowiadało się naprawdę świetnie.
Poczekaliśmy jeszcze chwilę, spotkaliśmy znajomych i w końcu to, na co czekałam od lutego – mój ukochany Spiętek wraz z resztą grupy wyszedł na scenę. No i się zaczęło.
Pierwszym utworem był krótki instrumental, ot tak na rozgrzanie sprzętu. Ale kiedy tylko poleciały pierwsze nuty ‘Bóg zapłać’, pod sceną zaczął się oooooogień. No po prostu szał totalny, po tym jednym otworze byłam cała mokra i złapała mnie megakolka (ah, ta moja powalająca kondycja !). I taki poziom panowie trzymali do końca. Były moje ukochane utwory z płyt, było ich wykonanie ‘Ludzi wschodu’ Siekiery, w którym zakochałam się na zeszłorocznym Woodstocku. Był też cover ‘Riders on the storm’ Doorsów, którym podbili moje serce (bo to pierwszy raz...). Krótko mówiąc, ja się wyszalalam, wyskakałam, zdarłam gardło. Z tego co widziałam, nie tylko ja. Chłopcy zagrali 18 utworów + 4 bisy. Mogłam spisać playlistę, ale niestety nie miałam na czym. Aparatu nie wzięłam, ale żałowałam tylko przez tą chwilę, kiedy stałam przy nich, kiedy podpisywali mi bilet. Później przecież nie miałabym co z nim zrobić.
Co było najlepsze ? Fakt, że Spięty ze sceny poznał moją koszulkę i tak pięęęęęęęęęknie się do mnie uśmiechnął !
* * *
Zobacz nas na facebooku:
strona portalu Moje Miasto Zielona Góra
strona bezpłatnego tygodnika miejskiego MM Moje Miasto Zielona Góra



























Kontakt:
...i schować ten bilet do
...i schować ten bilet do pudełeczka , po latach miło jest sobie powspominać - wiem coś o tym =)
Jasne,że warto przechowywać
Jasne,że warto przechowywać takie trofea - i brawo za relację !!!
Potwierdzam!
Koncert mógł się podobać. Panowie dali ognia na scenie, a widownia pod...
Osobiście - z racji funkcji - byłem podczas imprezy zajęty odbijaniem ludzi z 'młyna' od miejsca, w którym mogliby 'skosić' Klawiszowca wraz z Jego niebagatelnym sprzętem, ale... w tej sytuacji w/w ogień dało się odczuć wręcz w stopniu MEGA ;)
Co się tyczy Zespolistów, Wszyscy WIELKA KLASA - to potwierdzam również ;]
Pozdrawiam.