drukuj

Jak mieszkańcy Zielonej Góry zapamiętali dzień 13 grudnia 1981?

Generał Wojciech Jaruzelski

W tym roku mija 30 lat od wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Dzisiejsi trzydziestoparolatkowie, a nawet czterdziestolatkowie zapamiętali ten dzień głównie, jako dzień bez Teleranka. Dorośli już wówczas Polacy, różnie. Jak? Proszę przeczytać.
Stan wojenny był
Konieczny, inaczej wojska sowieckie siłą przywróciłyby porządek
75% (3 głosy)
Niepotrzebny, sowieci nie weszliby a porządek powróciłby sam
25% (1 głos)
Zamachem na Polskę, służył stłumieniu wolności narodu
0% (0 głosów)
Razem głosów: 4
Zaloguj się, aby zagłosować.

Znałam tragizm, jaki niesie za sobą wojna
O 13 grudnia 1981 roku pytam p. Marię Przeźwiecką, emerytowaną nauczycielkę.

- Ten dzień zastał mnie w Pradze, na wycieczce. Właśnie wychodziliśmy zwiedzać to piękne miasto, gdy pilotka poprosiła rozradowanych ludzi o ciszę i oświadczyła nam, że w Polsce został ogłoszony stan wojenny. Konsternacja, zdumienie, strach, a właściwie ogromny szok.

W sąsiedniej sali usłyszałam szloch. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam grupę młodzieży polskiej z warszawskiej szkoły. Dziewczęta bardzo płakały, niektóre klęczały i modliły się. I wówczas ja, zobaczyłam siebie sprzed lat. Małą dziewczynkę przywołuje matka mówiąc, że musimy uciekać z miasta, bo Niemcy napadli na Polskę i lada moment polecą na nas śmiertelne pociski. To był 1 września 1939 roku.
Ale dziewczynka jest już dorosłą kobietą i nie rozumie dlaczego tak jak wtedy odczuwa podobny strach, jest tak samo przerażona, a właściwie jeszcze bardziej, bo w Polsce są jej bliscy i o nich głównie się boi znając tragizm, jaki niesie za sobą wojna.
Na szczęście polski konsul pomaga nam w opuszczeniu Czechosłowacji, a po przekroczeniu granicy przeżywamy kolejny szok i chwile grozy widząc wszędzie czołgi i uzbrojone wojsko. Do domu docieram jednak szczęśliwie, gdzie czeka na mnie wcale nie mniej zestresowana rodzina.

I ponad dwa tygodnie wcześniej urodziłam Agatkę
Zofia Banaszak – tak wspomina 13 grudnia 1981

- Wstaliśmy rano, włączyliśmy telewizor, gdy już przemawiał gen. W. Jaruzelski. Byłam w ciąży, wszyscy cieszyliśmy się, że na początku 1982 roku urodzi się nam drugie dziecko. Dziesięcioletnia córeczka bardzo czekała na rodzeństwo.

Przeraziłam się tym co usłyszałam, nie wiedziałam czego się spodziewać, co z nami będzie. Bo skąd miałam to wiedzieć? Czarne myśli chodziły mi po głowie. Nie mogłam zadzwonić do rodziców, do Drezdenka. Koszmar! A jak nas wysiedlą z mieszkania, bo będzie potrzebne dla wojska, jak nie naszego to ruskiego? I nagle, poczułam bóle. Najpierw myślałam, że to fałszywy alarm, bo jeszcze nie czas. Niestety, nie był fałszywy i trzeba się było zbierać do szpitala. Po taksówkę nie było możliwości zadzwonić. Nie tak dużo ludzi miało samochody. Na szczęście znalazł się znajomy, który pomógł i zawiózł.
W szpitalu atmosfera nerwowa, większość pacjentów wypisywana do domu. A ja do porodu. Przerażenie wywołane wiadomością o stanie wojennym mieszało się z cierpieniem wynikającym z porodu. Na szczęście zaraz po północy urodziłam śliczną, zdrową dziewczynkę, która dzisiaj, ma tyle lat, ile minęło od tego pamiętnego dnia.

Prosto z imienin na wojnę
W.W. znany Mm-kowicz tak opowiedział mi swoje wspomnienia tego dnia

- 12 grudnia 1981 byliśmy z żoną na przyjęciu imieninowym. Wracaliśmy, gdzieś około 2. w nocy, więc już 13. Było sporo śniegu, mróz, ale nic niepokojącego nie zauważyliśmy. Po obudzeniu włączyłem telewizor i usłyszałem przemówienie generała. Nie uwierzyłem, widocznie jeszcze trzeźwiałem. Po jakimś czasie podszedłem do okna, z którego miałem widok na budynek Telekomunikacji i zobaczyłem wokół tego budynku pełno wojska. Dotarło do mnie, że to jednak prawda. Imieninowy nastrój prysnął.

Szłam i cały czas płakałam
Janina Skrynkowska- twierdzi, że tego dnia nie zapomni nigdy.

- Gdy dotarło do mnie, że mamy stan wojenny, a ja nie miałam pojęcia na czym będzie polegał, co nas czeka, złapałam czteroletnią córeczkę i poszłam do rodziców, Nie wiem, czego od nich wówczas oczekiwałam, ale z rodzicami zawsze bezpieczniej człowiek się czuje w sytuacji zagrożenia. Idąc cały czas płakałam i nie wiedziałam, jak małemu dziecku wytłumaczyć to, że mama płacze.

Przyszli i kazali opuścić zakład
Wilhelm- miał dyżur 12 grudnia w zielonogórskim Polmosie.

- Przy końcu drugiej zmiany przyszło do zakładu kilku oficerów wojskowych i, jak się później dowiedziałem, polecili portierom, żeby nikogo już na teren Polmosu nie wpuszczać.
Wychodząc, zobaczyłem ich i pomyślałem, że to jakaś kontrola. Ale oni, nie podając przyczyny, polecili, żeby sprawdzić, czy na pewno wszyscy pracownicy opuścili zakład. Zdziwiłem się, że wojsko wydaje polecenia, ale nadal myślałem, że dotyczy to kontroli zakładu, może pracy portierów. Dopiero w niedzielę 13 grudnia skojarzyłem, że chodziło o szczególne zabezpieczenie Polmosu w związku z wprowadzonym stanem wojennym.

Byłem wówczas „aparatczykiem"
Tak o sobie mówi Kazimierz, którego poprosiłam o podzielenie się swoimi wrażeniami z 13 grudnia 1981.

- Pracowałem w Wydziale Ekonomicznym KW PZPR. Dość dobrze pamiętam szczegóły tego. W przeddzień wprowadzenia stanu wyjątkowego wraz z serdecznym przyjacielem, nawiasem mówiąc, aktywistą Solidarności i jego szwagrem, kończyliśmy remont przedpokoju, zakładaliśmy nowe półki i drzwi do szaf wnękowych. Prace przeciągnęły się do późnego wieczora po czym tradycyjnie w ramach odbioru wypiliśmy po kilka kieliszków wódki, a że wszyscy byli zadowoleni spotkanie zakończyło się około trzeciej nad ranem. Jakie było moje zdumienie kiedy w godzinach przedpołudniowych odwiedził nas przyjaciel Tadeusz - pułkownik w stanie spoczynku i oznajmił że w nocy wprowadzono stan wojenny w związku z czym odwołał swój wyjazd z żoną do sanatorium i idzie zameldować się do wojskowego komisarza miasta.

Jeżeli o mnie chodzi nie odczuwałem jakiejś specjalnej grozy, spokojnie dokończyłem toaletę i ubierałem się właśnie do wyjścia gdy przyjechał po mnie kierowca, którego wysłali zaniepokojeni moją nieobecnością. Wieczorem wróciłem normalnie do domu. Wydaje mi się z perspektywy lat, że w Komitecie Wojewódzkim nikt z etatowych pracowników nie znał wówczas terminu wprowadzenia stanu wojennego.

Dla mnie to był szok
Mówi Ryszard, w tamtych czasach zawodowy wojskowy, dowódca kompanii w jednostce, w Biskupcu pod Olsztynem.

- Miałem małe dzieci, więc rano, jak większość, włączyłem telewizor na Teleranek, ale telewizor nie działał. Po jakimś czasie jest, ale przemawia gen. W. Jaruzelski. Wysłuchałem i był to dla mnie szok. Nic wcześniej nie wiedziałem i nie sądzę, żeby ktokolwiek z jednostki wiedział. Podejrzewam, że dowództwo było tak samo zaskoczone. Nie było żadnego trybu nagłego ściągania kadry. Zdawałem sobie sprawę, że sytuacja jest poważna i że powinienem stawić się w jednostce. Szybko się ubrałem i poszedłem do jednostki, dosyć długo czekałem, potem zaczęło się wszystko organizować. Wiedziałem, że dzieje się coś ważnego, ale nie wiedziałem co. Uważałem, że sprawa jest bardzo poważna. Sytuacja już wcześniej była napięta. Wyobrażałem sobie straszne rzeczy. Działała propaganda z jednej i drugiej strony. Była mowa o bojówkach robotniczych, organizacjach paramilitarnych, o zaznaczaniu krzyżyków przy dzwonkach do drzwi, z kim się trzeba rozprawić. Chodziło o wojsko i policję oczywiście. Straszono nas trochę Solidarnością, oporem społeczeństwa. To był ogromny stres, wielka niewiadoma, co będzie. Wyobrażałem sobie, że to będzie powtórka z roku 1970, z Gdańska. Bałem się o rodzinę, bo już wcześniej wyrzucano moją żonę z kolejki, że niby my, wojskowi mamy dobrze i nie będziemy innych objadać. Jednak najbardziej bałem się, że zostanę skierowany do działań przeciwko robotnikom i nie wiedziałem jak się zachowam. Miałem w sercu jakiś dylemat, co ja zrobię? Miałem też na pieńku z władzą, z komunizmem, bo w roku 1980 oddałem legitymację partyjną, co w wojsku było wtedy bardzo odważnym i ryzykownym wystąpieniem. Bałem się tego, co może nastąpić, co mnie czeka.
Na szczęście okazało się, że nasza jednostka nie bierze udziału w żadnych akcjach, większych działaniach, nigdzie też nie wyrusza do zabezpieczenia działań. Więc ogromna ulga.
Wprowadzono w naszej jednostce stan podwyższonej gotowości bojowej, dyżury, patrole. Ale stres spowodowany wiadomością o stanie wojennym i niepewnością jutra był ogromny.

Byłem funkcjonariuszem SB 
Mój kolejny rozmówca pragnie zachować anonimowość, co muszę uszanować i zamieniam się w słuch.

- 13 grudnia 1981 roku byłem funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa i byłem już bardzo zmęczony ciągłymi stanami gotowości. W kraju było niespokojnie, czuliśmy, że coś się szykuje, ale nie do końca wiedzieliśmy co. Praktycznie od kilku tygodni nie opuszczałem miejsca pracy, gdzie też nocowałem. 12 grudnia wieczorem też tam byłem. W Gdańsku obradowała Solidarność, spodziewaliśmy się zamieszek, rozruchów. Nagle stwierdziliśmy, że nie działają telefony. W budynku komendy wyłączyli je znacznie wcześniej, jak się okazało, żeby nikt, nikogo nie powiadomił. O północy zebrano nas wszystkich i powiadomiono o stanie wojennym. Szybko zorganizowano czteroosobowe grupy, które wyruszyły po ludzi, których należało internować. Ja znalazłem się w grupie (na własną prośbę), która szła po znanego zielonogórskiego działacza Solidarności. Tak się złożyło, że znaliśmy się dobrze, spotykaliśmy się towarzysko. Trochę się bał, żeby nie pomyśleli, że donosi. Nie donosił, był bardzo lojalnym działaczem Solidarności. Wiedziałem, że mogą być z nim problemy i, że gdy to ja pójdę, uda mi się go przekonać, żeby wszystko przebiegło spokojnie, żeby nie narobił sobie większych kłopotów. Nie myliłem się, początkowo nie chciał otworzyć, stawiał się, dopiero na moją prośbę wpuścił nas i po rozmowie, ubrał się, żeby z nami pójść. Moim zadaniem było przekonywać do podpisania tzw. lojalki i tak też robiłem, chociaż wiedziałem, że ten raczej nie podpisze. Nie myliłem się. Po zejściu do milicyjnej Nyski, okazało się, że ta nie chce ruszyć. Trzeba było pchać. Nasz internowany pchał razem z nami. Na komendzie zrobiłem mu herbatę, ale później zajęli się nim inni i wiem, że minęło sporo czasu zanim odzyskał wolność. Jednak po wyjściu internowania, przed wyjazdem z Polski, zaprosił mnie do siebie i razem wypiliśmy wódkę.
Tej samej nocy pojechałem jeszcze do jednego działacza i też go znałem, bo mieszkaliśmy po sąsiedzku. Był przewodniczącym Solidarności w jednym z zielonogórskich zakładów pracy. I tutaj do internowania nie doszło. Udało mi się go namówić do podpisania lojalki. Fakt, że później miał do mnie o to pretensje, bo miał, jako nie internowany, kłopoty z wyjazdem z kraju, a bardzo chciał. Dzisiaj jest daleko stąd.
Co czułem, czy się nie bałem? Wykonywałem swoje obowiązki służbowe, jak każdy pracujący. To była moja praca. Taki był ustrój. Po wprowadzeniu stanu wojennego poczułem ulgę, bo nam towarzyszył stan ogromnego napięcia znacznie wcześniej. Liczyłem, że się wreszcie wszystko uspokoi. Bałem się o rodzinę. Gdy zobaczyłem na swoich drzwiach wielki napis SB, spakowałem żonę, dziecko i wywiozłem na jakiś czas do teściów.

Kolejną osobą, którą zapytałam o dzień 13 grudnia 1981 jest p. Zbigniew Mrowiec, działacz Solidarności, który 13 grudnia 1981 został internowany. Udzielił mi tak obszernego wywiadu, że zdecydowałam się go opublikować, jako osobny artykuł, do przeczytania którego zapraszam. 

Zdjęcia

  • Generał Wojciech Jaruzelski
Bogusia
Autor:Bogusiagg: GG6410658

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Pintaliano
Pintaliano wt., 2011-12-13 06:18

Wykonała Pani

kawał dobrej roboty, gratuluję.
Nie chcę oceniać wypowiedzi osób, które zdecydowały sie na rozmowę z Panią. Dodam tylko, że w mojej pamięci z tamtego dnia pozostał głównie szok wywołany powszechnym nastrojem obawy a nawet strachu, wywołany nienajomością tego co kryje się za określeniem stan wojenny i troską o rodzinę.
Byłem wówczas daleko od domu. 

Pintaliano
Szwedka59
Szwedka59 wt., 2011-12-13 08:49

Ja w czasie stanu wojennego-

Ja w czasie stanu wojennego- nie 13 grudnia musiałam odwiedzić w szpitalu ojca. Zostałam zatrzymana w Lesznie i tylko dzięki żołnierzowi , który mnie poznał udało mi się wrócić do domu, bo nie miałam przepustki do innego województwa. Bogusiu popieram to co napisał Pintaliano: Kawał dobrej roboty.
Pozdrawiam.

Śnieżka
barszczewska
barszczewska wt., 2011-12-13 13:40

byłem wówczas "aparatczykiem"

czy byłem funkcjonariuszem SB- takie wyznania dzisiaj budzą we mnie wstręt. Oni przecież jeszcze teraz tym się chwalą. Wzburzył mnie ten artykuł. Tak, Bogusia wykonała ogromną robotę, ja jednak pomyślałabym o ludziach, którzy w tą noc byli wywlekani z łóżek i pomyślałam- Ludzie ludziom zgotowali ten los -zresztą zawsze byłam dumna z tego, że wśród moich przyjaciół i rodziny nie było takich aparatczyków czy SB-ków i dalej będę się tego trzymac.

barbara
Bogusia
Bogusia wt., 2011-12-13 20:11

Do barszczewskiej

@barszczewska:

Basiu, pomyślałam, o czym świadczy mój wywiad z p. Zbigniewem Mrowcem. Starałam się przedstawić opinie różnych osób, będących wówczas po "różnych stronach barykady", bo uważałam, że tylko taki materiał będzie ciekawy. Jak chyba każdy zauważył, ja się w artykule nie ustosunkowuję do wypowiedzi moich rozmówców. 

B.H.-D.
barszczewska
barszczewska wt., 2011-12-13 20:49

oczywiście

@Bogusia:

Ty odwaliłaś kawał dobrej dziennikarskiej roboty, bez ustosunkowania się, ja tylko napisałam o swoich uczuciach

barbara
Grunberg
Grunberg śr., 2011-12-14 09:32

Odwaga staniała  jak i

@barszczewska:

Odwaga staniała  jak i głupota. A w jakiej firmie Pani przkuwała  idee socjalizmu w czyn dla dobra socjalistycznej ojczyzny. Zapewnie gdy pobierała Pani nauki to była  represjonowana za swój wkład w prace społeczne, pochody 1 Majowe itd.

Lucyna
Lucyna wt., 2011-12-13 14:38

=(

"Nie sądźcie , byście sami nie byli sądzeni. "  Dopiero historia oceni czy stan wojenny był konieczny tak naprawdę i to też będzie zależało od tego kto ją będzie pisał.

Lucyna
Marek Pakoński
Marek Pakoński wt., 2011-12-13 14:40

Mnóstwo bardzo dobrej roboty

To się własnie nazywa dziennikarstwo obywatelskie. Pani Bogusiu - wielki plus i za ten artykuł, i za
Wspomnienia, przemyślenia i refleksje działacza Solidarności, internowanego 13 grudnia 1981 :)

-> Polecam myślenie. Wymagam go od wykształconych ludzi. /// Lubisz dobre electro? Słuchaj audycji Electrohead: https://www.facebook.com/ElectroheadZG <-
KOKO
KOKO wt., 2011-12-13 17:11

...

Wywiad z Generałem Wojciechem Jaruzelskim
Ten artykuł Pani Bogusi naprawdę jest wzorcowym przykładem porządnej, dziennikarskiej roboty. Gratuluję!
Załączam wywiad wideo z Generałem z 31 grudnia 1983 roku, a więc 2 lata po wprowadzeniu stanu wojennego. To jest tylko 55 minut, ale warto je raz jeszcze wysłuchać, bo to co słyszę od prawicowych publicystów i polityków, to jest to niepojęte. Generał cały cały czas powtarza to samo przez 30 lat. I nikt go nie słucha (przyjmując paradygmat, że próbuje się "tłumaczyć", że nie ma racji itp., że kłamie itp. itd.). Przepraszam, ale rzetelną dyskusję rozumiem poprzez wysłuchanie wszystkich stron. Od 30 lat więc, moim zdaniem, rzetelnej dyskusji o stanie wojennym do tej pory nie było.
Najbardziej mnie rozśmieszył film ze strony IPN poświęconej 13 grudniowi, którego nie powstydziliby się najlepsi propagandziści, jakich nosiła nasza planeta. :):):)
Moja ocena Generała związana jest z ideą zawartą w IV tomie sagi Diuny pt. "Bóg-Imperator Diuny" aut. Franka Herberta. Z perspektywy "boga-imperatora", "starego czerwia" władca ten rządził i działał dla dobra swoich poddanych (miał szerszą perspektywę i wiedział więcej), ale ludzie nazywali Leto tyranem i go przeklinali, choć nie wiedzieli tyle, co on (mieli węższą perspektywę). Ten "herbertowski" wątek tutaj umieszczam licząc na reakcję pewnego Starszego Współfana Diuny, który również jest MM-kowiczem. Maćku, liczę na ciebie! :P
A tutaj pełne i niezmodyfikowane wystąpienie Generała o szóstej rano 13 XII 1981 r.

swierszczyk
swierszczyk wt., 2011-12-13 17:41

Za wspaniałą pracę kciuk do góry,...

(choć temat ponury),...
co do historii,...
to z prawa czy z lewa,...
każdy swą piosnkę śpiewa,...
przykład: tablica pod filharmonią,...
nie będę się powtarzał,...
ale doradzam,...
wczytać się w "KOLSZAKA",...
"myśl" nie byle jaka,...
słuchajmy różnych stron,...
co do dzisiejszego dnia,...
schowajmy broń,... 
młodzież już tego nie słyszy,...
a,... "w przyszłość idźmy  !!!"  krzyczy,...
dajmy PRAWDĘ młodzieży,...
a może starszym uwierzy,...  

KOKO
KOKO wt., 2011-12-13 21:03

...

Jak ktoś nie ma ochoty "słuchać": tekst przemówienia telewizyjnego oraz tekst przemówienia na XI Plenum PZPR. Jak obejrzycie całe przemówienie telewizyjne (24 minuty) to zauważycie po drobnych gestach, że Generał był zdenerwowany/zestresowany. Wyraźnie to widać w 21-22 minucie, jak trzęsie się kartka i jak trzęsie się ręka, która odkłada kartkę. Dlaczego uważam, że to jest skutek stresu? Tutaj może to zabrzmieć dość nieprzekonująco, bo się odwołam do własnego doświadczenia. Często też mam takie reakcje podczas publicznych wystąpień, a także wielokrotnie zauważałem u moich kolegów i koleżanek wygłaszających jakieś przemówienia, a będących jak ja niewprawnymi mówcami. Nie znam prawdziwych intencji (i w nie nie wnikam, bo nie piszę tu historii, a analizuję przemówienie tv) Generała, ale tylko z tego przemówienia widać, jakoby Generał naprawdę wierzył, w to co czyta (to też potwierdza przemówienie na Plenum, gdzie pozwolił sobie na więcej szczerości niż przed kamerą telewizyjną.

Dlaczego tak zachęcam do obejrzenia całości przemówienia telewizyjnego, bo magluje się pierwsze 5 minut. Pokazuje się tylko wybrane fragmenty. Ja to rozumiem, nierzadko fragmentaryzowanie różnych wypowiedzi archiwalnych jest wskazane (dla potrzeb dydaktycznych w szkole, kiedy czas jest ograniczony), ale nie można przesadzać i odwoływać się do całości (lub pamiętać, mieć na uwadze itp.). Przemówienie telewizyjne Generała poprzez wybrane fragmenty (zwykle to były pierwsze minuty) uległo zniekształceniu. Trzeba je analizować jako całość.

Różne filmiki na Youtube często prezentują naprzemiennie przemówienie Generała z zdjęciami walk ulicznych i melancholiczną muzyką. Nie mam zamiaru ani chęci krytykować ich twórców, ale poniekąd robią taką trochę krecią robotę propagandową. Kto zna pisma Goebbelsa, ten wie o co mi chodzi.

To przemówienie telewizyjne, które znamy, było drugą wersją. Generał nie miał zastrzeżeń do pierwszego nagrania, ale jak sam mówił, chciał poprawić swoją gestykulację. Znane nam przemówienie zostało przez niego znacznie rozszerzone. TVP Info dotarło do pierwszej wersji autorstwa płk. Wiesława Górnickiego. Artykuł, który zalinkowałem, jest, moim zdaniem, bardzo rzetelny. Pochodzi z 13 XII 2009 r.

Bogusia
Bogusia wt., 2011-12-13 22:07

Dziękuję

wszystkim, których moje dwa ostatnie artykuły zainteresowały i je skomentowali (traktuję obydwa jako całość). Dziękuję za ich uzupełnienie, w postaci linków do innych wiadomości, cenne uwagi i opisy swoich przeżyć z 13 grudnia 1981. Nie ukrywam, było sporo pracy, poświęciłam na zebranie materiału i jego opracowanie ponad tydzień, ale widzę, że warto było.

B.H.-D.
Bogusław_ZG
Bogusław_ZG śr., 2011-12-14 09:54

Ciekawe kiedy "historycy" zaczną pisać,

że ludzie poczuli ulgę. Mogli spokojnie pracować bez nawoływania solidarnościowców do strajku.
A w drodze z pracy kupić wreszcie makaron na rosół, kura od małorolnej cioci traciła ważność w zamrażarce wypchanej po brzegi zapasami wykupionymi po wielogodzinnych kolejkach.
Jesienne półki sklepowe zawalone octem na niewiele się przydały, grzyby nie obrodziły. :(