Hobby i pasje Bernarda Grupy
Co jakiś czas w ZUTW mamy okazję do spotkań z ciekawymi ludźmi. Ludźmi z pasją, mającymi jakieś dokonania, osiągnięcia, czy ciekawe hobby... Tym razem, mieliśmy przyjemność podziwiać część zbiorów Bernarda Grupy. Niewielką część, ale za to jaką ciekawą.
Bernard Grupa był wieloletnim nauczycielem muzyki w sulechowskich szkołach pedagogicznych. Dwukrotny laureat nagrody Ministra Edukacji Narodowej, społecznik i działacz kulturalny, nagrodzony przez samorząd lokalny tytułem: "Honorowy Obywatel Gminy Sulechów".
Jest założycielem i jedynym dyrygentem sulechowskiego chóru "Cantabile". Od kilku lat prowadzi również chór "Moderato" Uniwersytetu III Wieku.
Na dzisiejszej wystawie autor zgromadził ciekawe zbiory "bibliofilskie", medalierskie oraz numizmatyczne. Są to rodzinne pamiątki, rzeczy darowane oraz okazyjnie kupione.
To niesamowite móc zobaczyć tynfa i półtoraka z XVII wieku, dowiedzieć się o ich wartości, której, przyznaję, nie znałam. No i wreszcie zrozumiałam dokładnie, co znaczy "każdy żart jest tynfa wart".
Mnie szczególnie zainteresowały książki, których Bernard Grupa ma w domu ponad 3 tysiące. Na spotkanie przyniósł tylko same perełki. Jak np. Encyklopedja Powszechna z 1904. roku (pisownia oryginalna z tamtych lat), oczywiście ocenzurowana z odpowiednią o tym adnotacją. Inne ciekawostki to: "Zabawy, gimnastyka i pogadanki" z roku 1911. "Iliada" Homera w oryginale, po grecku, "Jeszcze Polska nie zginęła - pieśni patryotyczne i narodowe" (taka była pisownia) Franciszka Barańskiego - wydane we Lwowie. "Krzyżacy" z roku 1901. też robiły wrażenie, jak i najstarsza książka kucharska, czy bardzo stary brewiarz. No i tabliczka szkolna, na której pisała jeszcze babcia Bernarda.
Zauważyłam, że jest On bardzo sentymentalny. Bo, jak inaczej ocenić to, że przyniósł książeczkę, którą dostał, gdy kończył przedszkole w swoim rodzinnym Bledzewie. A dedykację czytał tak, że chwytało za serce. Swój zeszyt lektur, ciekawy z ładnymi ilustracjami przechował tyle lat - niesamowite.
Spotkanie było ciekawe, bo autor wystawy z ogromnym poczuciem humoru o niej opowiadał. Szczególnie zabawne były opowieści, jak zdobywał książki.
A to ktoś przeznaczył je do spalenia i wymienił za gazety, to znalazł w oborze, a to znowu jakaś pani chciała mieszkać "po nowemu", więc po co jej starocie?
Bernard Grupa swoich zbiorów nie kataloguje, jak sam mówi, ma je wszystkie w głowie. Potrafi spędzać wśród nich kilka godzin dziennie.
Podziwiam.
Lubi samotne spacery po lesie i pasjonuje się orłami. Ma o nich niesamowitą wiedzę.
Co wyniosłam z dzisiejszego spotkania z ciekawym człowiekiem, jakim zapewne jest Bernard Grupa?
Niestety, poczucie winy.
Dotąd myślałam, że porządkując zdjęcia, filmując różne rodzinne wydarzenia, dbając o niezbędny w każdym domu księgozbiór, wystarczająco dbam o pamiątki. Po tym spotkaniu, wiem, że nie.
Pamiętam swoją pierwszą szkolną nagrodę, książeczkę "O flisaku i Przydróżce" Hanny Januszewskiej, gdzie ona jest?
Takich przykładów znalazłabym więcej. Zeszyty lektur, zbierane teksty piosenek, jaką wartość sentymentalną miałyby dzisiaj. Nie ma, ocaliłam tylko pamiętniki.
Dziękuję Bernardowi Grupie, że mi to uświadomił. Może teraz, mniej ważnych w życiu rzeczy zaniedbam.
Załączam zdjęcia ze spotkania.
* * *
Zobacz nas na facebooku:
strona portalu Moje Miasto Zielona Góra
strona bezpłatnego tygodnika miejskiego MM Moje Miasto Zielona Góra









































Kontakt:
Bez pasji ludzie stają się
Bez pasji ludzie stają się zgorzkniali i jedyną ich pasja staje się "zrzędzenie'.
Na szczęście nie wiele jest osób , które niczym się nie interesują . Warto przechowywać pamiątki rysunki, książki, fotografie po latach staja się cenne , cenną wartością sentymentalną.
link
Link do artykułu zamieścilem na http://sites.google.com/site/zutwzgora/aktualnosci
Bardzo ciekawie opisałaś
Bardzo ciekawie opisałaś spotkanie z panem Bernardem Grupą, także słuchałam z zainteresowaniem jego opowieści o swoim zbieractwie, czasami przechodzimy obok człowieka nie wiedząc ile w nim pasji siedzi...;-)
Poznałem bohatera Pani artykułu
bardzo dawno, bo na początku lat sześćdziesiątych na zawodach lekkoatletycznych. Tak, sport także nie był mu nigdy obcy. Mimo wielu własnych zainteresowań potrafił znaleźć również czas by wspierać małżonkę w jej pasji trenerskiej. Jej wychowankowie odnosili wiele sukcesów w akrobatyce.
Nasze zawodowe drogi życiowe przecinały się kilkakrotnie. Najbardziej pamiętam z nich pasję, z jaka oddawał i oddaje się temu, czym się zajmuje, co wykonuje.
Co tam słowa, wystarczy popatrzeć na niego gdy trzyma batutę w ręce.
Pozdrowienia dla Pani i przy okazji dla bohatera artykułu. Myślę, że przeczyta On Pani artykuł.
Fotosprawozdanie poprawne bo obejmuje Zosię i Jadzię!
Z przyjemnością przeczytałem, że autorka "ma poczucie winy". Chodzi o książki. Cokolwiek to znaczy. Także o książki Zielonogórzan przechowywane w zbiorach regionalnych U Norwida.
też mam wyrzuty sumienia
jednak, mimo dużego domu nie mam miejsca na "teraźniejsze swoje zabawki" i nie wyobrażam sobie gdzie bym jeszcze zmieściła "moją historię". Może dlatego, że sama nie jestem osobą sentymentalną. Nie żyję przeszłością, interesuje mnie dziś i jutro.
Jedynie zdjęcia- tak, do nich mam sentyment.