Fotograficzne przygody nad Ujściem Warty
Pierwszy raz, gdy przyjechałem w kwietniu do Słońska, był bardzo wysoki poziom wody, a także silne podmuchy wiatru, które niestety pokrzyżowały mi plany zrobienia dobrych zdjęć.
Jednak nie dałem za wygraną i postanowiłem po dwóch miesiącach spróbować raz jeszcze odwiedzić tę wspaniałą krainę bagien.
Tym razem pojechałem z tatą pod koniec czerwca, gdzie spędziliśmy trzy dni nocując w samochodzie. Dzięki temu można było szybko i bez problemu rozpocząć fotografowanie w wybranym miejscu.
W pierwszym dniu zajęliśmy się rozpoznaniem terenu i znalezieniem dogodnego miejsca do fotografowania. Mieliśmy z tym problem, ponieważ był niski stan wody.
Postanowiłem jednak próbować w niewielkim zbiorniku, który prawie w całości pokryty był roślinnością wodną. Właśnie tam dostrzegłem dosyć duże zagęszczenie rybitw i kaczek. Zacząłem, więc wyciągać z samochodu moją czatownię nawodną, którą złożyłem tuż przed wyjazdem. Przebrnęliśmy przez bagnisko i postawiliśmy ją na wodzie. Zamaskowaliśmy siatkę trzciną i już byłem w środku. Starałem się uważać by nie stracić gruntu pod nogami. Siedząc w wodzie około godziny w końcu zobaczyłem rodzinę kaczek wypływającą z trzcin, które przyglądały mi się uważnie z lekkim niepokojem. Nic więcej wtedy nie widziałem. Zrobiłem tylko jedno dobre zdjęcie. Dlaczego? Gdzie popełniłem błąd? Może spostrzegły mnie, gdy wyglądałem przez dziury w siatce obserwując teren!? Byłem strasznie rozczarowany, a na dodatek zaczął padać deszcz. Nie poddawałem się, szukałem innego miejsca, jednak przy rozkładaniu czatowni trzeba być naprawdę ostrożnym i robić to w odpowiedniej porze, najlepiej wcześnie rano albo wieczorem. Z natury ptaki są bardzo płochliwe i jeden fałszywy ruch może wystraszyć na parę godzin. Po drodze spotykaliśmy wędkarzy, którzy za każdym razem patrzyli na nas jak na dziwaków, jednak nie przejąłem się nimi zbytnio. Pod koniec drogi na pastwiskach znaleźliśmy dobre miejsce między dwoma rozlewiskami, które rozdzielała wąska wyschnięta ścieżka. Czatownię postawiłem właśnie tam, gdzie spędziłem w niej około dziesięciu godzin w czasie dwóch dni. Siedzenie na ziemi nie było zbyt wygodne z powodu znacznie ograniczonego miejsca, ale opłacało się wyczekiwać tyle godzin.
Mogę powiedzieć, że wyjazd się udał, jednak nie jestem w stu procentach zadowolony ze zrobionych zdjęć, ponieważ liczyłem na większą ilość gatunków ptaków. Mam zamiar za rok w maju odwiedzić Ujście Warty i na nowo przeżywać niezapomniane przygody i zrobić jeszcze ciekawsze ujęcia.








































Kontakt:
Podziwiam
Mateuszu, podziwiam, zresztą nie tylko ja, ale i moja rodzina też, Twoje zamiłowanie i poświęcenie, żeby dopiąć swego. Gratuluję takiej pasji. A opis ? Super! Zdjęcia też.
pierwsze zdjęcie boskie.........
królewskie......
powiedziałbym "wawelskie"
jak wawel budowano
to o "Mateuszu" zapomniano.....
to taka przenośnia
ale znośna
"piątka" to za mało
"dziesiątka" by się zdało
pozdrawiam i podziwiam
Super. Podziwiam zamiłowanie
Super. Podziwiam zamiłowanie do natury i wspaniale efekty w postaci fotek
Dla mnie czwórka - rewelacja
Dla mnie czwórka - rewelacja :)))
gratuluję zamiłowania
i oczywiście wspaniałych zdjęć. Dziękujemy również za opis przygotowań. Niestety, nie mogę się pochwalić taką cierpliwością
Bomba!
Może ja też kiedyś uzbroję się w podobną cierpliwość.
I wyzwolę z lenistwa o trzeciej nad ranem. :)))
O trzeciej nad ranem i nad wodą?!
@Bogusław_ZG:Obowiązkowa pierzyna i barchanowe gacie.