drukuj

Hocico, VNV i Combichrist - maszyny powstały!

wyszalnia :)

W sobotni wieczór w „Kotłowni” odbył się pierwszy po latach, a ogólnie ósmy w kolejności „Maschinen Beat”, czyli impreza z muzyką electro, industrial, power noise. Do tej pory bolą mnie plecy, kark, nogi... Uch, to była prawdziwa wyszalnia :)

 „There is no force no money and no power
To stop us now and change our fate
Before we rise

 

To fragment utworu „B Maschina” słoweńskiej grupy Laibach. Co prawda na imprezie naliczyłem jedynie jeden utwór Laibach'a, ale nie zmienia to faktu, iż impreza była rewelacyjna :)

 

Zaczęło się spokojniutko – pół godziny po rozpoczęciu imprezy w zasadzie dopiero kilka osób w klubie. Parkiet w zasadzie pusty... Organizatorzy mówią – „mamy informacje że ludzie przyjdą później, to z powodu Gołoty” – i uśmiechają się, ale... widać w ich oczach niepokój.

 

Zresztą całkiem usprawiedliwiony. Muzyka, jaką zaproponowali, jest raczej niszowa. Niewiele osób ciągną tak ostre, elektroniczne rytmy. Co więcej – niewiele osób odróżnia je od zwykłego dance i techno, jakie usłyszymy przecież w każdej dyskotece.

 

No więc jaka jest różnica?

 

Tkwi ona w ludziach, którzy tego rodzaju muzyki słuchają. O dziwo – wielu z nich przedtem było fanami ostrego rocka, a nawet metalu (i to z tych najcięższych jego rejonów). Ubiory – także inne niż bywalców dyskotek. Króluje czerń, a także elementy czerwieni... Do tego kobiety często wdziewają na imprezy electro pończochy, gorsety, obowiązkowo malują się „na gotyk”. Bo zresztą często poza electro słuchają także „rocka gotyckiego”.

 

Różnica tkwi również w samej muzyce, która – jak to się potocznie mówi - „coś znaczy”. Czyli poza ostrym rytmem i masą dysonansowych przeszkadzajek mamy dobre, mocne teksty, w których „o coś chodzi”. Dla przykładu cytowany wcześniej Laibach lub obowiązkowy utwór na każdej imprezie electro: „Shelter” grupy Icon Of Coil:

 

Punishment for intolerance, so
Entertain us when you're still able to perform
I'm sorry to admit that I won't be around
When the world you created will collapse and drown

Back to the crypt, nothing will last
We'll all fade away, in one single blast
Out from the dust, machines arise
One second left to live and we'll open our eyes.

I can't find shelter in this world
I'm searching for another world
Where I'll feel safe

 

Artyści grający ten styl muzyczny zazwyczaj nie boją się szokować – stąd też używają czasem naprawdę mocnego języka, co – w połączeniu z naprawdę mocna muzyką (niektóre utwory czasem można sobie wyobrazić jako wiercenie wiertarką udarową w głowie) daje niesamowicie energetyczne i zawierające masę przekazu uderzenie... Oczywiście są też utwory w których tekst jest jedynie dodatkiem – mają wówczas spowodować, że zatracimy się w tańcu, wypocimy z siebie złe energie...

 

I z takich to powodów na drugi dzień bolą nas plecy, nogi, kark... Jak to mawia moja żona – boli cały człowiek :)

 

Wróćmy do samej imprezy. Z początku ludzi niewielu – ale zaraz pojawiła się pierwsza, druga osoba na parkiecie. Między innymi pewna przedstawicielka płci pięknej, która PRZETAŃCZYŁA CAŁA IMPREZĘ – praktycznie w ogóle nie schodziła z parkietu! Wielki „szacun” dla niej – ja płuca wypluwałem po poskakaniu już po 2-3 utworach...

 

Po godzinie 22 - wciąż ludzi nie za wielu, ale za to prawie wszyscy na parkiecie... Mało kto siedzi przy stolikach! Zresztą nie ma się co dziwić... Sety muzyczne, składające się z mieszanki Hocico, Combichrist, VNV Nation, Covenant, Imperative Reaction, Rotersand i Icon Of Coil nie pozwalały siedzieć spokojnie dłużej niż 10-15 minut – zatem hajda na parkiet, szaleństwo, gdy zaczynają siadać płuca – odpoczynek, po czym znów na parkiet! Na którym w najlepszych momentach było już prawie tłoczno.

 

Największe zagęszczenie nastąpiło po północy – w związku z zakończonym meczem bokserskim (chyba). Wtedy też leci sporo Hocico i niemieckiego industrialu, którego nie znałem :) Zatem siedziałem, słuchałem i oswajałem się. Miłe :)

 

Po 1 w nocy powoli zaczęło się przerzedzać... Po 2 w nocy zostali już tylko prawdziwi maniacy tej muzyki – zatem organizatorzy zaczęli puszczać utwory coraz ostrzejsze i... coraz dziwniejsze :) Dołączyli też do nas na parkiecie. I tak co chwile skacząc, co chwilę odpoczywając wytrwaliśmy do samego końca (po raz pierwszy od kilku lat nie wyszliśmy przed końcem...).

 

No dobra – już widać że ta recenzja jest pozytywna. Do czego zatem można się było przyczepić?

1. Nie było pokazów wizualizacji (na które bardzo czekałem). Powodem – awaria sprzętu. Następnym razem ma być lepiej (jak to się mówi - pierwsze koty za płoty). Organizatorzy obiecali – więc trzymamy ich za słowo :)

2. Maszyna do wytwarzania dymu – która nie chciała działać i koniec. A jak zadziałała to – nie w porę, za krótko i dymu dała może tyle co 3 palaczy tytoniu. A szkoda, byłby jeszcze lepszy klimat.

3. Łącznie dość niewielu ludzi – jednak gdyby było ich ze 2 razy więcej – impreza nabrałaby więcej rumieńców :)

4. Za mało Laibach'a (ale to już mój prywatny zarzut) :)

5. Też nie dało się za bardzo porozmawiać w trakcie – ha ha, może ja tak mam, że czasem lubię? Ale – przyznam sie że - akurat tym razem w ogóle mi to nie przeszkadzało :)

6. Ktoś (spragniony niewidzialny anonim) wypił mi jedną prawie pełną porcję napoju wyskokowego (gdy skakałem), zaś drugą uprzejma pani z baru zwinęła (również prawie pełną) podczas sprzątania stolika (też wówczas skakałem). Wniosek - wypić swoje do końca przed tańcem :P Lub zatrudnić pilnowaczy ;P

 

Zalety:

1. Absolutnie nie było nudno – było bardzo ciekawie. Trochę siedzę w tej muzyce, ale i tak usłyszałem sporo rzeczy których nie znam :) Poza tym organizator i DJ w jednym – Alchem – naprawdę umie zaskakiwać muzycznie :) Nawet jesli w wyniku tego organizatorka - Agressiva - patrzyła na niego... cokolwiek agresywnie ;)

2. Nawet jeśli się nie zna dobrze tej muzyki – warto przyjść na Maschinen Beat. Albowiem był na tej imprezie niesamowity spokój. Wszyscy przyszli się po prostu pobawić. Jeśli chcesz się bawić, wcale nie musisz przychodzić koniecznie z kimś (było kilka osób które przyszły „samopas”). Nikt nie patrzy dziwnie ani na człowieka, który wariuje na parkiecie poruszając wariacko wszystkimi kończynami (jak momentami ja), ani na człowieka, który po prostu buja się z zamkniętymi oczami (jak pewna rudowłosa dziewczyna – którą pozdrawiam).

3. Było mocno i ostro – ale było też lekko i swobodnie. Nawet jeśli nie słucha się najcięższych odmian electro/industrial – i tak warto wpaść – synthpopu też było sporo :)

4. Poza wpadką z wizualizacjami i maszyną do wytwarzania dymu - wszystko dopracowane i zorganizowane jak należy :)

 

Ogólnie organizatorom (BTW - bardzo miłym, naprawdę ciekawym ludziom :D) polecam dopiąć na następną imprezę wszystko na ostatni guzik, a Wam... Polecam Wam na Dziewiąte Maschinen Beat (jakoś za miesiąc w tym samym miejscu?) się wybrać. Też bedziemy mu patronować :)

 

Było, jest i raczej bedzie warto :)

Zdjęcia

  • wyszalnia :)
  • pół godziny przed imprezą...
  • Parkiet się wypełnia...
  • Zabawa wre!
  • To chyba było przy Hocico :)
  • Organizatorzy w całej swej krasie :)
Czytam, oglądam, głaszczę koty.
Marek Pakoński
Autor:Marek Pakoński

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Marek Pakoński
Marek Pakoński ndz., 2009-10-25 16:21

Przepraszam za jakość zdjęć...

Ale nie dorobiłem się jeszcze dobrego aparatu :( Więc zdjęcia tytułem zobrazowania a nie okraszenia :(

-> Polecam myślenie. Wymagam go od wykształconych ludzi. /// Lubisz dobre electro? Słuchaj audycji Electrohead: https://www.facebook.com/ElectroheadZG <-
Anita Lipińska
Anita Lipińska ndz., 2009-10-25 18:18

Było naprawdę fantastycznie,

Było naprawdę fantastycznie, faktycznie "cały człowiek" mnie boli i jeszcze raz wielkie, wielkie dzięki pod adresem Agi i Alchema, że zrobili imprezę z gatunku takich, jakich naprawdę strasznie, strasznie brakowało mi w ZG :D Jesteście wielcy :*

Alchem
Alchem ndz., 2009-10-25 21:39

Dziękujemy

Na wstępie dziękuję wszystkim uczestnikom i osobom, które przyczyniły się do promocji i organizacji imprezy. Oprócz osób wspomnianych w artykule, chciałbym również podziękować Comie, która przygotowała dla Was sporą część setów, właścicielom Kotłowni za szczerą pomoc oraz Markowi za support :)
Faktycznie zaliczylismy kilka wpadek organizacyjnych, które częściowo były z mojej winy. Wiemy juz co poprawić i jak zrobić i obiecujemy przygotować jeszcze lepszą atmosferę w klubie. Do zobaczenia 28 listopada w Kotłowni :) PS. Jeśli ktokolwiek chciałby przyczynić się do promocji imprezy to może otrzymać ulotki oraz plakaty. Proszę o kontakt ze mną: mail(at)zone-a.com

www.PamiatkaSlubu.com :: www.zone-a.com :: www.maschinenbeat.of.pl