Internet i rozrywka informacyjna
Obrazek autorstwa pat69 pochodzacy ze strony http://demotywatory.pl/
W prowadzonej dyskusji w komentarzach do mojego artykułu „Współczesne media i my” (http://www.mmzielonagora.pl/artykul/wspolczesne-media-i-my-39465.html) Narya (dziękuję) zaznajomił mnie z pojęciem „rozrywki informacyjnej” jako swoistego opisu obecnej kondycji współczesnego systemu dostarczania informacji. W zasadzie nie tylko do systemu upowszechniania treści się to pojęcie stosuje, ale również do samych tych treści. Główną przyczyną tego jest (moim zdaniem) kryzys autorytetu dziennikarza, jako swoistego wzorca z Sevre dla rzetelnej i inteligentnej informacji.
Przypomnijmy sobie na początek, jak do było drzewiej...
Jedynym źródłem informacji dla człowieka jeszcze 20 lat temu była telewizja, radio i prasa (oraz wieści z drugiej ręki – czyli co Kowalski słyszał i co nam powiedział). Z racji utrudnionej (również z uwagi na wojnę ideologiczną pomiędzy systemami politycznymi) komunikacji i współpracy między mediami na całym świecie, jedną z najważniejszych osób w redakcjach mediów był REPORTER ZAGRANICZNY – człowiek który dłuższy czas przebywał w dalekich krajach, nasiąkał inną kulturą i dostarczał informacji nie tylko najważniejszych i najbardziej „chwytliwych”, ale również opowiadał w swoich reportażach o codziennym życiu ludzi w dalekich krajach. Koronnym przykładem była postać Ryszarda Kapuścińskiego – wspaniałego dziennikarza, ale przede wszystkim humanisty, czyli człowieka, który spełnia rolę „tłumacza kultur, atakuje powszechnie panującą ignorancję, stereotypy, przesądy.” (Wojciech Jagielski, „ZNAK” NR 621, LUTY 2007).
Dotyczyło to również oczywiście dziennikarzy krajowych i lokalnych – warsztat dziennikarski oznacza bowiem wiedzę i umiejętność wyboru pożądanych treści dla czytelników/widzów/słuchaczy – i przystępnego, a jednocześnie inteligentnego ich przekazania. Dziennikarz to element łączący lokalność z poziomem krajowym i globalnym, informuje bowiem lokalność o tym co dzieje się „na zewnątrz”, ale również przekazuje zewnętrzu to, co dzieje się w lokalności.
Oczywiście piszę o pewnej idei – z praktyką bywało jak zwykle – różnie. Faktem jest jednak, że w dobie ograniczonego dostępu do informacji, autorytet dobrego dziennikarza był o niebo większy, niż obecnie.
Jak wspomniałem w komentarzach do „Współczesne media i my” - autorytet ten opierał się na naszej wierze, czy też przekonaniu, iż dziennikarz jest specjalistą od wyboru treści dla nas ważnych i interesujących nas (przykładem - dziennikarz muzyczny, który wystawiając recenzję danego albumu jednocześnie pełni rolę animatora kultury – zachęcając do zapoznania się z czymś, lub właśnie to odradzając). Wybrane przez dziennikarza tematy powinny być bowiem zawsze tematami ważnymi społecznie lub kulturowo – i pełnić tzw. funkcję „ubogacającą” - pod wpływem treści powinniśmy się rozwijać intelektualnie, moralnie, duchowo...
„Przyspieszenie i spłycenie informacji we współczesnych mediach jest przez to między innymi niebezpieczne, że upowszechnia stereotypy. Szybko! Szybko! Nie ma czasu na szczegóły, wieloznaczności, różnice, odcienie. Coś jest białe albo czarne i tyle – ostrzegał Kapuściński w Lapidariach. „ - pisze Wojciech Jagielski – i właśnie owo szybko, szybko powoduje nie tylko chaos informacyjny i śmietnik informacyjny, ale prowadzi do „rozrywki informacyjnej”.
Współczesny statystyczny dziennikarz nie ma specjalnie czasu na dogłębne poznawanie tematu, na emocjonalne podejście, na namysł filozoficzny, na szukanie podwójnego dna, czy na zastanawianie się nad wpływem propagowanych przez siebie treści na odbiorców. Współczesny dziennikarz nie tyle poznaje i przybliża informacje, a je produkuje. Wiele serwisów internetowych „żeruje” na prasie, swe artykuły opierając na treściach z niej zaczerpniętych (mówię tu o serwisach czysto internetowych, nie zaś tych powiązanych bezpośrednio z gazetami i czasopismami, jak np. portal http://www.gazetalubuska.pl
i Gazeta Lubuska). W ten sposób następuje proces kopiowania i adaptowania do własnych potrzeb informacji już wytworzonej. Kultura „kopiuj- [zmień] -wklej" to nie tylko wymysł leniwych uczniów i studentów – to codzienność wielu dziennikarzy. W dobie wielkiego przyspieszenia obiegu informacji coraz częściej przecież spotykamy się ze zjawiskiem „braku tematów” - a że o czymś napisać trzeba, pojawiają się tematy „zastępcze”, czyli plotki, ploteczki, michałki, treści mało ważne i... częstokroć mało wiarygodne.
Jeśli dołączymy do tego procesu wypływający z umasowienia kultury pęd do konsumowania informacji szybkiej, lekkiej i przyjemnej, mającej dać chwilowe zaspokojenie ciekawości i pozostawić pozytywne wrażenie – trend przynoszący oglądalność (czy klikalność) ale nie pozostawiający śladu w odbiorcy – zaczynamy docierać do sedna „rozrywki informacyjnej”.
Nawiążę teraz – żeby lepiej wytłumaczyć swoje podejście – do teatru.
W teatrze i innych sztukach scenicznych, z którymi miałem do czynienia, powiada się tak: jeśli chcesz wystąpić na scenie, musisz wiedzieć PIĘĆ podstawowych rzeczy:
1. KIM JESTEŚ?
2. CO MÓWISZ
3. DO KOGO TO MÓWISZ?
4. PO CO TO MÓWISZ?
5. JAK TO MÓWISZ?
I zauważmy - punkt 5 jest OSTATNIM w procesie budowania postaci scenicznej, a także spektaklu (jak i każdego innego przekazu). Dzieje się tak dlatego, że w sztuce scenicznej ważny jest PRZEKAZ a nie jego FORMA. Widz ma spektakl przeżyć – śmiać się, płakać lub złościć, widz ma o spektaklu myśleć i opowiadać znajomym, a nie tylko bezrefleksyjnie obejrzeć i po wyjściu przez pół godziny DOBRZE SIĘ CZUĆ.
Zasadniczo te 5 punktów, jak i cel – przekaz (i przeżycie odbiorcy) można odnieść również (pod pewnymi obostrzeniami) do procesu tworzenia przekazu medialnego. W przekazie medialnym jakiego pragnelibyśmy, wyglądałoby to zatem mniej więcej tak:
-
Jestem kompetentnym dziennikarzem, który ->
-
Przekazuje ważne treści ->
-
Ludziom, którzy oczekują ode mnie profesjonalizmu ->
-
Aby ich zaciekawić, wzbogacić ich wiedzę, wywołac przeżycie, zostawić w nichg ślad ->
-
Mając więc treść napisze ją tak a tak...
„Rozrywka informacyjna” powstaje natomiast w chwili, gdy wszystko odwracamy i stawiamy ową hierarchię na głowie - aż przyjmuje ona postać taką:
1. JAK TO MÓWISZ?
2. PO CO TO MÓWISZ?
3. DO KOGO TO MÓWISZ?
4. CO MÓWISZ
5. KIM JESTEŚ?
A zatem najważniejszym etapem tworzenia jest WYBÓR FORMY I TARGETU – grupy docelowej. Treść przekazu i jego twórca stają się niewiele ważne, jako że nie wpływają one istotnie na przekaz (a wręcz mogą go zakłócać). A zatem w takiej strukturze:
-
Ważne aby pisać/mówić łatwo i przystępnie, kolorowo i językiem młodzieżowym, na luzie ->
-
Żeby zaciekawić, przykuć uwagę, nie nudzić ->
-
Ludzi którym nie chce się czytać długich i trudnych tekstów, w zasadzie ludzi którym nie chce się czytać po prostu ->
-
Treść zatem jest zupełnie dowolna, oby była dość modna i rozpoznawalna, a zatem wpływ ->
-
Pisacza tekstów ogranicza się do pewnego odtwarzania sztampy treściowej – ma być punktem wymiennym, albowiem teksty mają być do siebie podobne niezależnie od twórcy
Czym jest „rozrywka informacyjna zatem”? Ano wspomnianym przeze mnie we wcześniejszym artykule pajączkiem łażącym po Papieżu. Krawatem czy krzesłem Prezydenta podczas spotkania międzynarodowego. Reklamówką Pani prezydentowej. A dalej – tym co je gwiazda filmowa, gdzie się ubiera słynna tancerka, gdzie sika znany piłkarz. A jeszcze dalej – opisami i rankingami ubiorów gwiazdek seriali, nowymi butami kierowcy rajdowego, czy ćwiekiem na języku córki służącej prezentera telewizyjnego. Doskonale puentuje to obrazujący niniejszy artykuł jeden z lepszych demotywatorów, jaki ostatnio widziałem naśmiewający się z programu „Taniec z gwiazdami” - „NOWA EDYCJA! Taniec z osobami które znają gwiazdy!”
A ile takich treści pojawia się co chwile w Internecie? Oto licznik orientacyjnie pokazujący, ile od chwili naszego wejścia na tę stronę wytworzono na świecie wpisów na blogach, założono profili na Facebooku, obejrzano filmów na Youtube, dokonano wyszukań w Google... Nie zdajemy sobie zazwyczaj sprawy ile tego jest...
http://www.personalizemedia.com/garys-social-media-count
Co można z tym zrobić? Niestety nie za wiele. „Rozrywka informacyjna” jest zjawiskiem, które jest zapętlone w sprzężenie zwrotne – oto dziennikarze produkują treści, które mają nie dostarczać informacji, a rozrywki, bowiem odbiorcy tego oczekują... Odbiorcy zaś konsumują takie treści, bowiem dziennikarze głównie takie właśnie produkują. Tak czy siak znaleźć je jest znacznie łatwiej, niż zawodowe i ambitne dziennikarstwo (długie i męczące teksty, które czyta się dłużej niż minutę, dotyczące spraw które są daleko albo „bez sensu”).
Co powoduje „rozrywka informacyjna”?
Na poziomie kulturowym – totalną destrukcję – oto bowiem w jedno zostały połączone dwie sfery życia społecznego – rozrywka i informacja (oczywiście zawsze istniała taka hybryda, lecz mówimy tu o jej dominacji a nie współwystępowaniu). Oznacza to:
-
degenerację czystej sfery rozrywki (jeśli nie będzie połączona z informacją – nie dotrze do ludzi, nie sprzeda się, więc po co ją tworzyć?)
-
degenerację czystej informacji (skoro nikt nie chce czytać o Boliwii czy kontekstach psychospołecznych i kulturowych rozwoju Internetu - to po co o tym pisać?)
W konsekwencji następuje zubożenie społeczeństwa, które coraz trudniej przyswaja informację i rozrywkę czystą, nastawiając się na powierzchowny, obowiązkowo prosty i banalny przekaz.
Na poziomie społecznym – oznacza to wytwarzanie pokoleń coraz mniej nastawionych na wyszukiwanie informacji i jej krytyczną analizę. Ważniejszą umiejętnością staje się wybór pośród dostępnych atrakcji aniżeli sprecyzowane poszukiwanie interesujących nas rzeczy. Co więcej – oznacza to również niewielki stopień inspirowania się odebranymi treściami – a zatem mniejszy pęd ku rozwojowi własnemu.
Na poziomie mediów – oznacza to schyłek dziennikarzy starej daty i nacisk na szybką i równie szybko przemijająca porcję informacji – newsa. Oraz kopiowanie treści. Oraz utratę kolejnych dóbr społecznych – kolejnych autorytetów.
Na poziomie psychicznym – opisywane przez postmodernistów (jak Baudrillarda czy Lyotarda) znudzenie, opór odbiorców, wytwarzanie „ściany” przed odbieranymi treściami – albowiem my, odbiorcy CHCEMY czuć się ważni, CHCEMY wiedzieć że zależy komuś na NAS, na naszym ROZWOJU, na naszej WIEDZY – a nie tylko na kliknięciu w link, czasie spędzonym na stronie, na ilości odsłon reklamy...
W konsekwencji – być może wcale niezbyt dalekiej – oznaczać to może po prostu odwrócenie się elit intelektualnych i twórczych od popularnych mediów i poszukiwania niszowych serwisów, elitaryzację w dostępie do informacji. Na rzetelną informację będzie bowiem stać ludzi wykształconych i dobrze zarabiających – którzy jednocześnie będą mieli czas i wystarczająca wiedzę (oraz odpowiednie przyzwyczajenia) na zapoznawanie się z ambitnymi treściami. Dla reszty pozostanie... kolorowa miałka papka, swoiste „Pulp fiction”, czyli informacja mająca na celu jedynie uwodzenie odbiorcy, a nie wejście z nim w rozwojowy dialog, w interakcję.
Jak to rozwiązać? Czy technologia może nam w tej sytuacji pomóc?
O tym w następnym artykule – felietonie socjal-medialnym. Będzie w nim o sztucznych inteligencjach, metadanych, botach przeszukujących treści, naszych tożsamościach online.
Cytowane fragmenty pochodzą stąd: http://mateusz.pl/znak/200702.htm
BTW – ciekawskich zachęcam do czytania bloga zielonogórskiego filozofa kultury i mediów – Marcina Sieńko - http://blog.sienko.net.pl





























Kontakt:
Krótko w tonie Białego Domu po otrzymaniu nagrody Nobla: wow!
Po pierwsze: Dziękuję za podziękowania.
Po drugie: Chyba nie dotarłeś jednak do artykułów "Tygodnika Powszechnego" na ten temat, a szkoda, to by wzbogaciło artykuł. Pozwól więc, że podam ci tu linki do nich:
"Alarm dla mediów": http://tygodnik.onet.pl/30,0,19742,alarm_dla_mediow,artykul.html
"Tropienie treści": http://tygodnik.onet.pl/36,0,14001,tropienie_tresci,artykul.html
"Informacyjny poligon": http://tygodnik.onet.pl/36,0,10107,informacyjny_poligon,artykul.html
Mam nadzieję, że linki się otworzą jeśli nie: tygodnik.onet.pl
A po trzecie: Nic dodać nic ująć do tego artykułu. ;)
I bonus: W kontekście tego co napisałeś (które artykuły czyta się dłużej niż minutę), jak oceniasz popularność swojego artykułu w internecie? :P
Dzięki :) Obiecuję
@KOKO:...że zapoznam się z podrzuconymi artykułami z TP dziś późnym wieczorem lub jutro (faktycznie do nich nie dotarłem, ale na pewno je przeczytam! - THX) - wtedy też obiecuję napisać dłuższy merytoryczny komentarz. A w odpowiedzi na pytanie... W mojej ocenie - mój artykuł jest... dziwny, albowiem jest długi, mocno przegadany, miejscami niespójny i slownictwo nie jest chyba najłatwiejsze, ale traktuje o popularnym (dość) temacie czyli o socialmediach. Jest to temat czytany (nie przez statystycznego zjadacza Internetu, ale jest wielu ludzi interesujących się tym tematem) (ale prawdą jest że IMHO około 60% dostepnych treści o socialmediach to powtarzanie w kółko macieju tych samych spostrzeżeń i pomyslów). Natomiast tekst traktuje o temacie w sposób nie lekki i mało zabawny, za to na pewno krytyczny. Temat jednak nie jest dostatecznie spenetrowany, pewne rzeczy sa "po łebkach" a niektóre trzeba byłoby udowadniać, bo nie są tak pewne jak sie za pierwszym rzutem oka wydaje... Co prawda artykuł nie jest zmienioną kopią innych tekstów, ale nie ma co oszukiwać - nawiązuje do jakiś istniejących w sieci np. blogów... Uważam więc, że sam zakwalifikowałbym go do gdzieś po środku - pomiędzy pisaniem trochę rozrywkowym i trochę pobieżnym a pisaniem ambitnym i wnikliwym. Inna sprawa że artykuł w sumie miał taki być - prowokować do poprawiania moich spostrzeżeń, do krytyki, do wnikliwszego wgłębienia sie w temat :) Narya - podejmiesz się? Na podstawie znanych ci kontekstów? :D
a pomyślałem sobie...
że w którymś z nastepnych artykułów przybliżę Wam podejście upatrujące w Internecie i w przeciętnym jego użytkowniku źródło degeneracji i w konsekwencji - śmierć kultury - na bazie książki "Kult amatora" Andrew Keena :)
Mój komentarz tutaj wynika z...
...kontekstu tych trzech artykułów. Po pierwsze: Co to jest informacja? To jest bardzo ważne, nawet w kontekście pojęcia rozrywki informacyjnej. Mamy trzy podejścia definicji: 1. "niematerialna wiadomość lub sygnał, niosące znaczenie lub przynajmniej rozpoznawalną treść przesyłaną od nadawcy do odbiorcy". 2. "system jej [informacji - przyp. N.) przesyłania – medium nadające się do przesyłania i odbioru" i 3. "podstawowa cecha świata fizycznego". Dalej mamy pojęcie "wojny informacyjnej", której jesteśmy świadomie lub nieświadomie uczestnikami a nawet "infowojownikami". Obok rozrywki informacyjnej wojna informacyjna jest kolejnym zjawiskiem świata geopolitycznego. Niewolnikami polityków w wojnie informacyjnej są media (i w konsekwencji dziennikarze). T. Lis nawet podaje najpoważniejszą wadę polskich mediów! Prowincjonalizm! I to jest prawda. Dziennikarze wolą zajmować się czasami tak mało ważnymi sprawami (i rozdmuchują jakby były to naprawdę ważne sprawy), a rzeczywiście ważnymi sprawami się nie zajmują. Przykład: Dziennikarzy bardziej interesują nowe roszady w rządzie Tuska (najważniejszy news), niż np. zbliżający się konflikt (moim zdaniem nieuchronnie) na linii Izrael - Iran (jako że oba państwa mają broń nuklearną to chyba jest istotne na news nr 1). Parę innych wad w toku tego wywiadu też się pojawia, więc naprawdę warto przeczytać. W konsekwencji: jeśli mówimy o rozrywce informacyjnej, należy spojrzeć na nią także pod względem wojny informacyjnej (czy można prosić ciebie o artykuł o wojnie informacyjnej, wszak to ty tu jesteś dziennikarzem a nie ja :P ). To wszystko pokazuje jedną kluczową rzecz. My, wszyscy, jesteśmy tylko pionkami, infożołnierzami sterowanymi odgórnie według czyjejś polityki. Jest jeden (bardzo malutki pozytyw) - blogi! Jeżeli ktoś poszukuje informacji dotyczącej czegoś tam, to można chyba niemalże (prawie?) wszystko znaleźć w blogach (nie tylko polskich). Jako źródło informacji blogi to cudowna rzecz (choć osobiście mam do blogów drobne uprzedzenie).
informacja!
@KOKO:Treści jest w tych artykułach tyle, że zrobię to na raty :) Najpierw o informacji. Otóż ja nie wiem czym jest informacja :P Można oczywiście próbowac sięgać po analizy filozoficzne - być może głównym elementem wszechświata, który w oczach co poniektórych teoretyków składa się własnie z niej. Myślę troche w stylu Wittgensteina - jego słynna teza z "Traktatu logiczno-filozoficznego" brzmi: "O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć" - z drugiej zas strony: "Co można pokazać, tego nie można powiedzieć". Wiemy jak działa informacja, co powoduje, jak mozna nią sterować, jak można ją wytwarzać, jak wartościować i jak zmieniać, a nawet niszczyć. A zatem możemy ją POKAZAĆ. Informacja to IMHO główna oś działania ludzkiego - to na niej skupia się aktywność ludzka. Czy jeśli tak zadziałam to poderwę tę dziewczynę przy barze? (informacja); czy jeśli najem sie surowych ziemniaków to dostane l4 (informacja), czy w Polsce sa ludzie którzy głodują (informacja), ile waży bielizna Shakiry (informacja), ile megabajtów ma plik ściągniety z sieci (informacja)... Informacja jest chyba INTERPRETACJĄ tego, co sie zdarza (co wskazuje że nie jest czymś stałym, lecz zależy w pełni od nas, jest czynnikiem relatywizującym wszystko), ale jako że ona również powoduje to, co się zdarza (relatywnie) - zaczynamy zataczac kółko (relatywne)... Ech.. Mam deficyt snu więc jutro napiszę tym, co tygryski ;lubią najbardziej - o wojnie informacyjnej, bo to mnie zainteresowało BARDZO :) Za bardzo by tak na śpiąco o tym pisać :) Narya - ja prosze o więcej takich artykułów jakby co :) Ja też moge wrzucać rzeczy które znalazłem :)
wojna informacyjna
@KOKO:Czytałem wspominanego w artykuje Gibsona kilka razy i uważam opis cyberświata tam podany za konsekwentnie ziszczający się. Cyberataki na instytucje, niedawna wojna polsko-turecka hakerów, czy też ataki sieciowe na Estonię i Litwę (a ostatnio i Ukrainę) stają się normalne. Przyszłośc leży właśnie w niby bezkrwawych wojnach w sieci. Ale jest pewien aspekt wojen informacyjnych, który dotyka każdego z nas juz dzisiaj. jest to wojna o przekonanie odbiorcy, wojna o źródło prawdy. Walczą między sobą telewizje, radia, czasopisma i gazety - kto bedezie szybszy, kto da atrakcyjniejszą informację, kto przekona że to własnie on jest lepszym i prawdziwszym źródłem prawdy... Ta wojna to coś, co ja nazywam formatowaniem cyberprzestrzeni, albowiem skupienie wokół jakiegos portalu internautów oznacza stworzenie grupy ludzi, którymi można w jakis sposób sterować, podając takie informacje, a nie inne. strategia facebooka czy NK, polegająca na tym, aby dać (lub przekonać że więcej nie potrzebuje) użytkownikowi WSZYSTKO czego potrzebuje w ramach jednej strony internetowej to w konsekwencji stworzenie pewnej VR (wirtualnej rzeczywistości), oderwanej od pozostałych. Człowiek wierzący że jakiś serwis daje najrzetelniejsze informacje, uwierzy we wszystko, co ten serwis poda, zwatpi zaś w sprzeczne informacje z innych serwisów. Zarządzanie informacją staje sie w tym momencie władzą, albowiem sterując ludzkimi przekonaniami sterujemy społecznościami. Krok dalej mamy Gibsonowskie sieci korporacji, które są jak różne światy, zmieniając sieć wpada się w inna rzeczywistośc jak europejczyk w środek Azji...
mam pomysł...
Ale najpierw: dziennikarz (bo jesteś, zdaje mi się, dziennikarzem) chyba powinien wiedzieć co to jest informacja (czyli coś z czym pracuje codziennie). A teraz konkretniej: mógłbyś zrobić wywiad z swoimi kolegami i koleżankami z GL (pozadawać jedno proste pytanie: co to jest informacja) i go opublikować np. na MM-ce? ]:-> Jak znajdę coś ciekawego w takim razie to oczywiście podrzucę. :)
A właśnie nie do końca dziennikarzem :P
@KOKO:A kim jestem - to pozwolę zgadywać :)) Oczywiście nie będe się zgrywał - mam swoją koncepcję informacji :) Ale pomysł bomba - przebadam kolegów i koleżanki :) troche zejdzie, ale na przyszły tydzień powinno być gotowe :) Narya - ty jestes siedlisko dobrych pomyslów, wiesz? DOBRANOC JUŻ NA 100% :)
nie wiem...
...ale zdawało mi się, że cię już widziałem na fotodejach, więc prawdopodobnie pracujesz lub kooperujesz z GL, a więc dla mnie to jesteś dziennikarzem. :P Ktoś kto pracuje w gazecie, jest dziennikarzem. Stereotypowe, głupie myślenie, ale dobrze mi z tym. :D (zawsze można się wykręcić :P ) - dobra, dobranoc tam na 102% ;)
zaspałem do pracy ;)
@KOKO:tak to bywa jak człowiek stosuje strategię - "ale odpowiem jeszcze tylko na ten jeden a potem spać".. i tak przez godzinę.. :) Na szczęśie mi się upiekło :)
I jak tam z pytaniem do dziennikarzy?
I jak tam z pytaniem o definicję informację do dziennikarzy GL? ]:->
Proszę jeszcze o chwilkę czasu...
@KOKO:Będzie na pewno!