Gdy wszędzie było zielono. Baju, baju
- Gdzie nasze dzieci? - zapytał tata kret, wypatrując z nory. - Jeszcze słońce nie wstało, a już się włóczą.
- Znając je, już dawno bawią się z myszętami po drugiej stronie strumyka - pisnęła stonoga ubierając swój sześdziesiąty piąty but.
Pogoda tego ranka była cudowna. Słońce swoimi promieniami ogrzewało całą ziemię, a wiatr delikatnie szumiał swoją melodię w liściach drzew.
Krople rosy które spływały z liści posłużyły za znakomity prysznic. Kret wyszedł z norki zabierając ze sobą mydło, żel i ręcznik. Powoli nachylił liść i kropla rosy spadła na jego futerko, które zrobiło się całe mokre. Nalał na łapki mydełko i dokładnie umył się. Natępnie wytarł i wyruszył w poszukiwaniu małych urwisów. Wiatr delikatnie wysuszył mu jego czarne błyszczące futerko, które pięknie błyszczało.
Tymczasem po drugiej stronie strumyka, trzy małe kreciki bawiły się w ganianego z małymi myszkami. Maluchy były tak przejęte zabawą, że nawet nie zauważyły grożącego im niebezpieczeństwa jakie zawisło nad ich głowami.
********
- Droga koleżanko, nie masz co się martwić o wasze pociechy. One są takie zaradne! - Próbowała uspokoić Panią kret stonoga ubierając swój dziewiędziesiąty ósmy but.
- Wiem, wiem. Ile razy jednak ich nie widzę zawsze się martwię. Dzieci to takie szczęście.
(...)
Zapraszam wszystkich MMkowiczów do dalszego pisania bajki i rozwinięciu istniejących wątków.



























Kontakt:
Między gałęziami coś załopotało
Na bawiące się myszy i kreciki zleciała sowa. Biedne zwierzęta nie zdążyły się nawet rozbiec, gdy mały Jasiu znalazł się w szponach drapieżnika. Ptak ze swoją zdobyczą powoli odlatywał, a zpod kamieni wystawały tylko pyszczki.
Piersza wyszła siostrzyczka Jasia głosno płacząc, teraz patrzyła w horyzont nieba gdzie poszybowała sowa wraz jej kochanym braciszkiem. Przybli również rodzice zaalarmowani złymi wieściami. Na całej łące panowało wiele zaniepokojenie i strach. Starszyzna w pierwszej kolejnoci wyznaczyła patrole mając za zadanie ostrzegać przed zbliżającym się niebezpieczeństwem.
Mały Jaś tak się
Mały Jaś tak się przestraszył,że ze strachu wypuścił z siebie obłoczek brzydko pachnącego gazu. I gdy ptaszysko zataczało koło nad głowami płaczących bliskich krecika, oszołomione zapachem wypuściło malucha ze swoich szponów. Jaś wylądował ku ogólnej uciesze zebranych na głowie swojego tatusia. Dzieciaki zebrano w jedną gromadę i...
Teraz wszystko w rękach redakcji.
@Lucyna:Ktoś musi to poukładać chronologicznie.
Mój wpis kolacja opóźniła. :)))
Sowa trzymając zdobycz w dziobie
leciała nisko nad łąkami wypatrując uważnie następnego celu.
W jej dziupli czeka piątka nieopierzonych młodzieńców z apetytem
krokodyla. Cóż ma zrobić biedna sowa, od zachodu do białego rana
lata nad łąkami, polami, stawami, by głodomorom złapać jakąś żabkę czy krecika.
Szybując nad następną łąką dostrzegła w trawie pełzającego zaskrońca.
Jak się pośpieszy to zdąży wrócić po transporcie małego krecika.
Dzieci to takie szczęście, nie można pozwolić by były głodne.
stop stop stop to nie horror
Nie mniej dziękuje serdecznie za c.d
Lepszy taki horror od "edukacyjnych" bajek
@mminfo.pl:typu Power Rangers serwowanych przez telewizornię,
czy gier na komputer w stylu Tomb Raider.
Prawda powalająca na kolana
@Bogusław_ZG:To zdecydowanie lepsze rozwiązanie. Kiedyś bajka miała i treść i puentę, teraz tylko mordoplastyka a trupów więcej niż włosów na głowie.