drukuj

Kolor zielony

Kolor zielony

O tym jak to naprawdę w harcerstwie bywa...

Zielony mundurek, na głowie czarny beret, buty tak wielkie, że nie wiadomo jak to udźwignąć, już nie mówiąc o plecaku. Biega to takie umorusane po lesie jedno z drugim, z mapą w ręku i szuka czegoś, nie wiadomo, po co. Drze się, śmieje i wygląda tak jakby nie miało żadnych zmartwień w tej małej główce. A zaraz jakieś starsze woła „Druhowie!” i nagle cała chmara leci na łeb na szyję i mało nie wpadnie w to ognisko, które starsze już przygotowało.

To taki obrazek, który właściwie utarł się w głowach większości społeczeństwa. Ale czy tak to wszystko rzeczywiście wygląda? Czy to naprawdę takie bez celu i tylko dla zabawy? Moim zdaniem wcale nie…

Niedługo wakacje i przyjdzie czas obozu. Zatem tu trochę ciekawszy obrazek. 5:30 pobudka i gimnastyka poranna. A tu jedno takie nie wstało i będzie dzisiaj obierać kartofelki. Ha ha, i w kuchni będzie mniej pracy na służbie, bo zaraz się pojawią kolejne „karniaczki”. Czyli, że obiadek się troszkę spóźni, ale może… przeżyjemy. W tym czasie komendantka na pewno nam zafunduje jakąś przyjemność. Pierwsze zajęcia z tropienia zwierząt… miały się zacząć, ale w nocy jakoś tak samo z siebie płotu ubyło (może to duchy?). A może „pomogli” mu ubyć druhowie z pobliskiego obozu. No cóż, trzeba zrobić nowy. Już po blisko 10 minutach biegnie jedno ze spuchniętym palcem do „piguły”, bo nie słuchało jak starsze uczyło na zbiórce wbijać gwoździe. Poboli i przestanie… W końcu stanął nowy płot. Nawet lepiej wygląda niż poprzedni. Drużynowy będzie dumny.

Wreszcie daje się słyszeć upragniony gwizdek głodnego druha oboźnego na obiad. Biegiem na umywalki, ale na stołówkę już elegancko w szeregu, marszem, żeby było widać, że i musztrę znamy. Piosenka, „Smacznego” i jemy! Sztućce poszły w ruch… i zaczęło się wygrzebywanie oczek z ziemniaków. To się „karniaczki” postarały, że ho ho! Ale tacy dumni z tego ogrodzenia jesteśmy i głodni, że nikt nie marudzi. Piękne „Dziękujemy” dla pań kucharek i w końcu ulubiona część dnia, czyli PGDS (tzw. „pół godzinki dla słoninki”), jednym słowem błoga laba. Wszyscy wiedzą, że popołudniu będzie dużo pracy. Druh oboźny już szykuje miejsce na wielkie wieczorne ognisko.

Skończyło się leniuchowanie i już słychać gwizdek na następne zajęcia. (Swoją drogą trzeba by zabrać w nocy oboźnemu tan gwizdek, to może dłużej rano pośpimy.) Atmosfera się zmienia i wszyscy spokojnie idą na polane, gdzie już czeka na nas druhna komendantka.

- Dziś opowiem Wam o tych, którzy podczas II wojny światowej walczyli o wolność Polski. Byli w waszym wieku i tak samo jak wy, byli harcerzami… - rozpoczęła swoją gawędę druhna. Później było o „Zoście”, „Antku”, „Rudym” i innych członkach Szarych Szeregów. Każdy z nas zobaczył w nich swoich kolegów, a zarazem wielkich, choć młodych bohaterów. Z każdą chwilą przekonywaliśmy się, że harcerstwo to nie tylko świetna zabawa, ale coś więcej, bo harcerz jest odpowiedzialny za swój kraj. Jest młodym patriotą, który tworzy jego ducha i jest gotów oddać za niego nawet własne życie. Tego nikt nie musi nas uczyć. To każdy z nas odnajduje w swoim życiu własne ideały i sam wybiera najlepszą drogę. Czasem wystarczy tylko pokazać cel, do którego zmierzamy…

Nagle z zamyślenia wyrywa nas druh oboźny, który krzyczy, że porwano druha drużynowego. Otrzymujemy list, który informuje nas o tym, że musimy odbić drużynowego. W kopercie jest jedynie dość niewyraźna, stara mapa okolicy z zaznaczonym miejscem przetrzymywania jeńca. Mamy na to jedynie 4 godziny. Szybko okazuje się, że bez pracy zespołowej nie damy sobie rady, bo niemieccy strażnicy są wszędzie. Każdy wymyśla swój pseudonim, tak by wszystko było bardzo tajne i ruszamy do akcji. Po wielu próbach, pochodzeniach i dzięki współpracy wszystkich wreszcie udało się nam odbić drużynowego. To było coś niesamowitego. Poczuliśmy się niczym bohaterowie akcji pod Arsenałem a przy tym, nie ukrywając, bawiliśmy się świetnie.

W końcu naszedł wieczór i upragnione przez wszystkich ognisko. Zbiórka mundurowa na placu apelowym w celu sprawdzenia stanu naszego umundurowania. A tu chusta krzywo, bluza „wyszła” ze spodni, a to guzików w spódnicach brakuje, beret krzywo, sznur nierówno. Oj, dobrze, że nam druh te mundury sprawdza, bo byśmy wyglądali niechlujnie.

Wszyscy razem w ciszy maszerujemy na polanę gdzie już czeka na nas cała kadra obozu. Nastrój jest jakiś taki podniosły i tylko sowa gdzieś w lesie huczy, a echo chwyta każdy dźwięk i niesie go po górach. Już stoimy na baczność dookoła paleniska, podczas gdy komendantka odpala ognisko symbolicznie jedną zapałką. Rozbrzmiewają słowa „Płonie ognisko i szumią knieje” a wiatr niesie je po całej okolicy. Zaczynają trzaskać skry ognia a w górę unosi się pierwsza srebrna smuga dymu.

Na początek śpiewamy kilka piosenek, o Kamyku, o Szarych Szeregach i harcerskich ideałach. Później druh drużynowy rozpoczyna swoja opowieść o Prawie Harcerskim i Przyrzeczeniu. Wszyscy zapatrzeni w ogień skaczące iskierki mieniących się wszystkimi barwami czerwieni i żółci płomieni rozmyślają nad punktami prawa, nad słowami Przyrzeczenia, które każdy już złożył i nosi na swej piersi piękny Krzyż. O tym jak być zawsze prawdomównym. Jak służyć innym i nie myśleć tylko o sobie? Jak zawsze być posłusznym rodzicom i drużynowemu, choć często się z nimi nie zgadzamy? Jak nawet w najtrudniejszych chwilach mieć na twarzy uśmiech i radość w sercu, by podzielić się nią z innymi? I wreszcie jak w naszych czasach nie ulec nałogom czy widzieć brata w każdym człowieku? Przecież to nie jest wcale łatwe. To wielkie ideały, do których każdy dąży, a zarazem wskazówki, jak żyć, by miało to swój sens.

Drużynowy i inni druhowie też rozmyślają nad swoją harcerską drogą. „Jak mam wychować tych młodych ludzi, by mieli głęboko w sercach te wielkie ideały? Jak pokazać im, że takie życie jest piękne, przecież sam popełniam błędy? Czy idę słuszną drogą i prowadzę ich za sobą w dobrą stronę? Jak ustrzec ich przed złem, jakie czeka ich w życiu? Jak wychowywać, bawić się z nimi i rozwijać ich marzenia i pasje, jeśli dookoła są koledzy i inni ludzie, którzy powiedzą im, że to wszystko nie ma sensu?...”

Po tej chwili osobistego skupienia znów staliśmy się wszyscy jednością i ku niebu popłynęły słowa piosenki:

 

"Można swe życie wieść rozmaicie,

Stojąc na przykład przed budką z piwem.

Ale mieć można ciekawsze życie,

Myśmy wybrali szcześliwie...


Mój ulubuiony kolor zielony,

Ogień pachnący sosnowym drzewem

I te wędrórwki we wszystkie strony

Spacery pod gołym niebem.


Żachniesz się iedyś, że to dziecinne

Albo, że z krótkich wyrosłeś spodni.

Ale czasami myśli masz inne

I wtedy sobie przypomnisz...


Więc chciałbym, zawsze chłopcem być małym

Z harcerskim krzyżem, jak z talizmanem.

Żeby na zawsze z nami zostały

Te chwile niezapomniane..."

 

Zdjęcia

  • Kolor zielony
oliii
Autor:oliii

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać