Ekstraklasa (cz. 1)
Złamana noga nie świadczy jeszcze o poziomie meczu
Po pierwsze dlatego, że oba mecze obejrzałem. Obejrzałem i nie odniosłem podobnego wrażenia. Ba, odniosłem wrażenie odmienne: to mecz ligi polskiej trzymał mnie w napięciu przez niemal całe spotkanie. Wyspiarze grali dobrą taktycznie i technicznie piłkę, nowocześnie i z polotem. Pełne trybuny. Zawodnik, który złamał nogę swojemu przeciwnikowi nie mógł uwierzyć w to co się stało. Wejście było ostre, ale jak na wyspiarskie warunki to należy przyznać, że było to wejście jakich wiele. Skutki okazały się dramatyczne. Showcross schodził z boiska nie dowierzając w to co się stało, kręcąc głową i płacząc. Poza tym tak naprawdę mecz okazał się spotkaniem bez historii, „Kanonierzy” zainkasowali pewne trzy punkty i dalej liczą się w walce o czołowe lokaty. Tyle.
Gieksa w gazie
Mecz GKS Bełchatów – Wisła Kraków to inna bajka. Gorsi zawodnicy, mniej zapełnione trybuny, inne pieniądze, ale waleczność dużo większa. Szybki gol Dawida Nowaka przecudnej urody ustawił spotkanie i piłkarzy Wisły w roli bijących głową w mur. Wisła próbowała atakować, ale wszystkie jej ataki rozbijały się na szesnastym metrze przed bramką Sapeli. Na pewno wpływ na słabszą dyspozycję lidera ekstraklasy miał brak Pawła Brożka i Patryka Małeckiego, którzy w barwach „Białej Gwiazdy” nie mają swoich zmienników na dobrym poziomie. Dość powiedzieć, że w spotkaniu wystąpił Georgi Hristov, zakontraktowany zaledwie 48 godzin przed meczem. Co warte podkreślenia, GKS Bełchatów, mimo iż to pierwsza kolejka po przerwie zimowej, jest już „w gazie”. Zawodnicy są świetnie przygotowani motorycznie do gry i to wydaje się był główny powód ich zwycięstwa.
Niczym mecz o mistrzostwo świata w boksie zawodowym
Jeszcze ciekawiej było dzień wcześniej. Na inaugurację rundy wiosennej na stadionie Hutnika w Krakowie spotkały się drużyny Cracovii i Legii. „Pasy” przystąpiły do spotkania z Legią bez kompleksów. Już w 10 minucie nastąpił pierwszy nock-down i „liczenie” Legii, kiedy to nawy nabytek Cracovii Mołdawianim Suworow niesygnalizowanym strzałem trafił w słupek, a skutecznie dobijał Pawlusiński. Drugi nock-down nastąpił w 25 minucie. Z pozoru niegroźna sytuacja na z boku boiska kończy się faulem, za który Dickson Choto otrzymuje żółtą kartkę. Niezadowolony z decyzji Choto wykonuje gest w stronę kibiców i zostaje za to ukarany czerwonym kartonikiem. Kibice „Pasów” oczekiwali na nokautujący cios w postaci drugiej bramki. Wydawało się, że Cracovia gra mądrze, szanując piłkę i raz po raz groźnie kontratakując utrzyma korzystny wynik. Kilkukrotnie trzeszczały słupki i poprzeczka bramki strzeżonej przez Jana Muchę. Wejście Szałachowskiego w 67 minucie wstrząsnęło Krakowem. Napastnik „wojskowych” najpierw w 69 minucie sam umieścił piłkę w siatce gospodarzy, a dwie minuty później uruchomił Grzelaka, który w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem ze stoickim spokojem ustalił wynik spotkania na 1:2. Górą była Legia, która postawiła wszystko na jedną kartę. Na graczach Cracovii zemściło się kunktatorstwo i próba dowiezienia skromnego wyniku do końca.
Krucjata Kozielskiego
W przerwie zimowej najwięcej mówiło się o Odrze Wodzisław i o Dariuszu Kozielskim, który jest w tym klubie odpowiedzialny za transfery. Człowiek odpowiedzialny za transfery pozyskał 10 piłkarzy i wydał… 20 tys. złotych. Nie byłoby w tym wszystkim nic dziwnego gdyby Kozielski poszukiwał zawodników na boiskach klasy A i „okręgówki”, ale jeśli odkryjemy karty i podamy, że do Odry trafili: Arkadiusz Onyszko, Mauro Cantoro, Marcin Chmiest czy Brasilia to znaczy, że Odra poważnie myśli o utrzymaniu w lidze. Na początek udało się uratować jeden punkt i to głównie za sprawą bramkarza, Arkadiusza Onyszki, autora kontrowersyjnej książki „Fucking Polak”. Nie zachwycił Piechniak, Cantoro ani Brasilia. Chmiest nie zagrał wcale. Widowisko zostało ocenione jako mało atrakcyjne, ale ta drużyna z takimi nazwiskami może jeszcze sporo namieszać nawet drużynom walczącym o mistrzostwo.
Krótki opis najciekawszych wydarzeń pierwszej kolejki ligi wiosennej przekonuje, że w naszej „kopanej” coś się ruszyło. Mieszko Sibilski chyba wypił o dwa browary za dużo, może go nieco uśpiły i chyba napisał o innym meczu. Ja już zacieram sobie ręce na mecze w przyszły weekend: Lech Poznań podejmie Cracovię, Ruch Chorzów zagra z Zagłębiem, a GKS Bełchatów będzie chciał potwierdzić znakomitą dyspozycje grając na wyjeździe z Piastem w Gliwicach.



























Kontakt: