Jak i kiedy Amerykanie wyzwolili Grünberg [fragment I]
Przez dziesięciolecia Zielonogórzanie wierzyli, że Grünberg wyzwoliła Armia Czerwona a Gruzin Józef Stalin był Przyjacielem Polaków. Od jakiegoś czasu politycy i historycy sugerują, że było inaczej. A może było całkiem inaczej?
Działo się 12 sierpnia 1944 roku
Na podgórzu sudeckim
Dwaj oficerowie Adams koło zamku Czocha
Hans Adams dowiedział się o akcji majora Woloschansky'ego penetrującego podsudecki zamek Czocha. Uznał to za wspaniałą okazję ucieczki od Hitlerowców.
Dwaj umundurowani oficerowie Wehrmachtu, w stopniu Hauptmana, Hans Adams i Jonathan Adams udali się do jednostki w Hirschbergu. Pod pozorem odnalezienia szkolnej sympatii pojechali koło zamku Czocha. Poddali się majorowi Woloschansky'emu. Był przy tym reporter z „The Wall Street Journal".
Działo się 24 stycznia 1945 roku
Miasteczko Vandey południe Francji
Szalony pomysł akceptuje generał
W uroczym saloniku willi „Liberty" zebrało się kilkoro ofice-rów w mundurach brytyjskich i amerykańskich. Bardziej swobodni towarzysko amerykanie otoczyli seksowną blondynkę w dystynkcja-mi kapitana RAF-u. Rozbierali ją wzrokiem co zresztą nie było trud-ne albowiem mundur kapitanki był wyśmienicie skrojony i jeszcze lepiej uszyty. Nie tyle żeby osłaniać oficerskie ciało ale ten mundur wręcz je opinał a nawet uwypuklał wszystko co materia miała zasło-nić od kolan w górę. Kapitan John Adams w swej swobodzie poszedł na całość:
-Czy pani kapitan skakała że spadochronem- zapytał i czekał na odpowiedź.
-Dotąd nie miałam okazji a moje służbowe zajęcia sztabowe nie wymagały tego typu doświadczeń- odpowiedziała.
-I dobrze i źle się składa. Kobieta o tak anielskiej aparycji powinna umieć zlatywać z nieba. Ja na szczęście, mając uprawnienia instruktora spadochronowego dam kilka lekcji pani kapitan. Najpierw dla zachęcenia zapraszam do skoku na jednym spadochronie, moim. W moich opiekuńczych ramionach- wypalił wręcz obcesowo ale szczerze.
Kapitanka jakby się zarumieniła. Wzięła głębszy oddech i tonem usprawiedliwienia oświadczyła:
-Jam wychowana w porządnej rodzinie mogę wejść w męskie ramiona dopiero po ślubie a przynajmniej po oficjalnych zaręczy-nach. Muszę zapytać mamusi czy pozwoliłaby mi zawierać aż tak bliskie stosunki z oficerem jakby nie było innej armii.
-A mówili mi w Ameryce, że Europejczycy są odmiennym społeczeństwem. Ale ja lubię dziwne wyzwania. Jak tylko dostanie-my urlop po udanej akcji jestem gotów jechać do szanownej mamusi by wyprosić zgodę na wzięcie córki w swe amerykańskie ramiona- zadeklarował kapitan John Adams.
Z grona oficerów przysłuchujących się tej uroczej wymianie męsko- damskich poglądów zabrał głos komandor Pudding.
-Życzliwie zwracam uwagę panu kapitanowi, że w swej nazbyt swobodnej rozmowie wypowiedział pan słowa mogące być potraktowane jako oświadczenie. Oficerski honor, przynajmniej angielski, nakazuje podtrzymania tego zobowiązania i kontynuowania starań o rękę. Ostrzegam, że jeśli pani kapitan nie zechce tego obrócić w żart to będę świadczył iż pan publicznie taką propozycję czynił. Oczywiście, oczekuję uwzględnienia mnie z żoną na liście zaproszo-nych na wasz ślub.
Dalszą rozmowę przerwało otwarcie drzwi saloniku. Jakiś oficer zaanonsował:
- -Generał lotnictwa USA, Walter Bedell Smith- i wszyscy wyprostowani w postawie należnej tak wysokiej szarży skierowali swoje oczy w kierunku skąd generał wchodził.
Generał przywitał się ze wszystkimi obecnymi w saloniku.
-Spotykam się z panami oficerami w miejscu cywilnym albo-wiem sprawa nie mieści się w oficjalnej doktrynie wojennej. Jednak pomysł mnie na tyle zaciekawił, że zapraszam do poufnej rozmowy- generał zaprosił do krzeseł otaczających stolik w stylu Ludwika XIV.
Zaczął oficer RAF-u w stopniu pułkownika:
-Gdy nasz pododdział specjalny pod dowództwem majora Woloschansky'ego spełniał misję wykradzenia Niemcom maszynerii deszyfrującej z zamku Czocha, poddali się dwaj osobnicy w mundu-rach oficerów Vehrmachtu, obaj w stopniu Hauptmana.
Przesłuchanie ujawniło, że jeden z nich, nazwiskiem Hans Adams jest autentycznym oficerem Stalagu Luft 3 Sagan w którym zgrupowani są lotnicy angielscy i naszych armii sprzymierzonych, zestrzeleni w czasie akcji lotniczych nad terytorium niemieckim. Drugi z oficerów niemieckich to przebrany nasz kapitan John Adams, Amerykanin w służbie RAF-u , uciekinier z tego obozu jenieckiego. Między tymi oficerami wrogich sobie armii zawiązała się rycerska przyjaźń, prawdopodobnie spowodowana identycznością nazwiska. Panowie mają propozycję i prośbę do armii Jego Królewskiej Mości- przedstawiał pułkownik a dwaj oficerowie już stali obok siebie, w zasięgu wzroku generała.
-Czytając codzienne raporty o ilości nalotów, tonażu zrzuco-nych bomb i o zestrzeleniach przeciwnika okupionych stratami na-szych samolotów i ich bohaterskich pilotów sprawa ta jest na tyle inna i ciekawa, że zdecydowałem się na to spotkanie.
Gratuluję panom dołączenia do sił wyzwalających Europę spod nazizmu. Wprawdzie panu Hansowi Adams nie mogę zagwa-rantować analogicznego stopnia w armii Jego Królewskiej Mości ale obiecuję, że jego odważny krok pomagania Johnowi Adamsowi w dotarciu do naszego pododdziału będzie wyważony i nagrodzony. A teraz wysłuchuję waszej propozycji.
-Panie generale- zaczął kapitan John Adams. -Od pana Hansa Adamsa dowiedziałem się, że w mieście Grünberg przebywał John Quincy Adams, późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych. Biorąc udział w wielkiej ucieczce oficerów ze Stalagu Luft 3 Sagan nie kie-rowałem się jak inni na zachód ale na wschód, do Grünbergu. Chcia-łem zobaczyć miasto pielęgnujące pamięć pobytu Quincy Adamsa.
Hans o tym nie wiedział. Ja przez kilka miesięcy ukrywałem się w leśniczówce. Gdy się uspokoiło po akcji poszukiwawczej naka-zanej przez Himmlera ostrożnie nawiązałem kontakt z Hansem. On miał dostęp do nasłuchu radiowego i dowiedział się o amerykańskiej akcji w zamku Czocha. Zaryzykował wspólną wyprawę i dlatego jesteśmy razem, znowu z Anglikami.
A teraz do rzeczy. Chciałbym zaproponować aby wojska amerykańskie i angielskie wyzwoliły miasteczko Grünberg zanim zajmą je wojska Stalina. Jesteśmy to winni szanowanej w tym mieś-cie pamięci do pobycie Prezydenta Adamsa. Czyż nie zaskakującym zrządzeniem wojennego losu byłoby wyzwolenie tego miasta przez wojska w składzie których byłby Amerykanin Adams?
Generał uśmiechnął się a figliki w oczach wskazywały, że pomysł mu się podoba. Miał swoje porachunki ze sztabowcami Armii Czerwonej i chętnie by im wyciął taki numer.
-Panowie! Chyba nas poczęstują dobrym francuskim winem. To ułatwi nam głośne rozmyślania jak zrealizować pomysł kapitana Johna Adamsa. Słucham. Nasze wojska już wyzwoliły Strasbourg. Dysponujemy profesjonalnym lotniskiem umożliwiającym wykorzys-tanie do akcji wszelakich samolotów. Co sztabowcy na to?
Wniesiono tace z kieliszkami. Dwaj kelnerzy nalewali wino. Atmosfera się rozluźniła chociaż przy pani kapitan zrobił się mały tłok chętnych do spełnienia toastu.
-Panie generale. Colonel Clark Ivory Garret prosi o wysłu-chanie.
Oczy wszystkich zwróciły się na barczystego pułkownika który oczekiwał generalskiego przyzwolenia. Ujrzawszy skinienie generalskiej głowy pułkownik powiedział:
-Na przeszkodzie tej akcji zdaje się stoją porozumienia przy-wódców trzech mocarstw o podziale Europy. Nasze wojska idą ku Berlinowi z zachodu. Teren Śląska, gdzie leży Grünberg mają wyz-walać Rosjanie. Gdybyśmy znaleźli powód aby uzyskać od Rosjan zgodę na przelot naszych samolotów? Ja widzę taki pretekst. Otóż Rosjanie oblegają Festung Breslau i chyba przyjmą naszą pomoc w dywanowym zbombardowaniu miasta zamienionego w twierdzę. Już mielibyśmy pretekst przebywania na sto pięćdziesiąt kilometrów od Grünbergu. W odległości sześćdziesięciu kilometrów jest następne strategiczne miasto Glogau. Też możemy puścić kilka bombowców. I jeszcze ważne miasto nad Odrą to jest Crossen. Rosjanie chyba przyj-mą naszą pomoc. I droga wolna dla kilkunastu samolotów towarzy-szących naszym bombowcom.
W tych dodatkowych samolotach zmieścimy batalion ochot-ników. Wylądują na dwu lotniskach polowych jakie Niemcy mają w okolicach Grünbergu. Nie wiem jak miasto jest uzbrojone ale to już rola wywiadu a może Hauptmann Hans Adams zna zdolność bojową obrony miasta.
Generał aż się podrapał w głowę. Kazał sobie dolać wina i powiedział:
-Podoba mi się ta koncepcja nadzwyczajnej przygody bojo-wej. Mianuję colonera C.I.Garreta szefem specjalnej grupy przygoto-wującej tajną akcję pod kryptonimem „Quincy Adams". Osobiście zaproponuję Sowietom pomoc w bombardowaniu tych trzech miast.
Oczywiście, o niczym więcej oficjalnie nie będę wiedział choć mam nadzieję, że nasz przełożony Marszałek Lotnictwa Trafford Leigh-Mallory da ciche błogosławieństwo. On też chciałby wywinąć Sowietom jakiś numer. Właśnie zbliża się kolejna konferencja, tym razem Wujek Stalin zaprosił do Jałty na Krymie. Przez tydzień sztaby i prasa wojskowa będą zajęte rozmowami Stalina, Roosevelta i nasze-go premiera Churchilla. Panie pułkowniku Garret! Do dzieła! Za pomyślność akcji „Quincy Adams".
* * *
Nawet regionalni historycy, kształceni na miejscowych uczel-niach nie mogli uzyskać tej wiedzy na studiach. Na szczęście siostra historii legenda przetrwała w komputerze Zdzisława Piotrowskiego i przywołana w potrzebie zakwitła szczegółowym opisem co właśnie przeczytaliście.
* * *
Zobacz nas na facebooku:
strona portalu Moje Miasto Zielona Góra
strona bezpłatnego tygodnika miejskiego MM Moje Miasto Zielona Góra



























Kontakt:
Co by Szambelan Zdzisław Piotrowski nie
grzmiał, że żaden krytyk na mmce się znalazł jego dokonań literackich, przeto rzeczę co mi leży na wątrobie po przeczytaniu. Zachęcony, a raczej zmolestowany przez Szambelana, zgodnie z biblijną przypowieścią, której morałem jest "kołaczcie a otworzą wam". I faktycznie, nie z własnej nieprzymuszonej woli, ale po wielokrotnym przeczytaniu jakaż to krzywda Szambelonowi się dzieje postanawiam zabrac głos i skomentowac.
1. Pomysł dobry. Niegłupi punkt zaczepienia i powiązanie Zielonki ( w sumie nieznanej pipidówki), a w czasie II Wojny Światowej kilka pipidówek miało swoje "5 minut". Nie przymierzając, pierwsze z brzegu belgijskie Ypres, Eupen, Malmedy etc.
2. Trochę "miałkie". U szambelana w pisarstwie wszyscy bohaterowie mają "mózg szambelana". Są szambelańsko błyskotliwi, trochę staromodni, trochę tacy właśnie "miałcy". Jakoś tak dobrze zarysowanego czarnego charakteru mi brakuje. Wieśniactwa, "dormiunt aliquando leges" etc.
3. Rewolucja seksualna zaczęła sie w latach 60-tych w USA, a u pana Szambelana żołnierze wzrokiem rozbierają panią kapitan, opiętą "zgrabnie" mundurem. Gdybym pisał o tamtych czasach to bym mniej sugestywnie podszedł do tego zagadnienia.
4. Pomysł wyzwolenia Griinbergu mi nie pasuje. Czemu? Bo na myśl przychodzi, że w tym Griinbergu siedzą umęczeni Polacy i czekają aż ich ktoś (USA albo ZSRR) oswobodzi. Griinberg był niemiecki i może później propaganda używała słowa "wyzwolenie", ale z uwagi na poprawnośc historyczną raczej byłbym za słowem "zdobycie".
5. Uwarunkowania historyczne są takie a nie inne, że gdyby Amerykanie zaproponowali Niemcom pomoc w forsowaniu linii Odry (Breslau, Glogau, Crossen) to Sowieci z pewnością odebraliby to jako komunikat w ich stronę, ze dalej mają się nie poruszac, a ZSRR podczas zwycięskiego marszu miało znacznie większe ambicje. Słynna jest anegdota z tamtego okresu kiedy Churchill gratulował Stalinowi postepów i sukcesów bojowych i gdzie wygladało na to, że zwycięskie armie spotkają się w Berlinie. Stalin miał powiedziec słowa: "Aleksander (car Aleksander, który przegonił armię Napoleona- przypis mój) był w Paryżu". Te słowa skonfundowały całe środowisko aliantów, ale taki był właśnie "dziadzia" Stalin. Znając charakter Stalina i jego "taktyczne" posunięcia militarne, jak chocby pozwolenie na wykrwawienie się Powstaniu Warszawskiemu, śmiem twierdzic, że Pana założenie nie miałoby szans na realizację i mogło ostro namieszac w trudnym przymierzu aliantów.