Jak rozpoznać zagrożenie i jak go uniknąć
Wieczorami należy chodzić głównymi dobrze oświetlonymi ulicami a nie ciemnymi zaułkami nawet jeśli to oznacza nadłożenie drogi; nie wchodzić na klatkę schodową z obcą osobą; nie wsiadać do windy z obcą osobą . Strach jest silną emocją dzięki czemu organizm jest gotowy do walki lub ucieczki. Dodatkowo wyzwolona zostaje adrenalina, która potrafi dodać siły, uodparnia na ból i przyspiesza ruchy. Ale żeby się bronić to trzeba umieć, a żeby umieć, trzeba zrobić pierwszy krok.
Właśnie na takich zajęciach z samoobrony dla pań, można nauczyć się, jak nie stracić głowy w przypadku ataku. Jak wykorzystać swoją zabójczą broń w postaci tego co posiadamy w torebce, w ręce i na nogach,. Dobry pantofel na szpilce może poczynić prawdziwe spustoszenie, parasol też, nawet torebka. Wszystko można wykorzystać, jeśli się myśli. Bo najgorszym wrogiem jest panika.
Tego uczyli nas dzisiaj tj. 18 stycznia 2011 r., w Siedzibie Uniwersytetu Trzeciego Wieku dwaj panowie, mgr inż. Jarosław Biernacki – trener kickboxingu 1 DAN, instruktor boksu i samoobrony, sędzia kickboxingu i boksu. Ze sportem związał się w 1978 roku w Technikum Mechanicznym, gdzie rozpoczął naukę w klasie o profilu sportowych. Od 1980 roku zapisuje się do sekcji bokserskiej przy KS „Gwardia" w Zielonej Górze. Do 1982 roku stacza 40 walk 2 – krotnie stając na podium w klasie okręgowej. W 1982 i 1983 roku uczęszcza na zajęcia karate Kyokushinkai.
Uprawnienia instruktora i sędziego boksu – 1993 rok, uprawnienia sędziego kickboxingu organizowanego przez Polski Związek Kickboxingu – 1995 rok, zatrudniony jako drugi trener sekcji boksu i kickboxingu – od 01.01.1998 roku, uprawnienia instruktora kickboxingu, uprawnienia krajowego sędziego boksu i kickboxingu – 2000 rok, ukończył Akademię Wychowania Fizycznego we Wrocławiu – 2006 rok, posiada pierwszy stopień mistrzowski (1 DAN) w kickboxingu (czarny pas), 2007/2008 uprawnienia instruktora samoobrony, za 2008 rok otrzymał od Ministra Sportu nagrodę I Stopnia, lipiec 2009 uzyskał tytuł trenera kickboxingu i Andrzej Sieczkowski, instruktor boksu i samoobrony. Swoje spotkanie ze sportem rozpoczął w wieku 14 lat rozpoczynając treningi Karate pod okiem trenera Eliasza Madeja. Po roku skierował swoje zainteresowania na dynamicznie rozwijającą się sekcję kickboxingu. Jak się okazało bardzo szybko wciągnął się w wir treningu uzyskując status jednego z czołowych zawodników sekcji. Jego zaangażowanie i serce do walki przyniosły efekty w postaci wielu zwycięstw podczas mistrzostw okręgowych. Ze względu na widowiskowość swoich walk zostaje zaproszony do Belgii na towarzyski mecz Belgia-Polska, zwyciężając z gospodarzem zawodów. Ukoronowaniem ciężkiej pracy było zdobycie w 1996 roku Mistrzostwa Polski w formule full-contact, podczas zawodów we Wrocławiu. Kolejnym sukcesem było zajęcie trzeciego miejsca podczas Mistrzostw Polski w formulelight-contact w Lubiążu. Od 2002 roku zostaje zatrudniony jako instruktor boksuw ZPKS „Gwardia".
Panowie mówili nam, jak nie stracić głowy w przypadku ataku, jak wykorzystywać swoją zabójczą broń w postaci na przykład pilniczka, grzebienia, karty płatniczej, torebki, parasolki, a także gdzie możemy skutecznie uderzyć napastnika, aby zyskać choć kilka sekund na wezwanie pomocy. Pokazywali sztuczkę obrony, kiedy napastnik chwyci za rękę, jak uwolnić się z chwytu za szyję albo niechcianego objęcia. Jeśli kobieta idzie skulona, z głową wciśniętą w ramiona, małymi kroczkami, to wygląda na bezbronną To tak zwany syndrom ofiary. Wyprostowana sylwetka i pewny krok, a czasami zagadanie napastnika, dają już zupełnie inny skutek, spłoszony czasami zaskoczony napastnik rezygnuję z napadu. Innym kobiecym błędem jest przyspieszanie kroku lub ucieczka w ciemne ulice, zaułki, bo jeśli uciekać, to tam gdzie są ludzie i krzyczeć o pomoc. Okazuje się, że najważniejsze są te podstawowe rzeczy, ale właśnie o nich najczęściej się nie pamięta, gdy w grę wchodzi strach. Nie zaszkodzi mieć w torebce gwizdek, w który można zagwizdać. No i kobiety najczęściej nie zdają sobie sprawy, że wcale nie są takie bezbronne. Większość pań ma długopis w torebce, a taki długopis wbity w oko na pewno odbierze chęć do ataku. Nawet drewniane korale,jeśli są duże i na mocnym sznurku mogą nawet pozbawić przytomności przeciwnika, jeśli się wie, jak uderzyć. Dobry pantofel na szpilce może poczynić prawdziwe spustoszenie, parasol też, nawet torebka. Wszystko można wykorzystać do obrony własnej. Chociaż twardego, zdeterminowanego przeciwnika po takim wykładzie kobieta nie pokona, ale już ze sporej liczby "typowych" sytuacji może wyjść bez szwanku. A chodzi głównie o nastawienie psychiczne w różnych nieprzewidzianych sytuacjach i o szanse na przetrwanie spotkania z takimi, którzy są pewni swojej przewagi i którzy żerują na tym, że napadnięta kobieta skuli się i pozwoli na kradzież, pobicie, gwałt. Pan Jarosław Biernacki zapewniał nas, że napastnik straci rezon, albo zupełnie zrezygnują, kiedy uderzymy po łokciu w mostek albo kopniaku w jąderko, lub w wątrobę, poczują nie tylko ból, ale i niespodziewaną utratę miażdżącej przewagi. Jak nie dopuszczać do zwarcia, jak zadawać ciosy skuteczne w twarz, szyję by zdezorientować przeciwnika, jak bezpiecznie upadać, aby nie uderzyć głową i wypracować sobie możliwość ucieczki wszczęcia alarmu, przyjęcia także na wstępie postawy obronnej, tego uczył nas także Andrzej Sieczkowski. Czyli czynnik umożliwiający bezpieczny powrót do domu.
* * *
Zobacz nas na facebooku:
strona portalu Moje Miasto Zielona Góra
strona bezpłatnego tygodnika miejskiego MM Moje Miasto Zielona Góra









































Kontakt:
bardzo podobało
mi się to spotkanie. Panowie mówili bardzo ciekawie i myślę, że wielu z nas pomyśli o tym, czy nie skorzystać z takiego szkolenia.
To trochę jak z bajki, nie ma
To trochę jak z bajki, nie ma się zbyt wielkiej szansy obrony przed o wiele silniejszym napastnikiem. Można próbować i ale nie uda się nauczyć samoobrony na kilku lekcjach. Napastnik zawsze jest o krok dalej od napadniętego. Policjanci na interwencję chodzą parami nie dlatego,że "jeden umie czytać a drugi pisać" ale dlatego,że jest coś takiego jak zasada wzajemnej asekuracji. Bronić się trzeba ale jeśli tylko to możliwe należy unikać i miejsc i sytuacji niepewnych, tak już niepewnych a co dopiero niebezpiecznych. Nawet dwie kobiety są już pewna gwarancją ,że nie zostaną zaatakowane , lepiej chodzić grupami , pojechać taksówką niż ryzykować. Szkolenia popieram ale rozsądek i asekuracja przede wszystkim.
Bezpieczny senior
@Lucyna:To nie na kilku lekcjach, bo szkolenie "Bezpieczny senior" trwa w ZUTW już dłuższy czas, więc czegoś na pewno nauczy. A, że omijać trzeba miejsca i sytuacje zagrożenia to racja. No i jeszcze ten paraliżujący strach trzeba umieć opanować w sytuacji zagrożenia. Z tym bym miała największy problem.
Masz rację Bogusiu z
@Bogusia:Masz rację Bogusiu z problemem opanowania strachu, każdy ma problem, nawet Ci panowie przytaczali przykłady gdzie strach ich paraliżował w przypadku interwencji...
Nieśmiały który poprosi "o rękę" delikatnie ujmując damską dłoń
w "podzięce" za dobry uczynek otrzymuje damskie kolano poniżej swego brzsucha. Czego Was uczą ? I jeszcze się tym chwalicie?
...
Kiedyś dziewice na fortepianie grały "Daj męża, daj męża..." A teraz zmniejsza się wskaźnik macierzyństwa no to jak tu podejść do dziewczyny wyglądającej na samotną, wymagającej opiekuńczego męskiego ramienia? Koniec świata.
Panie Szambelanie, kiedy to
@Szambelan:Panie Szambelanie, kiedy to pan słyszał, aby kobieta potraktowała kolanem poniżej brzuszka, za to że prosi ją o rękę, my tylko czynimy taki ruch kiedy ten nieśmiały prosi nas o zawartość naszej torebki i nie tylko torebki...
Nie mogę sobie wyobrazić aby ktoś chciał uczynić krzywdę Bogusi
osobie PERMANENTNIE UŚMIECHNIĘTEJ !
hm jeśli Świerszczyk swawolił
hm jeśli Świerszczyk swawolił w nocy, to niech poprosi wspólnie swawolącą o cios z kolana i sam się przekona, czy boli czy nie ...ha
Obyśmy nigdy nie musieli
korzystać z wiedzy o samoobronie. O ile mamy/?/ szansę obronić się w starciu 1 na 1 to w napadzie grupowym / coraz częściej praktykowanym /przez znudzonych mamy marne szanse. Co wtedy?
Nauki nigdy
nie za wiele.