Gitarowy Most w Zielonej Górze
Bez bicia przyznam, że nie byłam tam jednak cały czas. O godzinie 13.00 odebrałam trzech młodych panów, zwanych Chris June, celem pójścia na nasz piękny deptak, bo nie widzieliśmy się od sierpnia. Wróciliśmy przed 15.00, gdyż chłopcy mieli grać. Znajomości się opłacają - młody pan Cichoński (bo było 'po jednym na każde miasto') zadziałał swoim urokiem osobistym, ja ładnie wyszczerzyłam ząbki i udało mi się wejść za barierki (dziwne, bo mój zgryz do najprostszych nie należy).
Kilka słów o samym Chris June. Trzech przystojnych młodzieńców grających, jak sami mówią 'progresywnego karate rocka (cokolwiek to znaczy)' . Energicznie, trochę psychodelicznie, ale bezsprzecznie pozytywnie. Gdyby ktoś chciał bardziej zagłębić się w temat, zapraszam tu: http://www.chrisjune.ovh.org/
Co do rekordu: w Zielonej Górze udało nam się pobić zeszłoroczną liczbę gitarzystów grających jednocześnie 'Hey Joe' niemal dwukrotnie, zaś we Wrocławiu zabrakło około tysiąca, jeżeli dobrze dosłyszałam. Może za rok się uda ?
Nie zmienia to faktu, że impreza była świetna. Były połączenia z Wrocławiem, było kilkoro gości, w tym profesor opowiadający o muzeum Hendrixa w Seattle (wybaczcie, nie pamiętam nazwiska pana profesora, o ja wstrętna zapominalska). Duża ilość młodych ludzi, a o to też chodzi.
Choć dla mnie najpiękniejszym momentem imprezy jest podniesienie tych dziesiątek gitar wysoko, ku niemal bezchmurnemu niebu !
* * *
Zobacz nas na facebooku:
strona portalu Moje Miasto Zielona Góra
strona bezpłatnego tygodnika miejskiego MM Moje Miasto Zielona Góra






































Kontakt:
wow, załapałam się i jestem
wow, załapałam się i jestem na fotce numer 10 :)
Hmm...
O ile pamiętam, nie było większych problemów z dostaniem się za barierkę Droga Pani ;) Staraliśmy się tylko przestrzegać pewnych wytycznych we wpuszczaniu do strefy pod_scenicznej Osób z gitarami i pieczątkami ;D Po biciu rekordu wszystko działo się już bez barier ;) Jasne, że urok osobisty i ładne wyszczerzenie ząbków pomagają zawsze, ale... wczoraj i bez tego coś byśmy wymyślili ;] Poza tym potwierdzam, że impreza mogła się podobać. Było miło ;]
Pozdrawiam.
Ja z kolei widziałam kilka
@Błażej Kowalczyk:Ja z kolei widziałam kilka osób odprawionych z kwitkiem. Przecież nie miałam pieczątki ani gitary. ;)
A jednak...
@winogroniasta:...Pani się jakoś udało - co już ustaliliśmy ;D
'Odprawienie z kwitkiem' polegało tylko na tym, aby do pewnego czasu widownia przebywała nieco poza Osobami grającymi (bijącymi rekord). Przyznam szczerze, że jeśli ktoś chciał wejść pod scenę w celach 'dziennikarskich', dla mnie nie było problemu, a ewentualne kwestie sporne staraliśmy się rozstrzygać pozytywnie i to się udawało ;] Najtrudniej było przeforsować argument w stylu 'ja chcę wejść... bo tak'. Niestety chodziło o przynajmniej niezbędne minimum w respektowaniu zasad ;)
Pozdrawiam.
Oficjalnie dziennikarzem nie
@Błażej Kowalczyk:Oficjalnie dziennikarzem nie jestem, toteż pan, z którym rozmawialiśmy był chyba na tyle miły, że po prostu nie umiał Radkowi odmówić - wszak weszłam jako przyjaciółka zespołu, którą rzeczywiście jestem. :) Ale teraz przynajmniej będę wiedziała jak załatwić to samodzielnie w przyszłym roku. ;)
Gdyby ktoś pytał...
@winogroniasta:...ja byłem tym człowiekiem, który zaraz po przybyciu zespołu, stanowczym tonem zapytał o zaparkowanie samochodu w nie do końca dozwolonym miejscu (kiedy jeszcze nie wiedziałem, że chodzi o zespół i rozładunek sprzętu;) a następnie oferował pomoc w jego rozładowaniu, aż się nagle okazało, że zanim pomoc nadeszła, Chłopaki z zespołu poradzili Sobie sami, heh! Tak czy inaczej, bardzo miło było Panów poznać, a jeśli chodzi o Panią, to chyba też zaczynam kojarzyć Osobę, Która śmigała pod sceną z aparatem, a Zespoliści podczas występu nawet Jej dość gorliwie pozowali ;]
Pozdrawiam.
'Śmigała ' to dość łagodnie
@Błażej Kowalczyk:'Śmigała ' to dość łagodnie powiedziane, ja przed nimi niemal latałam. Bo jakże by to było - Misiaczki do mnie przyjechały i nie będą mieć zdjęć ? Nie może być. ;)