Jan Papina i jego Bitwa pod Grunwaldem
Rzeźba, o wymiarach 10,2 m na 4,7 m, składa się z 34 bloków, każdy wysokości ok. 2,4 m i szerokości ok. 60 cm. Każdy waży ok. 450 kg. W te ustawione na górze Papina "wdłubał" się najgłębiej, usuwając kilkudziesięciocentymetrową warstwę drewna. Dlatego są lżejsze od dolnej warstwy, gdzie kłębi się tłum zbrojnych. Tutaj dłuto weszło jedynie na kilka - kilkanaście centymetrów. Są o wiele cięższe.
Rzeźby "Bitwa pod Grunwaldem" nie chciała kupić Zielona Góra. Nie chciał kupić marszałek. - Nie, to nie! - wkurzył się Jan Papina i sprzedał dzieło swojego życia osobie prywatnej. 13 marca rzeźbę załadowano na wielkiego tira i wyjechała ze skansenu w Ochli. Pod Mielec, do szkoły w Gawłuszowicach.
- Sprzedałem! A co miałem zrobić? – mówił wtedy rzeźbiarz. - Tutaj na miejscu nikt rzeźby nie chciał. To pojedzie w świat. Modliłem się tylko żeby "Grunwald" pozostał w Polsce. Bo miałem telefony z Niemiec i nawet ze Stanów Zjednoczonych.
Dziś Papina nadal żałuje, że Bitwa nie została wZielonej Górze, ale jest zadowolony, bo dzięki sprzedaży dzieła może dalej oddawać się swojej pasji. – Dalej rzeźbię. Właśnie przywiozłem kolejne poklejone bloki na płaskorzeźbę przedstawiającą matejkowskiego Rejtana – opowiada rzeźbiarz. – To będzie dzieło mniejsze niż Bitwa (trzy na sześć metrów) ale trudniejsze w wykonaniu.
- Miałem taki pomysł, że przewieziemy płaskorzeźbę i ustawimy ją na polach Grunwaldu podczas przewidzianej teraz inscenizacji bitwy – tłumaczy Tadeusz Rucki, przedsiębiorca który kupił dzieło Papiny. – Wycofałem się z tego pomysłu, bo czas był nieodpowiedni. Myślałem, że uda się rzeźbę wcześniej odsłonić w naszej szkole.
Rucki kupił rzeźbę w lutym. W marcu stała już w szkolnej sali gimnastycznej. Później jednak doszło do katastrofy pod Smoleńskiem i podczas żałoby narodowej trudno było się zajmować odsłanianiem rzeźby. – A tym bardziej podczas powodzi – dodaje przedsiębiorca. – U nas woda, chociaż było jej dużo z podsiąków, nie narobiła wiele szkód, ale u sąsiadów straty były olbrzymie. Trzeba było im pomóc. Nikt nie miał w głowie zajmowanie się wożeniem Bitwy.
Szkoła to tymczasowe miejsce ekspozycji. Później przeniosę ją w inne miejsce bardziej dostępne dla turystów – dodaje Tadeusz Rucki.
Dwa lata temu prezydent Janusz Kubicki (SLD) chciał kupić rzeźbę. Mowa była o kwocie 350 tys. zł. Pomysł wywołał wielką dyskusję. Zarzucano Papinie, że to dzieło wtórne i nic nie wnoszące. Że to nie jest dzieło sztuki i szkoda na nie pieniędzy. Z drugiej strony zebrano nawet 850 podpisów pod petycją wspierającą zakup. Jednak nie zgodzili się na to radni.
Była prezydent Zielonej Góry, obecnie radna PiS, Bożena Ronowicz, była za kupnem płaskorzeźby.
- Jeszcze za mojej prezydentury, bardzo wspierałam pracę Jana Papiny. Miasto wspomagało rzeźbiarza finansowo, szukaliśmy sponsorów - opowiada. - Wskazaliśmy miejsce, gdzie mógł rzeźbić ,,Bitwę.." Do szopy w muzeum etnograficznym ciągnęły wszystkie wycieczki i tłumy indywidualnych turystów. To była prawdziwa atrakcja.
Dziś radna żałuje, że uroczystość odsłonięcia płaskorzeźby Jana Papiny odbyła się na drugim końcu Polski. Przecież dla Zielonej Góry byłaby to promocja! - Widziałam w telewizji miniaturę ,,Bitwy pod Grunwaldem". Poznań się nią szczyci - podkreśla. - A my mieliśmy taką okazję, by pokazywała nas nie tylko cała Polska.
Jej klubowy kolega Jacek Budziński (PiS) wstrzymał się od głosu. A to dlatego, że - jak wyjaśnia - prezydent nie przedstawił wówczas polityki, dotyczącej pomników w mieście. Dziś także jest rozdarty wewnętrznie i nie jest w stanie powiedzieć, co byłoby dobre dla Zielonej Góry.
Wątpliwości nie ma przewodniczący rady Adam Urbainiak (PO), choć jak mówi, chciałby, żeby płaskorzeźba pozostała w Winnym Grodzie. - Jednak zupełnie inną sprawą jest kwestia finansowa. Stąd decyzja rady, która oceniam pozytywnie -dodaje.
Podobnie uważa radna Jolanta Danielak (SLD). - Jeśli ktoś prywatnie kupiłby ,,Bitwę..." to pewnie bym się cieszyła, że została ona w Zielonej Górze. Szkoda, że nikt taki się nie znalazł i teraz oglądają ją inni, w innym regionie kraju. Jednak zdania co do zakupu przez miasto nie zmieniam.
- Te 300 tys. zł to w budżecie miasta niewielkie pieniądze – tłumaczy prezydent Kubicki. - Nie chcę się wypowiadać o wartości artystycznej rzeźby, ale budziła ona emocje. Nikt nie przechodził obok niej obojętnie. Turyści przyjeżdżaliby do Zielonej Góry zrobić sobie zdjęcie z tym dziełem. Jestem pewien, że przyciągałaby młodzież. To byłaby inna lekcja historii. Można ją było świetnie wykorzystać do promowania miasta. Zmarnowaliśmy szansę.
Autor artykułu: Tomasz Czyżniewski


























Kontakt:
Oszołomy bez Qltury pozbyli się Grunwaldu
Tak to odbieram jako zielonogórzanin. Tylko należy żałować że niepróbowano z inicjatywy mieszkanców zorganozować jakiejś zbiórki lub pikiety przed UM.
Sam bym z kieszeni wyłożył nawet 300 zł gdyby taka inicjatywa powstała...
Wielka szkoda
@baszaalbion:Bardzo żałuję, że baszaalbion takiej inicjatywy nie podjął, gdy był na to czas. Chętnie stówkę bym dorzuciła.
Ma Pani rację,
@Bogusia:sam żałuję. No cóż, mądry człowiek po szkodzie. Mam jednak inny pomysł. Obecnie nasz rzeźbiarz robi nowe dzieło. Może warto powołać jakieś stowarzyszenie lub inną inicjatywę która by miała wgląd w jego realizację. Można zorganozować zbiórkę pieniędzy, wciągnąć w to firmy lokalne.
Jednak bez UM który potrafi tylko podkładać kłody pod nogi prywatnym inicjatywą!
I patrzeć na ręce politykom.
Najgorsi to ci co wstrzymują się od głosu, chcą mieć czyste sumienie w swoim mniemaniu, to polityczne lisy!
pamiętam jak było głośno o tej sprawie
a szkoda, że dzieło Papiny nie zostało w Zielonej G. :(
Myślę, że mogłaby to byc atrakcja turystyczna w nienajgorszym wydaniu.
To co, ze dzieło wtórne, ale przestrzenne! Niedługo uznają, ze ilustracje do poezji to też dzieło wtórne...Tak mi się po cichutku wydaje, że chyba tylko w naszym kraju artystów traktuje sie jak natrętów, którzy pragna upchnąć gdzieś swoje dzieła.."Biedny" Papina za 300 lat bedzie sławny....a miasto rodzinne tak go potraktowało. A taki powiedzmy albański malarz Saimir Strati, który swoje dzieła robi z róznych dziwnych rzeczy (wykałaczki, korki, kapsle i gwoździe) za portret Leonarda da Vinci z gwoździ trafił do ksiegi Guinessa, gwoździki wbijał przez 25 dni http://www.humbug.pl/videos/view?vid=portret_leonarda_da_vinci_zrobiony_...
...nie to co pan Papina lata rzeźbienia :/
ale tak od początku czułem
że miasto tego nie kupi. Coś czułem, że wszyscy za bardzo chwalą tego Papinę biednego. I że szykuja mu jakiś numer do wycięcia.
Jestem realista
Rowniez optymista
Jednak to koryto cale polityczne
Precz od inicjatywy
Zbiórka szczytna a Lubuska wspomoze
Firmy zachęcone też wyjdą z inwecją.
Nikt nie bedzie dzielił, nikt nie bedzie kłócił
Statut tutaj być musi.
Gdzie to przechowamy?
Chętnych bedzie wiele!
Przekazemy temu
kto lepsza przedstawi oferte.
mazgajstwo
i bardzo dobrze, że miasto nie kupiło tej rzeźby. Miasta nie po to zabierają mi pieniądze w podatkach by sponsorować za nie artystów oraz "artystów".
Zakup owej dłubaniny w drewnie za cenę wziętą z księżyca wywołałby jeden skutek - masa innych dobrotliwych ludzi, oddanych do tej pory jakiejś szlachetnej czynności typu sprzedaż pietruszki albo dowóz piwa zajęłaby się "sztuką" nowoczesną. Zrobiliby portret Moniuszki z balonów albo - zilustrowaliby zbiór preludiów Bacha piaskiem podklejonym do kolorowych tekturek. A miasto musiałoby to kupić, nie wolno wszak pozwolić by zielonogórskie dzieło podkupił zły prywaciarz,który nie kibicuje falubazowi.
Niby dlaczego jeśli jakaś praca powstała w danej miejscowości to miejscowość owa mazgai się, że "ojej, u nas powstało a teraz jest gdzie indziej". Czy ma się to odnosić do granic miasta tylko? A czemu nie do - dzielnicy? Może jeśli artysta z osiedla Pomorskiego ułoży z pomidorów i rzodkiewek Venus z Milo to rada osiedla ma moralny przykaz by to-to odkupić za 480tys. euro? Bo a nuż odkupi to chłop spod Raculi i będzie publiczny płacz na forach internetowych?
Zwracam uwagę na 2 rzeczy:
Po pierwsze: koszt zakupu rzeźby p. Papiny jest tajny. Skoro tak, to znaczy, że jeden z kontrahentów się tej ceny wstydzi. Albo cena jest duuużo niższa od tej stręczonej miastu (stawiam na tę wersję) albo pan kupiec zaszalał i tyle zapłacił i teraz głupio mu przed kolegami lub żoną...
Po drugie: w dawnych "strasznych" czasach artyści nie byli masowo opłacani przez państwo ale - przez prywatnych mecenasów i instytucje. Z tych czasów mamy dzieła Rembrandta czy Alfonsa Muchy. Artyści nowocześni, opłacani przez państwo tworzą dzieła typu "niesprzątnięta pościel" (autentyk!) czy "kupa w salonie" (chyba jeszcze nie powstało, absolwenci zielonogórskiego "Plastyka", do dzieła!)
Jak państwo płaci artystom
Jak państwo płaci artystom takie dzieła tworzą..... :]
Szkoda tylko, że te 300 tysięcy czy ile tam było
włodarze miasta przeznaczą na wybory i swoje kieszenie, a nie na potrzeby mieszkańców. Ech..
A Pani chce dyskutować,
czy przekonywać do swojego zdania? A czy artysta nie ma prawa do tchniecia życia w kawałek drewna? Odczucia niemalże identyczne jak te które towarzyszą przy porodzie; spełnienie, szczęście, radość, miłość...To źle, ze chce dla swojego "dziecka"(dzieła) znaleźć miejsce dopowiednie by je podziwiano? Śmieszna wydaje sie suma, jaką miał artysta nadzieję otrzymać za swoje dzieło? Dlaczego? Przecież każdy z nas pracuje i żąda za swoja pracę wynagrodzenia...
To znaczy, że co? Artyści mają nie tworzyć bo później są problemy z przechowywaniem, konserwacją i utrzymaniem dzieł? Gdyby świat tak od początku myślał, to nic byśmy nie mieli potomnym do przekazania. Ulice, autobusy, kamienice też miasto konserwuje i pieniądze jakoś się na to znajdują.
Właściwie, to po co tworzyć, skoro tylko ta sama grupa ludzi odwiedza BWA czy muzem...
Może aby było prościej i łatwiej w utrzymaniu to powinniśmy posciągać dzieła ze ścian muzeum....po co tam mają wisieć, brudzić się i kurzyć, niszczyć i płowieć i wydawać niepotrzebnie pieniądze na ich renowację. Powieśmy na ścianach muzem bibeloty typu made in china. Tanie, kolorowe....jeśli się coś wyszczerbi, nadłamie lub zakurzy to nawet tego naprawiać nie trzeba będzie. Wystarczy pójść do najbliższego sklepu za 2,50 i dokupić zniszczony kiczor. A w sumie to po co muzea? Wystarczy pójść do w/w sklepu i rozkoszować się azjatyckim wytwórstwem masowym....po co nam nasze polskie?