Kunszt brązu i wosku
Artysta zaprezentował również obszerny zestaw statuetek i medali stworzonych dla wielu (kto wie nawet czy nie dla większości okolicznych) firm i instytucji. Znajdziemy tu między innymi przyznawanego przez Lubuski Teatr „Leona”, „Błazna” honorującego zwycięzców międzynarodowych konkursów na rysunek satyryczny, „Tańczącą Eurydykę” czy „Puchar Bachusa” – nagrodę Zielonogórskiego Klubu Fantastyki Ad Astra.
Pierwsze słowo, jakie nasuwa się, kiedy patrzymy na rzeźby Roberta Tomaka to „rzetelność”. Rzetelność i wielka kultura warsztatu, opanowanie stosowanej techniki, duża wiedza anatomiczna pozwalająca na naturalne oddanie modela. W przedstawionych postaciach nie czuje się ciężaru brązu czy sztywności i bezruchu. Rzeźby Tomaka wydają się być lekkie, zwiewne, uchwycone wpół gestu. Zwraca również uwagę precyzyjne skończenie formy, iście XIX-wieczne fini przejawiające się w dopracowaniu detalu, wyborze kamienia piedestału... Co ważne, pieczołowitość autora wyczuwalna jest zarówno w jego przedsięwzięciach tworzonych na zamówienie (licznych medalach, tablicach czy statuetkach), jak i w zamierzeniach stricte artystycznych. W tej rzetelności, uczciwości warsztatu przejawia się wielki szacunek artysty dla widza. A to jest cenne.
Robert Tomak w swych pierwszych, studenckich jeszcze pracach zaczynał od form abstrakcyjnych, geometrycznych, tworząc monumentalne, symboliczne, ascetyczne w formie obiekty. Szybko jednak strząsnął z siebie osad modnych, współczesnych idei i wypracował styl własny, choć świadomie nawiązujący do dawnej tradycji rzeźbiarskiej. Czasem łączy w swych pracach tradycyjną rzeźbę z elementami instalacji, jednak nie jest to częste zjawisko. Artysta nie daje posłuchu żadnym artystycznym manifestom czy ideologiom skupiając się na przeżyciach i fascynacjach głęboko osobistych, wyciszonych.
Jedną z tych fascynacji obrazują przedstawienia kobiet, subtelne rzeźbiarskie akty, liryczne, z wyraźnie erotyczną nutą. Kobieta jest tu nie tyle ukazana, co podglądana, jakby na wpół świadoma spojrzeń widza, który za sprawą autora, sam staje się starcem podglądającym Zuzannę. Kobiety z brązów Tomaka zostały jakby przed nami obnażone, widz-podglądacz jest nieodzownym elementem dzieła, voyeurem i adoratorem. Nie ma tu pornografii ani obyczajowej prowokacji, jest liryzm, cień erotyki, zachwyt Akteona na chwilę przed przyłapaniem. I cień grozy.
Przy bliższym przyjrzeniu liryczny nastrój pryska, rzeźby Tomaka ukazują drugie oblicze. Pod skórą spoczywających w swobodnych pozach kobiet zauważamy węzły zastygłych w skurczu mięśni, leniwy gest staje się początkiem obliczonego nie na ludzką anatomię ruchu, piękną twarz Nefertiti zdobi uśmiech zwiastujący zagładę. „Piękno jest tylko przerażenia początkiem”.
Cień grozy towarzyszy też innym nurtom twórczości Tomaka. Podskórny w uśmiechu błaznów i jawny w torsach okaleczonych aniołów. Pozornie przyjazny w cyklu „Czarownic” (nawiązyjącym do historii Zielonej Góry. Groteska przenika do każdej twarzy, każdy gest więzi skurcz i spazm. Groza jest jeszcze pod powierzchnią, ale już ją czujemy, nadchodzącą, zniekształcającą wszystko, nieuchronną. Choć błazny jeszcze się śmieją ich twarze zaczynają już odpadać od tronu.
Ryk grozy wyraźnie już słychać w cyklu „Idee”, w mrowiu obłąkanych tłumów niosących na ramionach proroków i trony. W chłodzie brązu widoczne jest przeszłe szaleństwo gliny, materii pulsującej ciałem.
Ekspozycję dopełnia jeden obraz, przypomnienie, że Artysta zajmuje się również malarstwem.
Wszystko to artysta podaje nam w formie estetycznej, dopracowanej rzeźby kameralnej. Miłej dla oka, przyjaznej, bezpiecznej...
Ale nie dajcie się zwieść.
Wystawę można zwiedzać do 17 grudnia 2009 w zielonogórskiej Galerii Pro Arte, Stary Rynek 2-3.






























Kontakt: