Głos w sprawie adopcji
Skontaktowała się ze mną kobieta, która przeczytała mój artykuł pt: "Mamo, dziękuję ci, że mnie nie chciałaś!", pragnie zachować anonimowość, ale chce się podzielić się z MM-kowiczami (sama nie jest zarejestrowana na MM-ce) swoimi doświadczeniami adopcyjnej mamy.
Oto, co mi napisała:
- Jestem adopcyjną mamą i chcę przedstawić spojrzenie na tę formę przysposobienia dziecka od strony rodzica.
Moje dziecko pojawiło się w naszej rodzinie, gdy miało niespełna trzy tygodnie. Można więc powiedzieć, że wychowywałam je niemal od urodzenia. Przez rok byliśmy rodziną zastępczą, do czasu uregulowania sytuacji prawnej niemowlęcia. Po roku zostaliśmy rodzicami adopcyjnymi i dziecko otrzymało nasze nazwisko i status pełnoprawnego członka rodziny. Maleństwo rosło i rozwijało się, jak inne dzieci z sąsiedztwa.
Nasi znajomi i sąsiedzi wiedzieli o całej sprawie. Idąc za radą psychologów, postanowiłam jak najwcześniej powiedzieć dziecku o tym, że jest przysposobione. Między mną i mężem dochodziło na tym polu, niestety do nieporozumień, gdyż on był tego przeciwnikiem. Okazało się, iż samo życie pomogło rozwiązać problem. Gdy dziecko miało ok. 3 lata, przybiegło roztrzęsione z podwórka, przez łzy pytając, czy jestem jego mamą? Okazało się, że jedna z podwórkowych koleżanek powiedziała mu, że nie jestem jego prawdziwą mamą!!!
Fakt, że zrobiłam awanturę sąsiadom jest w tym przypadku sprawą drugorzędną, bo w ostatecznym rozrachunku ułatwiło mi to poinformowanie dziecka na tyle, na ile można mu było wytłumaczyć w jego wieku, całą sytuację. Byłam zaskoczona jego reakcją, bo przyjęło moje wyjaśnienia jako rzecz normalną. Potem jeszcze tylko jeden raz pojawiło się u dziecka pytanie o adopcję. I znowu, a miało wówczas może 4, czy 5 lat, moje wyjaśnienia zaspokoiły jego naturalną ciekawość. Od tego czasu nigdy już na ten temat nie rozmawialiśmy.
Mąż mój zawsze miał mi za złe, że powiedziałam dziecku prawdę. Ja jednak do dziś uważam, iż postąpiłam słusznie. Gdy słyszę o dramatycznych przeżyciach dzieci przysposobionych, które już w dorosłym życiu dowiadują się w różnych okolicznościach prawdy o sobie, utwierdzam się w przekonaniu, że postąpiłam właściwie.
Niestety, wskutek splotu różnych niesprzyjających okoliczności w naszym dalszym życiu, niemal straciłam z dzieckiem kontakt. Dziś ma ono prawie 27 lat i nie mamy ze sobą normalnych, rodzinnych relacji. To bolesne, ale pozostaje nadzieja, że być może, kiedy samo zostanie rodzicem, przypomni sobie o mnie.
Tylko, czy ja tego doczekam?


























Kontakt:
Dobrze by było gdyby ostatnie trzy zdania artykułu skłoniły
każdego z czytających do głębokiej refleksji. Dotyczy to nas wszystkich gdyż człowieka w życiu czeka zawsze wiele niespodzianek, często przykrych. Nigdy nie wiemy co nas spotka, co zaboli. Za co od życia dostaniemy nagrodę a z co zostaniemy przez los niesłusznie ukarani.
Pani Bogusia lubi uogólnienia więc uogólniam: Pol-KI preferują
WŁASNOSC potwierdzoną dokumentem ślubnym.
Niech pije, niech bije ale to własny ślubny mąż !
Niech będzie niechciane, przypadkowe, bite i poniewierane ale dziecko jest z prawego, ślubnego łoża !
* * *
Mentalności "gminu" (to takie określenie dominującej warstwy społecznej) nie zmienią chwytające za serce artykuły Dobrej Pani Bogusi ani liczne audycje telewizyjne.
* * *
A co na to kościół ? Hierarchia jest nowoczesna ale proboszcz jest bliżej i zwalcza grzech. Głównie in vitro i adopcje. Przecież setki lat były sierocince aż tu jakiej adopcje wymyślili ? Chyba komuniści ?
czekałem na ten artykuł
Czekałem na ten artykuł od czwartku. Chwytające za serce, prawdziwe. Czuć w liście matki ból jak odczuwa.
Życzę tej mamie, aby
Życzę tej mamie, aby doczekała wiadomości od dziecka, które przecież wychowywała od maleńkości.
Myślę, że to dziecko odpłaci miłością za miłość. Takie już jest to pogmatwane życie.
Pozdrawiam.
"Dzieci wychowuje się dla
"Dzieci wychowuje się dla świata" tak dawniej mawiano i tak to jest. Czasami matka ma siedmioro własnych dzieci i los sprawia,że "rozchodzą się po świecie " , często musi siedzieć sama przy wigilijnym stole.
Najbardziej dziwacznym jest dla mnie mówienie " masz kochać rodziców za to,że dali ci życie", nie miłość a życie?
Może coś zmieni się w relacjach między tą matką a dzieckiem ale nawet jak nie to i tak powinna mieć satysfakcję z tego,że pomogła komuś w życiu.