Jak walczyć społecznie o historię w Polsce?
Warto zrobić coś nowego, warto wciągać do tego ludzi, warto wykorzystywać energie i zapał ludzki – tak ripostuje Mieczysław J. Bonisławski, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego i działacz Klubu Miłośników Kolejki Szprotawskiej w Zielonej Górze na pytanie czy jest sens budować kolejne muzeum. O współczesnych problemach w kształtowaniu regionalnej świadomości historycznej w kontekście promocji historii kolei szprotawskiej opowiadają Mieczysław J. Bonisławski, Paweł Kaleta i Szymon Skibiński.
Co się kryje pod hasłem „Kolej Szprotawska”?
Paweł Kaleta: To jest lokalna nazwa robocza, którą zastosował niegdyś Mieczysław Bonisławski na określenie lokalnej kolei powiatowej, ale prywatnej. Chodzi tutaj o tzw. Kleinbahn „Grünberg – Sprottau”. W tym roku mija stulecie, kiedy w 1911 r. ruszył stąd pierwszy pociąg.
Mieczysław J. Bonisławski: To była inicjatywa oddolna samych mieszkańców – przedsiębiorców, właścicieli ziemskich…
P.K.: … dla przedsiębiorców, robotników czy leśników do przewozu towarów i transportu ludzi…
M.B.: Kolej Szprotawska wpisuje się po pierwsze w historię regionów, co jest niezwykle istotne w polityce historycznej Unii Europejskiej. Po drugie – w lokalną historię społeczną. W regionie niegdyś mieszkały tutaj nader liczne, bardzo duże dwie grupy zawodowe: winiarze, o których wszyscy wiemy, i kolejarze. Ci drudzy to wprawdzie historia tylko XX w., ale jeżeli przeprowadzić dokładniejsze badania, to okazałoby się, że że 30% współcześnie młodych zielonogórzan ma korzenie kolejarskie.
Po co komu jest „jakaś tam” Kolej Szprotawska?
M.B.: Wśród turystów górskich pokutuje taka anegdota: gdyby zapytać alpinistę, po co chodzi w góry, to odpowiedziałby, że po prostu dlatego, że ONE są. Dlaczego ja zająłem się koleją szprotawską? Bo była... Poza tym, Kolej Szprotawska wpisuje się w rodzinne historie mieszkańców regionu i miasta, które tworzą pewną lokalną tożsamość historyczną.
Ale przecież dla niektórych są to tylko kawałki zardzewiałego metalu i spróchniałego drewna…
M.B.: W zasadzie mają rację. To jest kwestia wrażliwości historycznej.
P.K.: Mimo wszystko, pojęcie Kolei Szprotawskiej zaistniało w świadomości historycznej. Kiedyś faktycznie ludzie kojarzyli te kawałki torów, leżące na terenie miasta, nie łącząc ich z historią powiatowej linii kolejowej, biegnącej z Szprotawy do Zielonej Góry. Dla wielu była to po prostu bocznica do browaru czy później do zakładów Polskiej Wełny.
Jeżeli turysta zapytałby Pana, którędy mógłby on się przejść, aby zwiedzić sobie dawny szlak Kolei Szprotawskiej, jakiej odpowiedzi udzieliłby Pan jemu?
Szymon Skibiński: Od dworca kolejowego w stronę dworca autobusowego powinniśmy minąć kwiaciarnię spacerowalibyśmy wzdłuż ulicy Dworcowej (to właśnie na tej ulicy znajdował się tzw. Dworzec Szprotawski) aż do przecięcia się z ulicą Batorego i do ulicy Lisiej i Zjednoczenia nasypem (za NBP) aż do alei Wojska Polskiego. Akurat przy ul. Lisiej jest rozjazd i część bocznicy idzie do zakładów, a przez Zjednoczenia jest szlak kolei szprotawskiej. Przez al. Wojska Polskiego przechodzimy wiaduktem i trafiamy na „Zieloną Strzałę” (nowoczesna ścieżka pieszo – rowerowa zaprowadzi nas aż do ul. Jaskółczej, gdzie niegdyś znajdował się wiadukt z rurami ciepłowniczymi – przyp. K.O.). Przechodzimy na drugą stronę ulicy i, przechodząc między parkiem a garażami, dojdziemy do marketu „Netto” i dawnej stacji kolejowej. Na tym pustym placu między ulicami Moniuszki, Jaskółczą i Ogrodową (teren między starym miastem a zabudowaniami mieszkalnymi z lat 60. i 70. XX wieku) znajdował się drugi dworzec Oberstadt (obecnie parking i zaplecze marketu „Netto”). To miejsce niegdyś nazywało się Dzikimi Łąkami (Latwiese), znajdujących się obok wytwórni Buchholza (późniejsza Lubuska Wytwórnia Win przy ul. Moniuszki). Ta stacja posiadała jako jedyna dość istotne urządzenie, tzw. „wagę torową”. Dalej przez ul. Ogrodową miniemy po prawej stronie siedzibę radia, a jeszcze dalej, w głębi – sanepid. Później przecinamy ul. Kożuchowską (przy której też była niegdyś bocznica do cegielni), na której znajdował się niegdyś wiadukt o konstrukcji metalowej, i docieramy nasypem, mijając straż pożarną i pobliskie liceum nr 3, do krzyżówki ulic Strzeleckiej i Nowej. Nad ulicą Nową trafimy na miejsce po również już nieistniejącym, małym i wąskim wiadukcie i ostry idący w prawą stronę łuk. Szlibyśmy w kierunku ul. Botanicznej, docierając do małego mostku na rzeczułce niedaleko ogrodu botanicznego i tam doszlibyśmy do ul. Jędrzychowskiej i dalej opuścilibyśmy miasto w kierunku Szprotawy.
M.B.: W Zielonej Górze mamy kilka zachowanych obiektów Kolei Szprotawskiej. Na ul. Dworcowej znajdują się zabudowania i torowisko części towarowej dla dawnej stacji Grünberg Hatzfeldstrasse. Na ul. Ogrodowej stoi budynek dworca głównego Grünberg Oberstadt. Na ul. Strzeleckiej mamy pozostałości po stacji towarowej Grünberg Schützenplatz. Natomiast na ul. Mieczykowej znajduje się dość tajemnicza rampa śródleśna.
W jaki sposób można wykorzystać turystycznie szlak Kolei Szprotawskiej w mieście?
P.K.: Ideą było odtworzenie kolei lokalnej, gdyż w samej Zielonej Górze nie jest to opłacalne (z ul. Kożuchowskiej do dworca). Połączyłoby to tzw. Lubuskie Trójmiasto (stowarzyszenie gminne Zielonej Góry, Nowej Soli i Sulechowa – przyp. K.O.) np. poprzez tzw. przejazdy zamówione, które z powodzeniem stosują Niemcy.
M.B.: Odcinek Kolei Szprotawskiej na terenie Zielonej Góry posiadał aż 26 bocznic, prowadzących do konkretnych fabryk i składów zielonogórskich. Praktycznie wszystkie mają znaczenie już tylko historyczne, ale szprotawianka tworzyła oś, przy której rozłożyły się najważniejsze zakłady dawnego Grünbergu a potem Zielonej Góry. To naturalna kronika historyczna gospodarki miasta rozłożona w terenie. Można byłoby stworzyć szlak pieszo – rowerowy obok torów kolejowych, na którym ustawiono by tablice informacyjne o tym, jak wyglądało dawne torowisko, jakie obiekty przy nim się znajdowały, jakie w danym miejscu, w różnych okresach historycznych, znajdowały się fabryki lub składy. czy o ludziach, którzy nimi zarządzali. Lepszego szlaku o historii Zielonej Góry i jej mieszkańców nie można stworzyć.
P.K.: Mówiąc o historii Kolei Szprotawskiej w mieście, mówimy o historii zielonogórskiego przemysłu.
M.B.: A Zielona Góra była przede wszystkim miastem przemysłowym.
Jaką szansę widzicie w rozwoju kultury i nauki (w tym także edukacji historycznej i krajoznawczej) w Zielonej Górze?
P.K.: Przede wszystkim ogromną rolę odgrywa wg mnie szlak kolejki szprotawskiej.
M.B.: Ponieważ daje poczucie przynależności mieszkańców do miasta, regionu i jego historii. Żyjemy w Unii Europejskiej, w której duży nacisk kładzie się na regionalizację, stąd też dużą rolę odgrywa edukacja historyczna, która jest podstawą wychowania życia społecznego na początku XXI wieku w Europie. Kolej Szprotawska nie jest nią, ale jest jedną z jej elementów.
Jak jawi się teraźniejszość i przyszłość zielonogórskiej turystyki historycznej?
M.B.: Tak naprawdę, to Zielona Góra nie jawi się mnie w kontekście turystyki historycznej w ogóle. Prędzej region, okolica.
Jaką propozycję współpracy widzi klub z miastem w celu promocji turystyki „kolejowej” w Zielonej Górze?
M.B.: Na tym etapie ja nie widzę żadnej. My będziemy to robić sami, z różnymi, pojedynczymi instytucjami. Nie widzę obecnie formuły współpracy z władzami miasta w tym zakresie. Nie oznacza to, że tego nie chcę. Potrzeba jednak wiele pracy z obu stron, aby takiej formuły się dorobić i potrzeba do tego dobrej woli obu stron, a sygnałów z miasta nie otrzymujemy żadnych.
Jaki jest obecny stan zielonogórskiej turystyki historycznej, jako działania, polityka, marketing w dziedzinie promocji historii regionalnej?
M.B.: Politykę historyczną Janusza Kubickiego oceniam jako "politykę nastolatka". Taki nastolatek patrzy tylko na to, co on zrobił, nie będąc zainteresowanym tym, co było kiedyś. To jest takie np. niedoszacowanie historyczne budynku Centrum Biznesu. Wszystko się niszczy i tworzy się zupełnie coś nowego na gruzach starego. Na ul. Fabrycznej rewitalizuje się zabytkowe fabryki jako Zaułek Artystów, ale dokładnie za płotem niszczy się coś innego. Z jednej strony coś się ratuje, a z drugiej „przez płot” – dewastuje. To jest takie charakterystyczne dla nastolatków.
Nie rozumiem, czyli że mamy prezydenta o mentalności nastolatka?
M.B.: Tylko odnośnie polityki historycznej. Cenię go przede wszystkim za to, że jest zdecydowany, ma dużo w sobie autoironii, realizuje konsekwentnie swoje cele,
Spacerując wzdłuż tego szlaku, okolica (np. za NBP) nie jest atrakcyjna turystycznie. Czy mają Państwo jakąś koncepcję, aby temu zaradzić?
P.K.: Tam znajdują się działki, a więc właśnie tereny rekreacyjne dla mieszkańców miasta, którzy łatwiej i szybciej dojeżdżali by tam autobusem szynowym. Oprócz tego jest to również teren przemysłowy i nie bardzo atrakcyjny turystycznie. Dla samych zainteresowanych historią techniki przełomu XIX i XX wieku, a przede wszystkim kolejnictwa najbardziej interesującymi są położenie torów i charakterystyczny nasyp na terenie podmokłym, poprzecinanym ciekami i miejską rzeczką „Złotą Łączą”.
M.B.: Dla mnie wręcz odwrotnie. Jest to typowy obszar poprzemysłowy, oddający idealnie atmosferę rozwoju miast europejskich początków XX w. Dodam, zachowany w całości, w naturalnym otoczeniu. Unikat, bo duże miasta przemysłowe już dawno takie enklawy zabudowały, niszcząc ich pierwotny charakter. Rzadko zobaczymy jeszcze takie obszary gdzieś w Łodzi, Białymstoku, na Śląsku... Tu go mamy na wyciągniecie ręki. Tylko przyjść, obserwować, studiować i wyciągać wnioski oraz przeżywać niezwykłe wrażenia estetyczne, podróż w czasie...
Jaki charakter będzie miało projektowane Muzeum Kolei Szprotawskiej i jak przekłada się ten projekt do ustawy o muzeum?
M.B.: Nasze Muzeum nie ma być typowym muzeum kolejnictwa. To ma być element europejskiego rezerwatu kultury, w którym ukażemy wielokulturowość Zielonej Góry / Grünbergu, mieszanie się kultury niemieckiej i słowiańskiej (polskiej, ruskiej, częściowo czeskiej). Chcemy w miarę szczegółowo udokumentować wymianę kulturową jaka miała miejsce w tej części Europy w latach 1939 – 1950. Zatem oprócz magazynu docelowo Muzeum powinno posiąść dwa mieszkania na dworcu (raczej je wykupimy, niż dostaniemy od miasta). W jednym z mieszkań ma być urządzone typowe domostwo rodziny kolejarskiej z lat 1945-50, a w drugim typowe domostwo niemieckie z końca lat 30-tych. Akcenty mają być zrównoważone: chcemy nauczyć Niemców i Polaków wzajemnego szacunku, poczucia przynależności do jednego regionu, jednego kontynentu. Chcemy pokazać wszystkim, że człowiek niewiele różni się od drugiego człowieka, że granice i podziały polityczne są w zasadzie niczym naprzeciw człowieczeństwa.
W jaki sposób zamierzacie doprowadzić do powstania tego muzeum?
M.B.: Może tak się stać, że bardzo wspomogą nas organizacje i rząd niemiecki a ze strony polskiej, szczególnie Miasta, będziemy tylko gnębieni. Może się wtedy zdarzyć, że część Muzeum zmieni nieco charakter, stanie się wydzieloną izbą pamięci wypędzonych i ta część będzie dostępna tylko dla Niemców. Jeżeli do tego dojdzie, potraktujemy to jako stan przejściowy, ale konieczny. Nie dopuścimy do tego, aby stracić okazję zebrania muzealiów związanych z dawnym Grünbergiem tylko dlatego, że akurat teraz mamy Prezydenta Kubickiego a ludzie (media, opinia) zajmują się czymś zupełnie innym. To, co dziś zbierzemy, nawet jeżeli nie od razu będzie dostępne dla wszystkich, jutro – zapewne – posłuży już wszystkim. Taka opcja, chociaż nie jest naszym założeniem, jednak istnieje. Generalnie w założeniu jest jednak ścisła współpraca ze szkołami (najlepiej grupy zorganizowane) i jak najszersza ze wszystkimi mieszkańcami i instytucjami. Bardzo ściśle współpracujemy z Muzeum Ziemi Lubuskiej, muzeami w Świdnicy i Drzonowie, z Archiwum w Kisielinie. Dzieci z kilku szkół przychodzą porządkować teren wokół itd. Muzeum ma pełnić funkcje takiej świetlicy, „modelarni historycznej” dla młodzieży i dorosłych, którzy tu przyjdą po południu niemal jak do Domu Harcerza.
A więc bardziej to ma być instytucja szkolnej edukacji historycznej niż skansen czy muzeum w klasycznym tego słowa rozumieniu?
P.K.: Można powiedzieć, że wszystkiego po trochę. Jeśli uda się ściągnąć lokomotywę – parowóz i wagon, tzw. „boczniak”, to po części będzie to jakiś skansen.
M.B.: W części muzeum, prezentującej cały warsztat, będą z jednej strony prezentacje legend, podań, opowieści związane z historią kolei. Z drugiej – wystawy zebranych pamiątek, związanych z życiem ludzi przy tej kolei, jak również – z działalnością transportową. Na całej przestrzeni warsztatu będzie urządzony rodzaj sali ogólnokolejowej, tu będzie też miejsce na prezentacje multimedialne. Zamierzamy odkupić dwa mieszkania, z których jedno ma być odwzorowaniem mieszkania rodziny kolejarskiej Grünbergu z 1939 roku, a drugie – rodziny kolejarskiej z lat 40. XX wieku. Na zewnątrz budynku położony będzie tor, na którym stanie parowóz i wagon.
Czy faktycznie będzie zamknięte dla mieszkańców, jak sugerował niegdyś Wiktor Toczyński i dlaczego? Czy to się nie kłóci z ideą muzealnictwa i samą ustawą?
M.B.: To są dwa problemy. Najpierw Pana podenerwuję. Ustawa o muzeum przewiduje dwie formy istnienia placówek: muzeum w fazie organizacji i muzeum (we właściwym tego słowa znaczeniu). Faza organizacji trwa do urządzenia pierwszej stałej wystawy i może przeciągnąć się nawet na 20 lat. Muzeum w fazie organizacji jest zarejestrowane, prowadzi normalną działalność naukową i kolekcjonerską, tyle tylko, że nie przyjmuje gości z zewnątrz. Przy takim rozwiązaniu jest możliwe to o czym napisał wymieniony przez Pana były MM-kowicz. My osiągamy swój cel, mamy zarejestrowaną placówkę, zdobywamy na nią środki, ale jednocześnie nie przyjmujemy zwiedzających. To znaczy inaczej przyjmujemy tylko tych, których chcemy, np. poprzez oprowadzenie po niegotowej jeszcze (oficjalnie) wystawie gości z Niemiec, co może być uwarunkowane względami sponsorskimi. Inną furtką prawną jest forma muzeum prywatnego, prowadzonego społecznie (a takim muzeum – przynajmniej na początku – będzie Muzeum Lubuskiej Kolei Szprotawskiej, w skrócie MLKS). Wówczas muzeum nie musi mieć stałych godzin otwarcia dla zwiedzających i otwierane może być tylko na telefon od grupy turystów, ale wtedy tylko kiedy ktoś z aktywu społecznego ma czas na oprowadzenie. Zatem to o czym pisze były już MM-kowicz, prawnie jest realizowalne.
A jeśli obecni lokatorzy domu, dawnego dworca, nie zechcą sprzedać swoich mieszkań?
M.B.: Dwa mieszkania należą do dwóch rodzin, które tworzą wspólnotę mieszkaniową, a w dwóch pozostałych, których właścicielem jest PKP, mieszkają najemcy. Jeśli miastu udałoby się znaleźć lokale zastępcze dla nich, to wtedy PKP odsprzedałoby je wtedy nam.
P.K.: Jako ciekawostkę dodam, że być może uda się do muzeum ściągnąć makietę Kolei Szprotawskiej z Niemiec. Jeśli się to uda, to będzie to dodatkowa atrakcji dla dzieci, które mogłyby się pobawić kolejką na tej makiecie.
Jakie zbiory zamierzają Państwo zaprezentować w swoim muzeum?
M.B.: Muzealia naszego muzeum można rozgraniczyć na osiem grup. Pierwszą stanowi ikonografia z lat 1910 – 1965, dotycząca (a) infrastruktury kolejowej (dworce, bocznice, magazyny, budynki związane z koleją, takie jak gościńce kolejowe itp.), (b) taboru kolejowego i jego ruchu na kolei, (c) ludzi i pracy ludzi, związanych w jakikolwiek sposób z koleją szprotawską, jej działaniem lub infrastrukturą. Drugą stanowią dokumenty związane z budową kolei szprotawskiej, utworzeniem i działaniem spółki zawiadującej koleją oraz inne, powiązane ze spółką (np. dotyczące sytuacji gospodarczej, polityki gospodarczej). Trzecią – wszelkie dokumenty związane z działaniem kolei szprotawskiej w zakresie usług transportowych i innych, które świadczyła (bilety kolejowe, rozkłady jazdy, taryfy cenowe, odległości, banknoty zastępcze itp.). Czwartą i piątą – (4) książki i wydawnictwa związane z funkcjonowaniem kolei w latach 1910 r. – 1965 r. w Niemczech (do 1945 r.) i w Polsce (w latach 1945 r. – 65 r.), np. podręczniki, regulaminy, instrukcje itp. oraz (5) mapy kolejowe, pocztowe, drogowe z lat 1910 r. – 1965 r. regionu Dolnego Śląska, Brandenburgii, Niemiec, Europy Środkowej (tematyczne). Szóstą i siódmą – (6) drobne wyposażenie i sprzęty kolejowe, mundury, oznaki i odznaczenia itp. używane w latach 1910 r. – 1965 r. w Niemczech (do 1945 r.) i w Polsce (w latach 1945 r. – 65 r.), np. lampy, wskaźniki, tablice, oliwiarki itp. oraz (7) ciężki sprzęt kolejowy z epoki i z regionu (parowozy, wagony, semafory, wyposażenie nastawni, meble itd.). Ostatnią (8) są nagrane wspomnienia (audio i video) pracowników i użytkowników kolei oraz mieszkańców wsi, przez które przechodziła kolej, z okresu jej funkcjonowania.
„Warto” czy opłaca się” tworzyć kolejne muzeum w mieście? (różnicę między „warto” a „opłaca się” przedstawił niegdyś prof. Wł. Bartoszewski, odwiedzając Zieloną Górę)
M.B.: Warto, każda inicjatywa obywatelska jest warta. Muzeum Ziemi Lubuskiej, Drzonów, Świdnica, Ochla robią swoje. My mamy jeszcze inny pomysł niż oni. Nie przeszkadzamy sobie, ale współpracujemy. Mamy nieco inną konwencję. Warto zrobić coś nowego, warto wciągać do tego ludzi, warto wykorzystywać energie i zapał ludzki. Czy się opłaci? W sensie czysto finansowym to nie musi się opłacać. My nie robimy interesu.
Czy klub i/lub towarzystwo starał się i nadal się stara o fundusze europejskie?
M.B.: Stara się i się starał. Z takich funduszy chociażby zrobiliśmy odkrywkę archeologiczną na stacji w Radwanowie. Nie były to jednak fundusze uzyskiwane za pośrednictwem rządowym lub samorządowym, ale poszczególnych Fundacji. Aktualnie mamy zgłoszone aplikacje tak do LGD, jak i EFS, a opracowujemy właśnie projekt do LRPO i do Ministerstwa Kultury w ramach priorytetu XI.
Jak klub komentuje decyzję konserwatora zabytków?
M.B.: Nie rozumiemy jej. 25 maja 2011 Konserwator wstrzymuje budowę projektu „Zielonej Strzały” ze względu na niszczenie zabytkowych torów, parę dni później prezydent Kubicki pisze w odwołaniu do Ministra Kultury, że zabytkowe tory są zabezpieczone do dalszego odtworzenia a 20 sierpnia okazuje się, że tory nie mają wartości zabytkowej. Wyjaśniamy to. Mamy swoją teorię, ale nie chcę wychodzić przed szereg. Przygotowujemy zresztą w tej kwestii dużą, ogólnopolską konferencję prasową (media lokalne i tak nie napiszą prawdy), która odbędzie się w marcu lub kwietniu. Wtedy być może będzie już decyzja środowiskowa w/s. budowy „Zielonej Strzały”, która nakaże przywrócić torowiska i budować bez ich demontażu (10 listopada SKO nakazało Miastu jednak zdobyć taką decyzję, wbrew temu co twierdził prezydent Kubicki, że jest niepotrzebna, i budować wg jej zaleceń). W piśmie, złożonym pod adresem prezydenta miasta, jako Polskie Towarzystwo Krajoznawcze żądamy od Janusza Kubickiego uznania stowarzyszenia za stronę postępowania i dopuszczenia go do uczestniczenia w postępowaniu na prawach strony, gdyż celem Towarzystwa są m. in. działania w zakresie ochrony środowiska przyrodniczego i kulturowego. Sygnatariusze informują jednocześnie, że teren, a zwłaszcza krajobraz przemysłowy powstały w wyniku szczególnej ingerencji człowieka w ukształtowanie powierzchni ziemi, którego dotyczy sprawa, jest objęty ochroną prawną na mocy wpisu do rejestru zabytków województwa lubuskiego. Z tymże terenem nierozerwalnie związane jest wyposażenie techniczne (chodzi o tory) z lat 1913-1923 – zabytku nie wpisanego do rejestru, ale posiadającego walory zabytkowe. Decyzję o wpisaniu do rejestru zabytków posiada Urząd Miasta. Decyzja środowiskowa służy wnioskodawcy do wydania pozwolenia budowlanego na budowę trasy rowerowej „Zielona Strzała” wg projektu, zakładającego znaczącą ingerencję w chroniony krajobraz, łącznie z likwidacją jego elementów odwzorujących oddziaływanie między elementami środowiska (tory), a zatem decyzję tę należy rozpatrywać wyłącznie w kontekście konsekwencji i celu (budowlanego), jakiemu ona ma służyć. Część prac niszczących krajobraz i elementy odwzorujące oddziaływanie między elementami środowiska (tory) została już przez inwestora – wnioskodawcę poczyniona, bez wydanej prawomocnie decyzji środowiskowej. W kontekście art. 3 ust. 39 ustawy Prawo Ochrony Środowiska (Dz. U. Nr 25, poz. 150 z roku 2008 ze późn. zm.) wg którego za środowisko rozumie się ogół elementów przyrodniczych, w tym także przekształconych w wyniku działalności człowieka, a w szczególności powierzchnię ziemi, kopaliny, wody, powietrze, krajobraz, klimat oraz pozostałe elementy różnorodności biologicznej, a także wzajemne oddziaływania pomiędzy tymi elementami oraz w związku z art. 63 ust. 2 ppkt. g) ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko (Dz. U. Nr 199, poz. 1227 ze zm.), wobec terenu przyszłej budowy, jako obszaru o krajobrazie mającym znaczenie historyczne i kulturowe w postępowaniu należy uznać nieodzowność przeprowadzenia oceny oddziaływania na środowisko przedsięwzięcia polegającego na rozbiórce torowiska oraz celu dla jakiego jest ono postulowane, czyli budowy ścieżki rowerowej „Zielona Strzała” na terenie chronionego krajobrazu o wybitnych walorach kulturowych i historycznych oraz należy wydać warunki środowiskowe realizacji przedsięwzięcia a następnie, na podstawie ustaw: Prawo ochrony środowiska, O ochronie zabytków i opiece nad zabytkami oraz kodeksu karnego - wydać decyzję o przywróceniu środowiska do stanu sprzed rozpoczęcia prac budowlanych, podjętych bez uzyskania stosownej decyzji środowiskowej na koszt inwestora. Pismo dostarczaliśmy także Państwowemu Powiatowemu Inspektorowi Sanitarnemu, Regionalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska, Lubuskiemu Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków oraz Biurowi Ochrony Środowiska UM w Zielonej Górze.
Jaka była odpowiedź magistratu na Państwa pismo?
M.B.: Uwzględniono nasz wniosek i jesteśmy stroną postępowania, ale, jednocześnie łamiąc ustawę, nie dopuszczono nas do oglądu zebranych dowodów i umorzono sprawę. Ustawa zezwala na umorzenie tylko wobec braku sprzeciwu stron. Nakazuje też przed jej zakończeniem, takim czy innym, bezwzględnie umożliwić wypowiedź strony ws. zebranego materiału. Tu też złamano nasze prawo. Pan Kubicki umorzył sprawę, w której miano określić, czy można zniszczyć zabytkowy jar i tory, argumentując to tym, że już zdążył wcześniej te tory zniszczyć. To takie działanie metodą faktów dokonanych, kiedy to prawo nagina się do tego, kto jest szybszy, bardziej bezczelny i łatwo wykorzystuje swój urząd do działania wbrew prawu. Prezydent Kubicki przeciąga sprawę jak może, aby jak najpóźniej wyszło łamanie przez niego prawa, a SKO rozpatruje kolejny sprzeciw...
Czy doszło kiedykolwiek do spotkania z prezydentem miasta?
M.B.: Nie, nigdy. Próbowaliśmy różnymi drogami, oficjalnie i poprzez znajomych radnych. Nawet udziału w spotkaniu nas, naczelnika Urbańskiego i przedstawicieli klubów radnych prezydent jednoznacznie odmówił.
Czy i jak kłócili się Państwo z politykami?
M.B.: Politycy skutecznie uciekali przed jakimkolwiek kontaktem z nami (chodzi o radnych i zarząd miasta). Częstsze kontakty mieliśmy z E. Markiewiczem i J. Budzińskim, E. Szymkowiak, spotykaliśmy się też z całymi klubami SLD, PiS i PO. Nie były to kontakty dobre, które by świadczyły dobrze o tych politykach. K. Kaliszuk to mój stary osobisty kolega od ponad 20 lat, z którym byliśmy na „ty”, ale teraz przestał się do mnie odzywać. Podobne relacje mam(y) z B. Wontorem, B. Ronowicz (przez jej syna), Bukiewiczami, M. Miłkiem i wieloma innymi. Duża część z nich po kryjomu (oczywiście nie powiem którzy) nam pomaga i dosyć poważnie wspiera. Szkoda, że po kryjomu. J. Budziński rzucił niegdyś hasło lokalizacji muzeum w budynku na ul. Traugutta i, owszem, to był ciekawy pomysł, tylko że tamten obiekt nie należał do miasta. Inną jego propozycją było przeniesienie torów gdzie indziej. Odpowiedziałem mu, że to oznaczałoby to samo, gdyby komuś zależało postawić na miejscu Wawelu hotel, a sam zamek przenieść…
Tylko czy można postawić znak równości między Wawelem, a torami kolejowymi?
M.B.: Można postawić znak równości między rozumieniem istoty rzeczy. Tory kolejowe mają wartość w tym miejscu, gdzie stoją. Poza historycznym miejscem są po prostu kupą złomu. Oderwanie ich od kontekstu historycznego niszczy ich wartość zabytkową.
Jaki był (i jest?) faktyczny stosunek zielonogórskich polityków (jak wygląda polaryzacja polityczna w tej sprawie?)
M.B.: Chodzi mi o samą mentalność. Nie mam żalu do radnych, grupy rowerzystów Roberta Górskiego czy prezydenta, że mają inne plany, że myślą inaczej (oni w ogóle nie dyskutują i nie mają żadnej wizji). Ktoś sobie ubzdurał, że na zielonogórskim odcinku kolei szprotawskiej zbuduje ścieżkę rowerowo – pieszą kosztem torowiska. Nie było od samego początku żadnej dyskusji merytorycznej.
Kiedy i w jaki sposób przekazywali Państwo politykom wiedzę o kolejce i pomysł na jej zagospodarowanie?
M.B.: Sprawami kolejki staraliśmy się interesować miejscowe władze od ponad 15 lat. Przedtem dla władz to był temat zbyt mało istotny, aby się nim zająć. Potem – władze miały swoją koncepcję, od której nie chciały odstąpić nawet na krok.
Dlaczego wg klubu propozycja Markiewicza i innych była niekorzystna (w myśl postanowienia konserwatora)?
M.B.: Postanowienie konserwatora chyba do tego nic nie ma. Edward w pewnym momencie zaczął lansować pomysł przekazania nam budynku dworca przy Ogrodowej. Trochę czasu mi zajęło uświadomienie Mu tego, że to nie jest budynek miasta, że mieszka tam 6 rodzin, z czego cztery to najemcy, a dwie utworzyły wspólnotę. Edward wtedy zasięgnął języka w Wydziale czy miasto miałoby zastępcze mieszkania dla tych najemców. Okazało się, że nie (przy bardzo dużym wysiłku można by było to pociągnąć) i wtedy sam Edward doszedł do wniosku, że jego pomysł jest póki co niewykonalny. Artykuł, którym się posłużyłeś, tak samo zirytował mnie jak i samego Edwarda. Nie wiem, czy On go jeszcze pamięta i wszystkie związane z nim okoliczności, ale w tamtym czasie na pewno powiedziałby ci to samo, co ja teraz. Propozycja upadła, bo choć była szczera, była nierealna i nigdy Edward nie stawiał tak tej sprawy, że zwrócił uwagę na brak kompromisu z mojej strony: Namawiałem prezesa PTKraj na kompromis. Zaproponowałem, by miasto przekazało budynek przy ul. Ogrodowej, w którym powstałoby muzeum. Towarzyszyłyby mu fragmenty torów między ul. Ogrodową i Moniuszki, na których stanęłaby pamiątkowa drezyna. Nie wyszło. Bonisławski upiera się na zachowanie całego toru.
(źródło: http://infokolej.pl/printview.php?t=8618&start=0&
sid=4a04e87d2198aa33b5f607bef4803c99)
Ten artykuł w Wyborczej uważam za manipulację, za celowe mataczenie, mające skłócić nas z politykami i wrogo nastawić do kolejki opinię publiczną.
Kuriozalne natomiast były propozycje innych radnych, w szczególności Budzińskiego. Rzucano po prostu różne hasła, które były nierealizowalne. Mam wrażenie, że radni nie mają żadnego stosunku do sprawy Kolei Szprotawskiej.
Jaki jest stosunek klubu do władz miasta?
M.B.: Ambiwalentny. Z jednej strony odczuwamy pozamerytoryczne, bezpodstawne negatywne podejście do nas, a z drugiej strony raz, że nie da się żyć bez relacji z otoczeniem, a dwa – my jednak wszystko co robimy, robimy dla własnej przyjemności oraz dla ludzi z tegoż otoczenia. A ponieważ ambiwalencja jest jedną z głównych przyczyn powstawania schizofrenii... Perspektywy są co najmniej bardzo ciekawe...
Dlaczego klub jest wrogo nastawiony do mediów?
M.B.: Ponieważ lokalne media zachowują się, jakby miały szlaban na pisanie dobrze o naszych działaniach i zamierzeniach. Materiały poświęcone kolejce są preparowane tak, że nas pokazuje się w złym świetle a „rowerowców” i władze – w dobrym. Szczytem szczytów była np. informacja zamieszczona w grudniu 2009 r., że Bonisławski zgodził się na rozbiórkę torów w zamian za coś tam (już nie pamiętam). Była to „ilustracja” do sukcesu konferencji prasowej, jaką Robert urządził pod wiaduktem na Łużyckiej. Szkopuł w tym, że ja przez cały grudzień (od 4 do 28) leżałem w domu w łóżku z ptasią czy świńską grypą, miałem 40 stopni gorączki a w międzyczasie miałem jeszcze pogrzeb mojego Ojca. Nie myślałem wtedy nawet o torach czy rowerach, i nikt też się ze mną w tej sprawie nie kontaktował, o nic nie pytał. Gdy w styczniu jako tako wróciłem do życia, zapytałem o to Redakcję, ale mnie wyśmiali. Jaki ja mogę mieć w takim razie stosunek do „GW”?
W jaki sposób media zielonogórskie blokują pozytywne informacje o Was i dokonują „ewidentnych przekłamań”?
M.B.: Nie znajdziesz w mediach lokalnych pozytywnych działań klubu miłośników kolei szprotawskiej. Materiały, które myśmy wysyłali do redakcji, były odkładane do szuflady. Nasze wypowiedzi były szatkowane, a do nich dobierano riposty naszych adwersarzy. Nie mieliśmy przy tym możliwości sprostowania. Szczytem było to, co zrobił „Tygodnik Zielonogórski”, który poszatkował mój wywiad autoryzowany i stworzył obraz, że jesteśmy najgorszymi zbirami. Przez moją reakcję, redakcja umieściła sprostowanie na pół strony w następnym numerze.
W GL jest w ogóle zakaz pojawiania się nazwy PTKraj. Jak wiesz, inną, naszą płaszczyzną działalności jest praca z młodzieżą, program „Z ulic na boiska”. Ostatnio zdobyliśmy brązowy medal w mistrzostwach Zielonej Góry w futsalu, czyli w Pucharze Zimy szóstek piłkarskich. GL zamieściła, jak co roku, obszerny materiał, napisali bardzo dużo, co zrozumiałe, o zdobywcy I miejsce (złotego medalu), nieco mniej o srebrnych medalistach i co nieco o czwartej drużynie. O nas, o PTKraj., zapomnieli nawet napisać, że ktoś zdobył to trzecie miejsce i brązowe medale. Dzięki temu na łamach udało się nie umieścić nazwy PTKraj., tyle tylko, że wyszło na to, że w mistrzostwach rozdzielono miejsca 1, 2 i 4, bez trzeciego... (oczywiście mówię tu o części redakcyjnej materiału, bo same suche wyniki podano oczywiście kompletne).
Jak klub zareagował w sprawie wcześniejszych rozbiórek (m.in. wiaduktu)?
M.B.: Tamte decyzje były podejmowane w wielkiej tajemnicy, na szybkiego. Mieliśmy bardzo dobry i bliski kontakt z prezydentem Listowskim, wiceprezydentem Batkowskim, z naczelnikiem Hanszem, a jednak miasto zrobiło to, co zrobiło, skutecznie kamuflując przed nami całą sprawę. Rzecz dokończyła prezydent Ronowicz. Marek Toporowicz z klubu był jej najbliższym kolegą, współpracowaliśmy z jej synem. Sławek codziennie wieczorem, przed umyciem zębów, suszył Jej głowę o te wiadukty. I co, i nic. To było blisko 10 lat temu. Uwierz mi, że wszyscy teraz bardzo szybko uczymy się demokracji lokalnej. Teraz pewnie wiedzielibyśmy, co, gdzie i jak napisać, i zapewne skutecznie byśmy zablokowali tamten wandalizm. Nie można jednak jedną miarką mierzyć zachowań ludzi w tak odległych latach, gdyż świat zmienia się dziś błyskawicznie. Nie byliśmy bierni, ale wg dzisiejszych standardów postąpiliśmy błędnie.
Gdzie się znajdują zdjęte tory i czy klub wnioskował o ich przejęcie?
M.B.: W tej sprawie coś się dzieje, nie chcę zdradzać jednak szczegółów ze względów proceduralnych. Być może więcej się opinia publiczna w tej sprawie dowie na naszej konferencji prasowej w marcu.
Czy na istniejących jeszcze torach pozostałej części Kolei Szprotawskiej w mieście znajdują się gdzieś wybite roczniki ich produkcji?
M.B.: Tak, z pewnością. Doszliśmy do wniosku, że nie ma innych torów niż tych wybitych w latach 20. XX wieku.
P.K.: Jeśli przejdzie się na ul. Traugutta, gdzie niegdyś znajdował się dworzec szprotawski i rozjazdy, to można tam znaleźć nawet tory z 1914 roku!
S.S.: Jeszcze zostały tory, które idą od nieistniejącego wiaduktu nad Kożuchowską do Nowej. Niestety już pocięte i przygotowane na złom.
Na czym polegają różnice w świecie polityki pomiędzy Wolsztynem, a Zieloną Górą?
M.B.: Nigdy nie robiłem takiej analizy, więc ciężko mi się wypowiadać. Prawdopodobnie różnica jest taka, jak między różnymi ludźmi: jeden lubi córkę, inny – teściową. Prezydent Kubicki rzucił się na winiarstwo i ma klapki na oczach na całą resztę (to oczywiście jest duże uproszczenie). Nie wiem. Wiem tylko tyle, że pan Kubicki i cała ferajna nie chce skorzystać z szansy, którą my im i Miastu unaoczniamy cały czas. Tak naprawdę chyba Kubicki i nasi radni są bardzo podobnymi ludźmi do burmistrza i radnych Wolsztyna. Tam też mają swoje problemy i zapewne kolejarskość i parowozy w Wolsztynie odbywają się kosztem innych działań i zainteresowań jakiejś grupy miejscowych obywateli. Zresztą, z tego co wiem, parowozownia wolsztyńska może nie przetrwać...
Wydaje się, że Klub Miłośników Kolei Szprotawskiej przyćmił medialnie działalność Towarzystwa. Czym Polskie Towarzystwo Krajoznawcze się zajmuje?
M.B.: Nie. Polskie Towarzystwo Krajoznawcze organizuje profilaktykę alkoholową plus kampanię antynarkotykową dla dzieci z całej Polski (obozy wakacyjne i zimowiska), szkoli studenckie kadry (wychowawcy, instruktorzy), szkoli tę młodzież do podejmowania takiej pracy, organizuje obozy sportowe dla UKS z całej Polski, zajmuje się dziećmi z zielonogórskich szkół (zloty, całoroczne konkursy), prowadzi grupy młodzieży ulicy (piłka nożna, szóstki) czy tworzy miejsca pracy dla młodzieży licealnej. Jeżeli można te wszystkie akcje zmierzyć obrotem finansowym, to co roku obracamy przy tych wszystkich akcjach ok. 2 milionami złotych. W Zielonej Górze nie znajdziesz wiele robiących więcej organizacji pozarządowych.
Jaki jest stosunek Towarzystwa do Marka Kotańskiego? Co osobiście sądzicie o Marku Kotańskim?
P.K.: Utrzymywałem kontakt z Markiem, ale to nie było związane z działalnością towarzystwa. Bardzo miło to wspominam. Poznałem go w 2001 roku, kiedy mój serdeczny przyjaciel miał problem, który zaprosił mnie w charakterze gościa na spotkanie z Markiem. Miałem przygotować imprezę, więc wsiadłem do pociągu i pojechałem z duszą na ramieniu – Gdzie ja jadę, do ćpunów? – pytałem się w duchu. Okazało się jednak na miejscu, że byli to świetni ludzie, którzy po prostu gdzieś tam zbłądzili. Co roku urządzali jakieś rocznice i na jednej z nich pojawił się właśnie Marek Kotański. Naprawdę świetny człowiek, z którym można było na każdy temat pogadać.
M.B.: Marek był człowiekiem zaszczutym przez „normalnie” myślące społeczeństwo. To był taki Jurek Owsiak, który pomagał innym i miał swoje wartości. Tylko, że Owsiak tylko poszedł w zarabianie pieniędzy, natomiast Kotański pozostał do końca wierny innym, swoim pierwotnym wartościom. Nie znajdzie się drugi taki, jak on, gdyż ludzie boją się inności.
P.K.: W tamtych czasach ludzie bali się bardzo mocno HIV-a, ćpunów, AIDS itd.
M.B.: Z ręką na sercu: czy znajdziesz normalnego człowieka, który zgodzi się by w jego klatce schodowej na piętrze zamieszkali leczący się narkomani…
P.K.: …na tym polega m. in. właśnie nietolerancja w polskim społeczeństwie.
Czy towarzystwo odwołuje się jakoś do pedagogiki Marka Kotańskiego?
M.B.: Zajmujemy się wczesną profilaktyką antyalkoholową i antynarkotykową u dzieci i młodzieży trochę w kontekście budowania społeczności obywatelskiej: nie tylko „czego nie”, ale także „co w zamian”. Natomiast Marek Kotański zajmował się narkomanami.
W których szkołach działa towarzystwo?
M.B.: W 2010 r. w szkołach podstawowych nr 11, 18, 22 oraz zaczynamy w 15-tce. Ponadto w Liceum Ogólnokształcącym nr 1, w Zespole Szkół Ekonomicznych oraz w Zespole Szkół akademickich.
Co jest według Pana warte odwiedzenia w mieście według skali 10-punktowej?
M.B.:
10 Deptak
9 Zielonogórskie Centrum Astronomii
8 Katedra
7 Kawon z kabaretami
6 Muzeum Ziemi Lubuskiej i Aleja Niepodległości
5 Ogród Botaniczny ze spacerem po Parku Piastowskim
4 Klub 4 Róże dla Lucienne z koncertem
3 Kościół szachulcowy
2 Ulica Jedności
1 Palmiarnia
Jak oceniacie deptak?
P.K.: Szczerze mówiąc, szkoda mi starych płyt. Można było zrobić ich renowację. To był przecież jeden z polskich tak ciekawie zaprojektowanych deptaków.
M.B.: Stary deptak to był kawał historii tego miasta. To jest jeden z wielu przykładów polityki historycznej „nastolatka”: "postawię bachusika, zamienię kostkę deptakową, ja to zrobię i będę the best”. A przecież można było odbudować grzybek. A Bachus – dlaczego ma się kojarzyć z Zieloną Górą? Św. Urban został tymczasem wprowadzony tak na siłę. Wszystko rozbija się o politykę historyczną w magistracie.
P.K.: Przecież mamy też Winiarkę, iście zielonogórską Emmę.
Czy Towarzystwo i Klub nie zachowuje się i nie czuje, niczym „oblężona twierdza” w mieście?
M.B.: Myślę, że nie. Co do sposobu prowadzenia kampanii na MM-ce mam dwa spostrzeżenia. Po pierwsze zwróciłbym uwagę wszystkich na sposób argumentowania przez kolegę Roberta Górskiego, bardzo bliski modelowi działania Janusza Kubickiego. Obu cechuje zakrzykiwanie faktów: podawanie tego co dopiero (być może) nastąpi (nawet jeżeli się jest przekonanym, że to coś nastąpi), jako fakt ziszczony, stosowanie „kreatywnej księgowości” przy podawaniu rozliczeń finansowych odbiorcom nie biegłym w ekonomii, uciekanie od tematu itd. to coś co powinno rzutować na ocenę tamtej debaty. Tutaj możemy spokojnie pierwsi rzucić kamień i niepokoi mnie to, że nikt tego nie dostrzega. Nie powinno nas się kłaść do jednego worka z naszymi adwersarzami. Po drugie, pies z kulawą nogą nie wiedział o kolei szprotawskiej przed naszą „debatą” z Robertem na MM-ce. Pomimo tego, że przez lata organizowaliśmy szereg akcji popularyzatorskich (spacery, konkursy), pisaliśmy do władz w niniejszej sprawie itd. Obaj z Robertem obraliśmy taką formę poruszenia opinii publicznej, która skutecznie rozgrzała publiczność a sprawa stała się głośna. Pytanie, czy w pewnym momencie „nie przegrzaliśmy”... Poziom użytkowników MM-ki usprawiedliwia nasze instrumentalne podejście do tego środowiska, do tych ludzi. Redakcja GL traktuje ich jeszcze bardziej instrumentalnie, a oni nawet tego nie dostrzegają.
Jakie jest to „zachowanie” MM-kowiczów wg Was? Dlaczego sądzicie, że MM-kowicze są manipulowani?
M.B.: Jeżeli m. in. Robert Górski zakrzywiał rzeczywistość np. przy sprawie negocjacji o torowiska miasta z spółką kolejową a redakcja MM-ki nie zmoderowała ewidentnych kłamstw, przy jednoczesnej moderacji innych rzeczy w tych samych tekstach, to wtedy mówimy o manipulacji czytelnikami. Gdy jeden z MM-kowiczów wmawia innym czytelnikom MM-ki, że przegoniliśmy go z Klubu dlatego, że jeździ na rowerze a Redakcja nie prostuje tego, pomimo naszej prośby, a tylko rozdaje ostrzeżenia innym ludziom, którzy nazwali go w tym kontekście oszustem, to wtedy mówimy o manipulacji czytelnikami.Jeżeli pada hasło spotkania MM-kowiczów z Klubem i my prosimy Redakcję tylko o wyegzekwowanie sprostowania, że napisał o nas kłamstwa, a Redakcja głośno oznajmia po tym, iż wycofuje się z idei spotkania bo my tego spotkania nie chcemy, to jest manipulacja. Ostatnim tekstem, jaki wysłałem do MM-ki był tekst o charakterze prześmiewczym, satyrycznym ale zupełnie abstrakcyjnym (groteska). Po tajemniczej wizycie jakiejś pani w Redakcji MM-ki, okazało się, że siostra Roberta Górskiego zobaczyła w jednej z postaci (wszystkie postacie były tworami stricte literackimi)... samą siebie. No i w ciemnościach gabinetu Moderatorów zmieniono mój tekst literacki, bez mojej zgody zresztą. Tak działali cenzorzy carscy z tekstami wieszczów i wielkich dramatopisarzy polskich. To jest manipulacja i cenzura w najgorszym wydaniu. Tamta właśnie akcja spowodowała bezpośrednio moje odejście z MM-ki.
Przeinaczanie faktów i słów prowadzi do manipulacji, a przez to wywołuje taką, a nie inną reakcję użytkowników MM-ki.
Wydaje się, może pojawić się taka teza, że utożsamiacie całe miasto i jego mieszkańców z władzą samorządową.
M.B.: Jeżeli nie będzie nacisku społecznego na władzę, to nie wytworzą się lokalne więzi. Te „lokalne więzi” są bardzo istotne. Musi istnieć interakcja między władzą a mieszkańcami, co jest podstawą społeczeństwa obywatelskiego, które u nas jest niedojrzałe. My, działamy społecznie, realizując własne zainteresowania, dla siebie, ale i dla innych. Dwóch znaczących kandydatów w niedawnych wyborach samorządowych Polak i Kubicki stawiali na zoo czy stadion żużlowy w swoich kampaniach wyborczych, a mimo to głosowało na nich ok. 80% ludzi. To jest przecież kpina. Tutaj potrzeba dużo pracy organicznej, aby ci ludzie poczuli się gospodarzami we własnym mieście. Nie ma poczucia dialogu mieszkańców z władzą. Ludzie nie mają świadomości, że magistrat jest dla nich, a nie na odwrót. Oczywiście, jeśli się nie złoży aplikacji, to się nie dostanie pieniędzy, a większość nie składa wniosków.
P.K.: Potwierdzam. Dobrym przykładem są Korczakowcy. Przecież niegdyś Jerzy Zgodziński nie wiedział, że może dostać pieniądze na organizację obozu letniego w Korczakowie, jeśli złoży tylko aplikację…
Co rozumiecie pod pojęciem „kulturalna dyskusja”?
P.K.: Możemy się spierać, wymieniając się swoimi racjami i posługując się argumentami merytorycznymi.
M.B.: Kulturalna dyskusja zaczyna się wtedy, kiedy jest merytoryczna. Nie musi posługiwać się tylko wyszukanym językiem. Nawet wulgaryzmy, jeśli się zdarzają, powinny być używane w sposób wyważony i inteligentny. Na pewno nie powinno zabraknąć w dyskusji emocji, jeśli jest emocjonująca. Każdy w sobie powinien mieć tę barierę, której nie powinien przekroczyć, a której przekroczenie jest pewnego rodzaju niegrzecznością. Tymczasem czytelnicy powinni wykazywać się pewną dozą tolerancją do inności dwóch różnych dyskutantów.
Jakie są rzeczywiste Państwa relacje z członkami stowarzyszenia „Rowerem do Przodu” (w skrócie RdP)?
M. B.: Współpracujemy, spotykamy się, a nawet prowadzimy obecnie dwie akcje. Oni przychodzą na nasze spotkania do „Caramby” przy ul. Francuskiej. Ponadto my kwestionujemy zasadność powołania instytucji oficera rowerowego, ale do samej osoby Maćka, ani tego, że wygrywa ten konkurs „RdP” nic nie mamy, i czekamy na zmianę projektu „ZS”, a oni liczą, że uda im się zdjąć kolejne tory i poprowadzić dalej „Zielonej Strzały” wg starego projektu. Normalne relacje, normalne życie. W większości spraw się zgadzamy i wspieramy, a w jednej mamy zupełnie inne zdanie.
Jaki jest Pana stosunek do Szambelana Zdzisława Piotrowskiego?
M. B.: Był czas, kiedy Szambelan był persona non grata i wrogiem publicznym nr 1 jednocześnie. Za samo podanie mu ręki na deptaku i chwile rozmowy urzędnik magistratu mógł wylądować na dywaniku a inna, nieurzędowa osoba, mogła stać się obiektem towarzyskiego ostracyzmu. W tym czasie, wręcz prowokacyjnie pokazywałem się z Szambelanem i wtedy go poznałem nieco bliżej. Ciekawa, przydatna w mieście postać. O to, że podpisał tę fałszywą petycję w/s. „ZS” mam do Niego żal. Zrobił to zapewne nie czytając jej w ogóle, podłechtany ambicjonalnie, jak podeszli do Niego ankieterzy od Roberta Górskiego. Ten mój żal bierze się bardziej z tego, że teraz Szambelan kluczy, że nie potrafi jednoznacznie przyznać, że albo popełnił błąd i nie był za rozbiórką szprotawianki, albo że uważał i uważa nadal, że ta decyzja była jednoznacznie słuszna. Fakt, że gdyby przyznał to drugie, straciłby w moich oczach opinię niedościgłego humanisty i miłośnika starej Zielonej Góry. Ale ja przecież też jestem tylko człowiekiem, który kieruje się egocentryzmem, jak każdy. Tak czy siak, Szambelan przy tej sprawie u mnie nieco stracił, ale dalej chyba jesteśmy przyjaciółmi. Taką przynajmniej mam nadzieję.
Dlaczego uważacie ich petycję za fałszywą?
P.K.: Od lat jestem rowerzystą i absolutnie za ścieżkami rowerowymi. Spotkałem się z tą petycją, kiedy jakiś pan podsunął mi listę z zapytaniem: Czy jest pan za budową ścieżek rowerowych w Zielonej Górze? Pewnie, że jestem i tak było to przedstawiane innym ludziom. Tylko, gdy wczytałem się w nagłówek, to powiedziałem: nie, stop, gdyż jestem przeciwny akurat w tym miejscu ścieżki rowerowej. Pytano się ludzi czy byli za ścieżką rowerową, ale bez podkreślenia, w jakim miejscu. To było na takiej zasadzie czy krem jest potrzebny do życia. To jest być może złe określenie, że ludzie zostali zmanipulowani, ale tak to mniej więcej wyglądało.
M.B.: Ta petycja „wyszła do ludzi”, kiedy pojawiła się alternatywna propozycja i konflikt, powiedziałbym, konflikt wartości. Autorzy tej petycji nie ujęli całej istoty sprawy. Nie dali pytania „Czy jest Pan/Pani za ścieżką rowerową w miejscu kolei szprotawskiej?”, tj. nie napisali pewnej prawdy. Szambelan też się zakręcił, gdyż absolutnie zapewne nie był za zniszczeniem kolei szprotawskiej.
Dlaczego zrezygnowaliście z własnej petycji?
M.B.: Widząc w jaki sposób rowerzyści zbierali podpisy, postanowiliśmy nie porównywać naszej akcji do tej manipulacji. Nie chcieliśmy, by porównywano w takiej sytuacji naszych z ich wynikami. Gdybyśmy kontynuowali naszą akcję, to praktycznie podpisalibyśmy się pod ich petycją. Druga sprawa, to taka, że sens robienia drugiej petycji, byłby tylko wtedy, jeśli któryś z decydentów miałby wolę się z nią zapoznać i wziąć pod uwagę jej wyniki. Na początku radni wyrażali taką wolę, a później ją stracili. Robić petycję, która pozostanie tylko dla naszej świadomości nie miało sensu. Gdyby radni i prezydent chcieli choćby przeczytać, to pod czym podpisali się nasi respondenci... Ale władze chciały dostać tylko petycję Górskiego, w jedną stronę... Petycji z innymi głosami już nie. A zebraliśmy ok. 1,5 tys. podpisów, bez podpisów młodzieży uczącej się, tylko od osób pracujących, po czym zaprzestaliśmy dalszej zbiórki.
Miał mieć Pan spotkanie z redaktor naczelną Gazety Lubuskiej? Doszło do niego?
M.B.: Nie. Miało być. Poszedłem tam z pismem, ale zostało ono w sekretariacie. Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi ani tak, ani nie. Tak właśnie Gazeta Lubuska traktuje ludzi.
Dziękuję.
Rozmowę przeprowadził Krzysztof Olszak 10 lutego 2011 r.
Rozmawiali: Mieczysław J. Bonisławki, Paweł Kaleta, Szymon Skibiński.
Wywiad autoryzowany przez Mieczysława J. Bonisławskiego.
Postscriptum: Proszę o powstrzymywanie swoich emocji, gdyż dla wielu treści tutaj mogą okazać się przysłowiowym kamyczkiem w bucie. Jeszcze dzisiaj wyślę maile z prośbą o ustosunkowanie się (nie wiem czy otrzymam, ale warto spróbować) do tych treści redakcję Gazety Lubuskiej, Gazety Wyborczej oraz Urzędu Miasta - Prezydenta. Ze swojej strony dziękuję serdecznie, że moi rozmówcy chcieli się ze mną spotkać, poświęcić mi czas i ze mną porozmawiać. Wywiad ukazuje się po tak długim czasie ze względu na autoryzowanie go przez rozmówców (którzy mają też sporo obowiązków w życiu zawodowym i prywatnym).
Uwaga od moderatorów: Kilka wybranych słów ze względu na ordynarny charakter zostało zamienionych na ich łagodniejsze synonimy. Redakcja postara się uzyskać odpowiedź pani redaktor naczelnej na dotyczące jej kwestie. Również ostatnia wypowiedź Pawła Kalety została usunięta ze względu na swój niemerytoryczny i odbiegający od tematu charakter.
Odpowiedź od redakcji: Pani redaktor naczelna Iwona Zielińska w odpowiedzi na zamieszczony powyżej artykuł twierdzi, że jest otwarta na propozycję spotkania. Na rozmowę można umówić się poprzez sekretariat w siedzibie Gazety Lubuskiej lub w drodze wymiany korespondecji mailowej: iZielinska@gazetalubuska.pl
Wywiad może się tylko ukazać na portalach: MM Zielona Góra oraz na Historia.org.pl. Na przedruk całości bądź fragmentów wywiadu gdziekolwiek indziej nie ma zgody moich rozmówców.
Pan Mieczysław Bonisławski uważa jednostronną ingerencję ze strony redakcji MM w jego słowa (którą przyjął z niesmakiem) za, delikatnie to ujmując, niegrzeczne.
Cytat M.B.:
Autoryzacja, to wyrażenie zgody przez udzielającego informacji prasie na publiczne rozpowszechnienie swej wypowiedzi w danej formie.
Potocznie: W przypadku wywiadów prasowych, autoryzacja polega na wspólnym uzgodnieniu ostatecznego tekstu wywiadu przez osobę jej udzielającą i dziennikarza, przed jego publikacją.
Art. 14 ust. 2 Prawa Prasowego (ust. z dn. 26 stycznia 1984 r.) mówi, że dziennikarz nie może odmówić osobie udzielającej informacji autoryzacji dosłownie cytowanej wypowiedzi, o ile nie była ona uprzednio publikowana.
Dziennikarz ma obowiązek przekazania wypowiedzi rozmówcy do autoryzacji, jeżeli ten wyraźnie sobie tego zażyczy.
Tę kwestię prosiłbym o rozstrzygnięcie drogą korespondencji zainteresowanych podmiotów (tj. redakcję MM i M. Bonisławskiego), jeśli chcieliby sobie to wyjaśnić. Jest zarówno dostępna online strona PTKraj., jak i MMki.



























Kontakt:
Przeczytałam z zainteresowaniem
Przede wszystkim gratuluję p. KOlszakowi tego wywiadu. Nie dziwię się, że znalazł się dzisiaj na głównej stronie MM-ki, na pierwszym miejscu.
Stawiam dolary przeciw orzechom
..jeśli ten artykuł przeczytało w c a ł o ś c i choćby troje(wyłączając z tej trójki mnie jako że właśnie przeczytałem:) ) MM-kowiczów:) Może po tym moim zgryźliwym ale nie da się ukryć jednak celnym komentarzu niektórzy z MM-kowiczów wrócą do materiału umieszczonego tu przez p. KOlszaka/ przeczytają to co napisał i może(w co juz nie wierzę)odniosą się no choć spróbują odnieść się merytorycznie choć w trzech pełnych zdaniach do tego co przeczytali hi hi. A co to za sztuka napisać:gratuluję p.KOlszakowi?:) Czy po to Krzychu zadałeś sobie aż tyle kurna trudu i czasu swojego poświeciłeś na ten materiał aby teraz usłyszeć -gratuluję p.Kolszaku? Jeśli tak to---Gratuluje p.KOszak:P Hmm to moje pisanie jest próbą pewnie słomianą próbą zdopingowania MM-kowiczów by choć spróbowali(to nie boli!:) ) wyrazić swoje zdanie n/t tego co przekazał p.KOlszak w powyższym wywiadzie
Nie wytrzymam, co za hipokryzja !!!!
Witam Państwa.
1. Na wstępie cytat:
"Warto zrobić coś nowego, warto wciągać do tego ludzi, warto wykorzystywać energie i zapał ludzki – tak ripostuje Mieczysław J. Bonisławski, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego i działacz Klubu Miłośników Kolejki Szprotawskiej w Zielonej Górze na pytanie czy jest sens budować kolejne muzeum."
Pan MB powiada, że warto wciągać w opisywane działania ludzi. Janse, ale - zapomniał dodać - pod jedynym słusznym Jego przywództwem. Każda inna inicjatywa spotyka się z wściekłym atakiem i stertą donosów. To nie kto inny jak MB ze 2-3 lata temu, gdy nasza nieformalna grupa zorganizowała przejazdy drezynami po ś.p. kolejce szprotawskiej, oczyściwszy (choć lepiej byłoby napisać - odkopawszy) wcześniej szlak, zachowywał się jak pieniacz, ganiając po redakcjach (i nie wiem gdzie jeszcze), oczerniał nas, nazywał oszołomami (ludzi z wyższym wykształceniem, kilku z nich o statusie osób zaufania publicznego), zarzucał publicznie łamanie przepisów o publicznych zbiórkach pieniędzy. Byliśmy mu solą w oku, bo oto ktoś odważył się bez Jego łaskawego pozwoleństwa wtargnąć na "jego" tory - bo chyba sobie zaczął roić, że ma do nich bliżej niesprecyzowane prawa.
Nie przeszkadzało mu to nieco później zorganizować przejazdów na tej kolejce drezyną, wypożyczoną od PLK, która to drezyna nadaje się do użytku tylko dlatego, że nasza grupa ją odremontowała, naprawiając m.in. układ napędowy. Nawet nie podziuękował. Bo po co.
2. Panowie niewątpliwie są fascynatami kolejki - trzeba im to oddać. Trzeba jednak wiedzieć też gdzie się żyje. A żyje się w społeczeństwie o światopoglądzie kształtowanym przez mass media, prześcigające się w lasnowaniu coraz to bardziej płytkich, durnych i prostackich schematów życia. Czy ktoś, dla kogo jedyną rozrywką jest obejrzenie Klanu, M jak Mdłości, szkoły modelek (choć raczej się to powionno nazywać "jak zostać wieszakiem na szmaty (by nie rzec szmatą)") i czego tam jeszcze, i kto wzorce zachowań bierze z tego rodzaju programów, zainteresuje się jakimś nie używanym torowiskiem, choćby i z prekambru pochodziło? ? Przecież to jest nisza w niszy, a osoby upominające się o to określane są oszołomamiu; większość ludzi nie dostrzeże w tym absolutnie nic wartego uwagi. Ludzi to po prostu gówno obchodzi.
Bo są jacy są - bezideowi, wyprani i wszysko im lata. Odwalić etat, nażreć się, pogonić bachory do lekcji i rozwalić przed TV. Jaka kolejka, jaka szprotawska, co wy mi tu p. ...?? Ja na łobiad ni mom a wy tu fanaberie... Ot, co. Model rozumowania 75 % narodu.
I nie ma się co dziwić - mają przecież swoje telenowele.
Mając to na uwadze wasz projekt będzie niestety służył tylko wam. Dlatego nie warto angażować w to pieniędzy publicznych. Kolejka szprotawska odeszła do przeszłości i czas przejść nad tym do porządku dziennego. Nie ma sensu kultywować pamięci o chlubnej przemysłowej przeszłości miasta. Bo obchodzi to tylko nielicznych, którzy co trzeba - wyszperają. Reszta się na to - za przeproszeniem - nawet nie odleje.
ps. działki to nie teren rekreacyjny. To przeżytek wymagający pilnego wyoutowania z centrum miasta, a nie tworzenia tam dojazdu szynobusem. Halo, ziemia !!!
I własnie takie komentarze...
@CzynnikLetalny:...chciałem sprowokować:) Hmm bo czyż /solą ziemi/tego portalu nie są właśnie takie ciekawe i warte uwagi oraz chwili przemyślenia komentarze jak ten powyższy? Wiem wiem ze pan Redakcja czy Redakcja powiedzą i to chórem że najważniejsze na MM-zg sa artykuły/zdjęcia. Pan Redakcja/Redakcja zapewne muszą tak mówić bo czyż nie w takim celu powstały internetowe wydania MM-zg by później powoli acz coraz wyraźniej przekształcać te MM-ki w ich papierowe wcielenia? Papierowe wcielenia które choć bezpłatne(a może właśnie dlatego że bezpłatne:)!) będą hmm skutecznie czy mniej skutecznie(to juz zależy od jakości zamieszczanych tam artykułów/zdjęć MM-kowiczów!:) ) odbierać czytelników płatnym wydaniom konkurencyjnych dzienników czy tygodników?:)To jest proszę Państwa wojna pomiędzy wydawcami płatnych gazet i czy to się Wam Drodzy a właść to bezpłatni MM-kowicze podoba czy nie to jesteście wykorzystywani li tylko po to aby zaszkodzić jednej/dwóm czy też kilku gazetom.tygodnikom(płatnym) he he O czym to ja pisałem? Aha juz wiem/ o tym że komentarze chocby najciekawsze dla pana Redakcji/Redakcji są bezużyteczne bo nie do wykorzystania w papierowym wydaniu:) zatem nie zajmują się nimi/ nie promują. nie dopingują Was MM-kowiczów nagrodami byście pisali ciekawe komentarze// A szkoda bo wiem po sobie ale też z opinii innych osób wchodzących na ten portal to właśnie te komentarze/ciekawe komentarze/są najbardziej interesujące na Moje Miasto-Zielona Góra
...
Wysłałem prośby do redakcji Gazety Wyborczej oraz do Urzędu Miasta Zielona Góra o ustosunkowanie się do kwestii w wywiadzie ich dotyczących.
Dziękuję redakcji MM, że zadadzą sobie trud spróbowania uzyskania komentarza od redakcji Gazety Lubuskiej (od pani redaktor naczelnej). Stąd też nie wysyłałem maila do redakcji GL (nie będę zaśmiecał skrzynki :P).
Komentarz do uwagi od moderatorów: Dzisiaj z Markiem Pakońskim dużo rozmawialiśmy o autoryzacji (dowiedziałem się czegoś o czym nie miałem pojęcia). Trochę się obawiałem, że "redakcja" (wyjaśniona w tej uwadze) tekstu może zostać źle odczytana. Marek jednak przekonał mnie i wyjaśnił na czym polega autoryzowanie tekstu. I jednak spotkanie mmkowe dzisiaj nie było "marnotrawstwem czasu". ;)
Tomku: byłoby miło na dyskusję wokół spraw poruszonych w tekście (ale bez zbędnego i emocjonalnego nakręcania się), ale większym moim osobistym sukcesem będzie, jeśli uda mi się uzyskać komentarze trzech podmiotów: GL, GW i Prezydenta (aby Czytelnicy mieli pełen ogląd sprawy i żeby sami wystawili ocenę stronom "konfliktu").
..
Jeśli redakcja MM chciałaby tekst ten gdzieś opublikować - to proszę. Mocno akcentuję tryb warunkowy "jeśli chciałaby" (z wiadomych względów akcentuję - to jest chyba oczywiste).
Gratuluję wywiadu :) Mam
Gratuluję wywiadu :) Mam nadzieję, że będą kolejne :)
Co do tego artykułu, to w
Co do tego artykułu, to w moim przypadku "milczenie jest złotem"
Zgadzam się z Tobą, Tomku
@Tomasz Dominiak:Masz rację. Też więcej niż napisałam nie napiszę, chociaż artykuł przeczytałam dokładnie i mam swoje zdanie. Z autorem spotykamy się na spotkaniach MM-kowiczów i na zajęciach w Dromaderze, będzie okazja, żeby wówczas porozmawiać. Na MM-ce ten temat wywoływał zbyt dużo agresywnych komentarzy.
Macie rację, w takim razie ja
Macie rację, w takim razie ja robię to samo :> Więcej nie piszę...
No to ja mam pytanie, a
No to ja mam pytanie, a właściwie dwa ;]
1. Skąd taki turysta, odwiedzający nasze szanowne miasto ma (miał) wiedzieć, że znajduje się tu zabytek zwany "kolejką szprotawską"/fragmentem kilejki? Żdanych oznakowań tablicowych przy torach ani wytyczonego szlaku zwiedzania przynajmniej ja osobiście nigdy nie znalazłam. Tym bardziej nie znalazłby czegoś takiego, ktoś kto zainteresowany byłby dogłębnym penetrowaniem zakątków miasta.
No chyba że....przewertowałby wcześniej potężnego googla w poszukiwaniu atrakcji miejskich, ale też musiałby uczynic to raczej z przewodnikiem, który z pasja opowiedziałby o historii torowiska, bo inaczej trudno by było zorientować się w terenie i odróżnić to co zabytkiem jest a co nie. To na przykład dlaczego na Traugutta nie ma nigdzie tablicy informacyjnej wskazujacej na to, że to tory z 1914 roku? Atrakcja jak malowanie. Sama o tym nie wiedziałam!
2.W pytaniu "Jak klub komentuje decyzję konserwatora zabytków?"
"25 maja 2011 Konserwator wstrzymuje budowę projektu ..." a nie 2010 roku?
p.s Proszę nie o atakowanie mojej osoby ;p ja tylko pytam...grzecznie....
To może ja odpowiem ....
@Milena:1. Skąd taki turysta, odwiedzający nasze szanowne miasto ma (miał) wiedzieć, że znajduje się tu zabytek zwany "kolejką szprotawską"/fragmentem kilejki?
- z nikąd. Kolejkę rozebrano - świeć Panie. Poza tym jaki turysta? Zielona Góra nie jest i nie będzie miastem turystycznym i należy zakończyć zrzędzenie o ściąganiu turystów, bo z równym skutkiem możnaby wołać kosmitów.
2. ""To na przykład dlaczego na Traugutta nie ma nigdzie tablicy informacyjnej wskazujacej na to, że to tory z 1914 roku? Atrakcja jak malowanie."" Jest to dla Pani atrakcją ? Naprawdę? Bo dla mnie nie jest - choć jestem sympatykiem kolei. Odcinki szyn z tego okresu moża jeszcze spotkać nawet na czynnych liniach kolejowych.
Większą atrakcją jest dla mnie czynna linia do Żar - malowniczo przecinająca zachodnie rubieże miasta, w tym okolice Zacisza / Leśnego. Linia żywa, z pociągami, z roztaczającym się zapachem typowym dla spalinowej trakcji i zapachem sosnowego boru, z słyszalnym z daleka odgłosem zbliżającego się parę kilometrów dalej pociągu....
To jest prawdziwy klimat żywej kolei.
Pozdrawiam
Z jednym się zgadzam w stu procentach.
Podpisujący petycję nie wiedzieli co podpisują, może nieliczna grupka wtajemniczonych wiedziała, ale nie wszyscy.
Wszyscy byli za budową dróg rowerowych, kto by za tym nie był.
Dróg i ścieżek! Zabierania chodników na rzecz cyklistów wszyscy mają dosyć.
Choć ostatnio się troszkę poprawiło, to nadal są ścieżki wyznaczone na
chodnikach, które nie mają nawet dwóch metrów szerokości.
Tylko tu nikt pary nie puści, że im cykliści kapelusze z głów zwiewają w czasie spacerów.
Nie chcą się narazić na niewybredne ataki rowerzystów.
Miód i samozadowolenie mottem przewodnim na MM-ce.
No jeszcze masowe prezentacje jednych i tych samych ruin,
w różnych odcieniach RGB.
Nie po linii partyjnej ten artykuł Krzysztofie. :)))
...
Milena: W rozmowie z członkami KMKS-u dowiedziałem się, że takie rozwiązania z tablicami proponowali. Co do tej majowej, felernej, daty to chochlik oczywiście. Chodzi tutaj o rok 2010.
Bogusław_ZG: Bo ja lubię iść naprzeciw, a nie za. :P
..
Zresztą, przyznaję, że to mój błąd (powinienem był rozbić ten wywiad na dwie części), wszyscy "rzucili się" na tę część mocno kontrowersyjną. Chciałbym zwrócić uwagę, że jest tutaj sporo informacji o muzeum, muzealiach, działalności PTKraj. i ogólnie o historii w mieście. ;))
..
Kiedy wysłałem tekst do moderatora, namiętnie szukałem kategorii "wywiady". Nie znalazłem jej. A to, po cichaczu usunęli (pewnie dlatego, że nikt się nie kwapił do wywiadów prawie wszyscy poszli w reportaże, fotoreportaże i publicystykę). :)
Do KOlszaka
Szkoda Krzysztofie,że nie spróbowałeś skonfrontować faktów i opinii Pana Bonisławskiego dotyczących wymienionych przez niego osób z tymi osobami. Mówię w tym przypadku także o sobie, ponieważ Pan Bonisławski przedstawia tylko swoją wersję wydarzeń, która niekoniecznie jest rzeczywistą. Za komentarz powtórzę mój wpis skierowany w styczniu do jednego z MMkowiczow, niejakiego Wiktora (zakładam,że znajomego Pana Bonisławskiego, być może jego Avatara):
Panie Wiktorze
Żebym mógł się odnieść do Pańskiej wypowiedzi, to najpierw musiałbym wiedzieć o czym Pan pisze. Zakładam,że wspomina Pan spotkanie w Urzędzie Miasta, w którym z inicjatywy Pana Bonisławskiego uczestniczył on sam, ja, radny Markiewicz i naczelnik Urbański.Pana tam nie było.Dyskutowaliśmy na temat utrzymania lub ocalenia (także poprzez przeniesienie)FRAGMENTÓW kolejki szprotawskiej w aspekcie budowy Zielonej Strzały.Nie doszliśmy do porozumienia. Propozycje obecnych nie przekonały Pana Bonisławskiego, ani jego nie miały szans na realizację (np. wykup mieszkań w budynku po starym dworcu kolejki szprotawskiej, aby urządzić tam muzeum kolejki), chociażby z uwagi na aspekt finansowy.Dodam,ze byłem jedynym radnym, który głośno na sesji nalegał, aby prezydent Kubicki rozmawiał z Panem Bonisławskim i jak to Pan określa z kolejarzami.Aby jeszcze raz wysłuchał ich racji.Radzę najpierw porozmawiać także z drugą stroną(czyli z innymi uczestnikami rozmów), a dopiero potem formułować opinie.
...
@Jacek Budziński:Rozumiem. Tyle tylko, że to jest rozmowa z członkami KMKS-u i jako taka prezentuje ich opinie. Wysłałem prośbę do Magistratu. Fakt, może powinienem był wysłać do każdego z w/w radnych z osobna. Za pana komentarz dziękuję, bo pozwala spojrzeć na sprawę szerzej ze strony, hm, powiedzmy, że radnych (mimo że pan jest jako jeden). A Czytelnicy sami sobie wszystko ocenią.
Do KOlszak
Ze spotkań z Panem Bonisławskim wyniosłem jedno (choć chciałem pomóc).Jeśli ktoś nie zgadza się z jego poglądami lub nie realizuje jego wizji, to staje się wrogiem. Widać w to opiniach Pana Bonisławskiego. Nie dziwię się, że ma przeciwników.
Czy KTOŚ WIE? Gdzie jest ta lista z moim podpisem? Ponownie
SZUKAM JEJ , jej treści i podpisu Zdzisława Piotrowskiego.
Miałem się nie odzywać, ale jednak...
Mam dwa "ale"
Po pierwsze Korczakowcy nigdy nie składali żadnych wniosków ani projektów.
Po drugie zastanawia mnie jeden fragment wypowiedzi: "[...] Rzecz dokończyła prezydent Ronowicz. Marek Toporowicz z klubu był jej najbliższym kolegą, współpracowaliśmy z jej synem. Sławek codziennie wieczorem, przed umyciem zębów, suszył Jej głowę o te wiadukty. [...]"
Czy tu nie trzeba oficjalnego pisma do Urzędu? Czy takie coś nie nazywa się prywatą?
Ja tylko pytam, więc proszę mnie również nie atakować?
Ad vocem ws Korczakowców.
@Bronicky:Czytaj Piotrze dokładniej. Jest wyraźnie napisane, że Korczakowcy nie składali wniosków, ponieważ "Szef" o tym nie wiedział, że można. Jestem po rozmowach telefonicznych z J. Zgodzińskim i również w kontakcie mailowym, gdzie przesłałem mu informacje. Jeżeli dobrze pójdzie to być może na lato uda się uzyskać na "Korczakowo" sporo środków. Proponuję również się przyłączyć do tej akcji. Trzeba napisać projekt i każdy pomysł sie przyda. Info u "szefa". Pozdrawiam
Życzliwie wmanewrowani w ''Zieloną Strzałę''
Kolej Szprotawska mogłaby być dumą całej południowej części województwa lubuskiego i niezłym źródłem zarobku dla wielu gospodarstw domowych położonych w jej pobliżu. Ale nie jest i wątpię czy będzie (może w jakimś wybranym fragmencie). Wygląda na to, że inteligentni i bezwzględni politycy wykorzystali ideę ścieżki rowerowej do przyćmienia wcześniejszych haniebnych działań, które przyczyniły się do pospiesznej rozbiórki tej pięknej kolejki. No a niczego nieświadomi mieszkańcy podpisywali się pod budową nowego jednocześnie przytakując rozbiórce bardzo cennego unikatu kolejowego. Oczywiście niewiedza niczego nie tłumaczy i zawsze ma fatalne konsekwencje. Polityka jest okrutna i cyniczna. Dlatego tak bardzo potrzeba nam w Zielonej Górze i całej Polsce ludzi, którzy posiadają większą wiedzę i są odporni na nieuczciwe chwyty stosowane przez różne grupy władzy wzajemnych interesów w imię pseudomiłości do obywatela.
Proponuję poczytać,
@goral2011:m.in. o dochodowości kolei szprotawskiej w przeszłości
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kolej_szprotawska.
Inny wymiar kolei w różnym czasie
@Pintaliano:Kolej Szprotawska dzisiaj to byłby mały szynobus i/lub turystyczny skład weekendowy dla turystów z całego świata. Plus rozwój agroturystyki wzdłuż linii kolejowej. No i prestiż dla Zielonej Góry i Szprotawy (dwóch miast obecnie nieźle zadłużonych bez istnienia Kolei Szprotawskiej). Kolej Szprotawska byłaby marką rozpoznawalną w Niemczech, Japonii, Wielkiej Brytanii i na całym świecie. Magnesem, dzięki któremu do Zielonej Góry przyciągaliby inwestorzy z prawdziwego zdarzenia. Symbolem wielkiego szacunku mieszkańców tych terenów dla historii. Zysków z kolei nie można liczyć sztywno sprowadzając je tylko do niej samej. Ale do tego trzeba mieć otwarty umysł i rozumieć jak ważne znaczenie miałoby powstawanie nowych dobrze płatnych miejsc pracy dla mieszkańców Zielonej Góry dzięki odważnym, ponadprzeciętnym inwestycjom służącym obywatelom.
Proszę, zejdź
@goral2011:na ziemię. Uświadom sobie, że kolei tej niema już od 50 lat a bój szedł o jej miejski odcinek. Jeżeli jednak uważasz, że można na odrestaurowaniu tej trasy i przewozach zarobić, to proszę bardzo. Kredyty i pomoc unijna pozwolą Ci zostać lubuskim Kulczykiem.
Pochwalam artykuł :-)
Lubię takie wywiady i artykuły, bo dzięki nim człowiek nie zapomina, że jest istotą myślącą. Przesyłam najwyższe wyrazy uznania dla autora i jego współrozmówców.
Propozycja dla KOlszaka
Może Krzysztofie powinieneś dla równowagi zrobić wywiad z drugą stroną.Z wiceprezydentem Krzysztofem Kaliszukiem, naczelnikiem Pawłem Urbańskim, Robertem Górskim i z radnymi, którzy brali udział w rozmowach na temat Koleji Szprotawskiej i Zielonej Strzały.Wtedy moglibyśmy mówić o rzetelności w przedstawieniu racji.
gwoli uściślenia
@Jacek Budziński:z radnymi i urzędnikami, którzy rozmawiali tylko między sobą o Kolejce Szprotawskiej lub ewentualnie co najwyżej z Robertem Górskim, czy też z kimś z zewnątrz ?
Bo z tego co nam wiadomo, to pan Kaliszuk, zaproszony imiennie do rozmów, odmówił w nich udziału, słowa nie zamienił z grupą Bonisławskiego na ten temat. Pan Górski nie tylko nie chciał rozmawiać z Bonisławskim, ale nawet wypiął się na Pakońskiego i jego plan debaty.... Mieliśmy przyjemność też wysłuchać relacji ze spotkań z klubami radnych...
Póki co, to jest wywiad z Bonisławskim, Kaletą i Skibińskim a nie K. Kaliszukiem czy R. Górskim, panie Jacku. Rozmawiać trzeba było rok temu...
To zaczyna przypominać odbijanie piłeczki. Bonisławski to, Budziński tamto... A może wrócić do pomysłu debaty MMkowej na żywo, z przygotowanym pakietem problemów / pytań ? Paru moderatorów takiej debaty z aktywnych MMkowiczów by się znalazło...
Czemu by MM nie miała dać coś z siebie mieszkańcom, zamiast tylko... No, wiemy co.
Może i MM, i jej użytkowników, i samych mieszkańców stać na intelektualną debatę na jakiś ważny dla miasta temat ? /debata kolejkowa nie musiała by być ostatnią, choć była by pierwszą, jest sporo innych ciekawych zagdanień na kolejne debaty/
Kilka razy przeczytałem
artykuł gdyż inaczej nie da się pojąć jego wymowy.
KOlszak jako przeprowadzający wywiad nie mógł dać oceny postępowania obu stron sporu. Ta ocena pojawia się już w komentarzach i jestem ciekaw jakie będzie podsumowanie tej dyskusji. Liczę, że KOlszak do tematu wróci.
Dla mnie artykuł, wypowiedzi rozmówców i skrót KMKS, przypomniały rok 1981 w naszym województwie.
Skąd to skojarzenie ?
A no stąd, że skrót KMKS przypomniał mi skrót MKS. Dla młodych wyjaśniam, że skrót MKS był wówczas / w 1981 roku / codziennie, aż do znudzenia używany przez media i oznaczał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy. Najbardziej dał się zapamiętać z kierowania tzw. strajkiem lubogórskim.
To skojarzenie wywołało następne.
Ówczesne kierownictwo MKS - u, podobnie jak dzisiejszy KMKS próbowało rozmawiać z władzą / wszelaką / na zasadzie wymagania, by jego żądania były bezwzględnie realizowane.
Ten sposób prowadzenie rozmowy, jak widać po efektach sporu, do niczego nie prowadzi a można było przecież z resztek kolei szprotawskiej uratować o wiele więcej.
bardzo ciekawa wypowiedź
@Pintaliano:może tylko jeszcze jakieś szczegóły. Co konkretnie można było uratować, gdyby Bonisławski i spółka wykazali się właściwą miością wobec władz ?
Poza tym, my jakoś nie możemy wyczytać z tekstu wywiadu żadnego żądania kolejkarzy wobec władz (może poza żądaniem rozmów z nimi w odpowiednim czasie) . W czym kolejarze byli tak bezwzględni ?
Niektórzy
@bądźmy świadomi:w donoszeniu.
...
Oczywiście, że do tematu wrócę. :)
..
Oj, zauważyłem pod tekstem dodatek od redakcji (dziękuję). Wkrótce się skontaktuję. Szczerze się przyznam, że chyba mam, jak to się mówi, tremę (zawsze lub często to występuje, jak mogę się spotkać z ważną personą)? Chyba pomęczę mailowo (poradnictwo, konsultacje, mydło i powidło :P) Marka. :P
Polskie piekiełko. Człowiek
Polskie piekiełko. Człowiek ma pomysł ,swoją wizję realizacji tego pomysłu a tu zamiast pomocy otrzymuje kłody. Zarzuca się Panu Bonisławskiemu , że przedsięwzięcie jest nie ekonomiczne itd . W myśl zasady ,że sukces ma wielu ojców.......
0sobiscie jestem za wszelkimi działaniami , które by wzbogacały Zieloną Górę , a w szczególności działania na niwie historii.Nie zapominajmy ,że nie mamy wielkich zabytków , a na samym winiarstwie historia nie opiera się.Ile w Polsce jest takich obiektów muzealnych , które pokazuje kolejnictwo lokalne w powiązaniu z przemysłem lokalnym.
Do Grunberg
Owszem ma swoją wizję i tylko swoją.I w tym właśnie jest problem.Gdy inni mają inną wizję, to są wrogami.Pozdrawiam
czuje się Pan
@Jacek Budziński:wrogiem Bonisławskiego ?
Czy tylko człowiekiem bez realnej i rozumnej wizji ?
Do bądźmy świadomi
@bądźmy świadomi:Nie będę dyskutował z kolejnym Avatarem.
i przed takimi właśnie politykami
@Jacek Budziński:uchowaj nas Panie !
Do bądźmy świadomi
@bądźmy świadomi:I przed takimi obrońcami zabytków, także uchowaj nas Panie:) Pozdrowienia Panie Mieczysławie i życzę mniej żółci w duszy, bo się Pan wykończy.
my rozumiemy
@Jacek Budziński:że Pan nie ma żadnych argumentów na obronę swojego postępowania w sprawie zniszczenia zabytku w mieście. Wiemy też, że musi Pan się bronić, przypisując swemu adwersarzowi demoniczne cechy. Tylko to Panu zostało.
Dlaczego jednak serwuje Pan Czytelnikom TAKIE urojenia... ? Naprawdę Bonisławski stał się dla Pana tak wielką postacią, że do pana języka potocznego wszedł nowy perjoratyw: "ty Mieczysławie" ?
Nie rozumie Pan, że po prostu dowartościowuje go Pan w ten sposób ?
Do bądźmy świadomi
@bądźmy świadomi:Duuużo zdrowia (wszelakiego) bądźmy świadomi życzę:) Tylko to mi zostało.A co do urojeń, wielkich postaci i dowartościowania to sądzę, iż w tym wątku wśród dyskutantów jest osoba(osoby) o wiele bardziej doświadczone, czy też dotknięte w tych materiach niż ja:)
Mietek
@bądźmy świadomi:okiełznaj się.
(g... możecie)
.
.
Chyba nie jest to prawda gdyż
@Jacek Budziński:Chyba nie jest to prawda gdyż jest ona popierana przez inne osoby wymienione w w/w wywiadzie.Problem jest w tym ,że są inni , którzy mają odmienne wizje nie zawsze mają czyste intencje. Czy osoba ,która jest uparta ,zdeterminowana i nie ulegająca wpływom politycznym jest złym człowiekiem, chyba nie .Może po prostu nikt temu Panu nie chce zaufać , pomóc - bez warunków wstępnych. Jeśli Pan zna Zieloną Górę pod kątem kolejki szprotawskiej to wie Pan ile infrastruktury kolejowej bezpowrotnie zniszczono. Pan jako nauczyciel historii uczący w Zielonej Górze powinno szczególnie zależeć na regionalistyce.
Serdecznie pozdrawiam.
Do Grunberg
@Grunberg:Już raz jemu zaufałem i chciałem pomóc. Za to, że słuchałem także drugiej strony dzisiaj pisze pod moim adresem to co widać.Proszę się nie dziwić, iż nie mam już zamiaru trzymać jego strony.Jestem zdegustowany poziomem jego wpisów ad personam i ślepą wiarą w to, że tylko on ma rację .Co do kolejki szprotawskiej.Szkoda, ale to se ne wrati.Jak zwykle pozdrawiam:)
Panie Jacku, też kiedyś
Panie Jacku, też kiedyś napisałem, że wspomniany przez Pana użytkownik, to "avatar" innego, byłego użytkownika i... Dostałem od byłego użytkownika maila z pogróżkami! Maila oczywiście mam zachowanego...
Pozdrawiam
...
Dodałem pewną bardzo istotną adnotację pod wywiadem i wysłałem ponownie do moderacji.
W związku z oburzeniem p. Bonisławskiego
Autor artykułu (KOlszak) dodał do artykułu wyrażenie stanowiska przez p. Bonisławskiego:
"Pan Mieczysław Bonisławski uważa jednostronną ingerencję ze strony redakcji MM w jego słowa (którą przyjął z niesmakiem) za, delikatnie to ujmując, niegrzeczne. " (całość stanowiska można znaleźć na końcu artykułu).
Informujemy, że autoryzacja służy poprawieniu błędów w wypowiedzi. Zapis o autoryzacji gwarantuje możliwość wycofania się z niezgrabnych sformułowań, czy opinii, poprawieniu nietrafnych sformułowań czy niedokładnie podanych badań. Autoryzacji nie wymagają natomiast żadne teksty napisane przez dziennikarza. Zatem pytania lub jego dopiski. Niewiedza rozmówców o prawie prasowym, a w szczególności przepisie mówiącym o autoryzacji skutkuje przypadkami, w których rozmówcy żądają dostarczenia gotowego tekstu lub żądają opublikowania całości wypowiedzi bez skrótów.
W cytacie dostarczonym przez p. Bonisławskiego mamy informację o tym, że autoryzacja to obowiązek dziennikarza przeprowadzającego wywiad - tu KOlszaka. Zapomniano dołączyć zapis prawa prasowego mówiący o tym, że:
"Udzielenia informacji nie można uzależniać od sposobu jej skomentowania lub uzgodnienia tekstu wypowiedzi dziennikarskiej." - to znaczy nie występuje uzależnienie wywiadu lub treści w nim zawartych od jakiś wymogów stawianych dziennikarzowi (tu - KOlszakowi) czy redakcji (tu MM).
Dodatkowo informujemy p. Bonisławskiego, że to nie dziennikarz decyduje o tym, co zostanie opublikowane a redaktor. Redakcja to opracowywanie otrzymanych od dziennikarza materiałów. Polega to zarówno na skracaniu materiałów, jak i zmianie ich tytułów. Z materiałów otrzymanych od dziennikarza usuwa się fragmenty w jasny sposób pozamerytoryczne (a takimi były w niniejszym tekście określenia ad personam dotyczące choćby prezydenta Kubickiego, jak i redaktor naczelnej Iwony Zielińskiej) jak i inne fragmenty w jawny sposób stojące w sprzeczności z np. kulturą wypowiedzi. Dotyczy to także fragmentów autoryzowanych, bowiem autoryzacja nie oznacza przymusu publikacji.
Redakcja informuje, że usunięte z wywiadu fragmenty w żaden sposób w opinii redakcji nie zmieniły wymowy merytorycznej tekstu. Fragmenty te były zdaniem redakcji zwykłymi obraźliwymi dopiskami.
Redakcja informuje autora (KOlszaka) oraz p. Bonisławskiego, że wolność wypowiedzi nie oznacza braku kontroli wypowiedzi. Serwis MM jest serwisem moderowanym, co oznacza, że o publikacji treści w nim zawartych oraz ewentualnych koniecznych zmianach decyduje Redakcja, nie autor lub rozmówca. MM jest jak widać otwarte na prezentację poglądów p. Bonisławskiego i środowiska KS, również niepochlebnych dla redakcji MM - tak jest bowiem p.Bonisławski ma prawo do prezentacji swych opinii. Natomiast p. Bonisławski zapomniał zapewne że to właśnie MM jest stałym forum wypowiedzi na tematy którymi jest on zainteresowany, jak również nie pamięta zapewne, iż publikowaniem w całości jego tez i wypowiedzi w takiej formie, jak sobie p. Bonisławski zażyczy może się zająć jedynie portal prywatny, nie zaś moderowany i redagowany, oparty na prawie prasowym portal miejski.
Redakcja traktuje ten komentarz jako wyczerpujący.
...
@Redakcja MM:Ja tylko chcę dodać, żeby była jasność, że jako MMkowicz jestem, żartobliwie mówiąc, "uczącym się" elementów warsztatu dziennikarskiego (vide: dziennikarz obywatelski). Stąd za ten komentarz redakcji dziękuję. Trochę mną zakręcono w sprawie tzw. "autoryzacji", co wynika z tego, że jedna strona - jedno, a druga - drugie. Z uwagi na to, że wypowiadają się tu fachowi, po studiach i doświadczeni dziennikarze oni wiedzą lepiej ode mnie.
Dlatego ja słucham i notuję jak pokorny słuchacz wykładów. :P