I.W. Miczurin – prawda, mity i propagandowe przekłamania
W ten sposób zamiast szerzyć wiedzę, czyni duże szkody w umysłach, szczególnie ludzi młodych, podatnych na zapamiętywanie internetowej wiedzy.
Po przeczytaniu artykułu " Potrafił Miczurin siać pszenicę na wiecznej zmarzlinie, to zielonogórska ogrodniczka hoduje iglaki w barwach miejskich " nie zdzierżyłem i postanowiłem napisać artykuł, który można nazwać wyjaśniającym lub polemicznym.
Sam tytuł artykułu Szambelana jest już wielkim delikatnie mówiąc przekłamaniem, gdyż Miczurin nigdy nie zajmował się uprawą zbóż.
Z nazwiskiem Miczurin zetknąłem się już jako dziecko a gdy dorosłem, miałem możliwość zwiedzić instytut naukowo – badawczy sadownictwa i dom – muzeum Miczurina w Miczuryńsku.
Zacznę od życiorysu. Iwan Władimirowicz Miczurin urodził się 27 października 1855 w Rosji w rodzinie szlacheckiej niedaleko Kozłowa w obwodzie riazańskim.
Jako, że ojciec i dziadek interesowali się sadownictwem więc i u młodego Miczurina te zainteresowania były naturalne. Marzył o stworzeniu nowych odmian by urozmaicić ubogie sadownictwo w Rosji.
Po ukończeni szkoły powiatowej w Prońsku przy pomocy wuja dostał się do gimnazjum w Riazaniu ale szybko został zniego wydalony „za brak szacunku dla przełożonych". Ojciec od kilku lat już nie żył.
Zdany na własne siły rozpoczął pracę na kolei gdzie przepracował 12 lat na różnych podrzędnych stanowiskach, nie porzucając ani na chwilę prac nad poszukiwaniem dróg do wyhodowania nowych odmian roślin drogą aklimatyzacji, odpornych na rosyjskie mrozy.
Aklimatyzacja roślin południowych to był jego pomysł.
W 1875 roku wydzierżawił 5 arową działkę gdzie zebrał 600 południowych odmian roślin jadalnych ale próby nie powiodły się. Ostre zimy zrobiły swoje i ocalało tylko trochę jabłoni.
Założył rodzinę ale nadal większość pieniędzy przeznaczał na swoje badania a ogród teściów zawłaszczył na swoje potrzeby.
Po porzuceniu błędnej metody aklimatyzacji postanowił podjąć prace nad wyhodowaniem nowych odmian drzew i innych roślin poczynając od nasion. Była to żmudna praca na wiele lat, której mógł podołać tylko amator pasjonat.
Na własnoręcznie wyhodowanym materiale, drogą szczepienia, krzyżowania roślin Miczurin tworzył nowe ich odmiany, odporne na mróz i choroby, przydatne do uprawy w surowym klimacie.
Zaczynało brakować miejsca i w 1888 roku kupił 12 hektarów w Turmasowie niedaleko Moskwy. Gdy umierał w 1935 roku, kołchozowy sad w Turmasowie liczył już 2500 hektarów.
Jego osiągnięcia już na początku XX wieku zyskały mu uznanie nie tylko w Rosji.
Gdy w 1912 roku car nadał mu order Świętej Anny III stopnia, z USA napłynęło zaproszenie do pracy w tym kraju i oferta kupna całej kolekcji roślin. Oferty tej Miczurin nie przyjął.
Po wybuchu rewolucji w 1917 roku przeszedł na stronę bolszewików. W 1920 roku z założonego przez niego
sadu rozprowadzono już 50 tys. szt. drzewek.
Udokumentowanych jest ponad trzysta odmian drzew i krzewów owocowych stworzonych przez Miczurina.
Wiele z nich uprawianych jest do dzisiaj także w Polsce a materiał można zakupić w gospodarstwach szkółkarskich.
W starych poniemieckich sadach na ziemi lubuskiej można jeszcze spotkać wiele jabłoni, za ojca których należy uznać Miczurina.
W dowód uznania osiągnięć w 1931 został odznaczony został Orderem Czerwonego Sztandaru Pracy a za rok miasto Kozłow zostało przemianowane na Miczuryńsk. Na rok przed śmiercią Miczurin został nawet członkiem Akademii Nauk ZSRR i Wszechzwiązkowej Akademii Nauk Rolniczych w Moskwie.
Zmarł w Miczuryńsku / ZSRR / 7 czerwca 1935 roku.
Po śmierci, wbrew swej woli stał się narzędziem i bohaterem propagandowej kampanii ideologicznej, czego pokłosie można i dzisiaj odnaleźć w artykule Szambelana.
W części drugiej artykułu napiszę o miczurinowskich odmianach drzew i krzewów owocowych, teoriach Miczurina i Łysenki oraz efektach ich wdrażania.




























Kontakt:
Zapewne Miłościwie Nam Panujący (MNP) Moderator uzna, że
"dowcipny" felieton Szambelana o kolorystyce deptakowych iglaków ZAINSPIROWAŁ pana Pintaliano do napisania 2 artykułów zgoła naukowych, do ktorych nawet Wielce Uczony Anonim (WUA) grynberg się nie doczepi.
I to by było na tyle.
To też jest metoda,
obwinić czytającego, że nie pojmuje dowcipu felietonowego.
Ja jednak nadal dowcipu nie widzę.
Podobnie zresztą nie uznałem za dowcipne żartów niektórych kabareciarzy na ostatnim festiwalu, chociaż postaci obśmiewane są mi całkowicie obojętne.
A może ja muszę się podszkolić w pojmowaniu dowcipów ?
No Panie Szambelanie. A FE!
Żartować sobie z bohaterów odznaczonych Orderem Lenina? Paaaan??
Kurde! To ja, jak tylko wspominam Towarzysza Gierka, na baczność staj...
Ołć, krzesło od d za daleko się odsunęło przy powstaniu i usiadłaem... :((
Alle boli. :(
Przyznam, nie znam na tyle efektów miczurinowskiej genetyki,
by w przedmiotowej sprawie zabierać głos. Natomiast metoda przypomina mi techniki stosowane przez Edisona, którego nikt przecież za głupka nie uważa (któżby śmiał, prawda?). Otóż poczytajcie sobie państwo, ile prób dokonano by uzyskać skutecznie działającą i w miarę tanią żarówkę. Próby, błędy, próby, błędy, próby, błędy, ... ... ... i gdzieś tam, kiedyś, oczekiwany efekt.
A lata trzydzieste XX wieku, akademik Łysenko, radziecka genetyka? Poczytajcie 'Biełyje odzieżdy' Dudincewa. Historia lubi się powtarzać, w naszych czasach obserwuję rozkwit nauk historycznych pod czujnym okiem IPN ;-))).