drukuj

Dzwonki i Janczary Pana Mariana

Marian Łysakowski

czyli słów kilka o spotkaniu z Panem Marianem Łysakowskim, który jak mówi o sobie „….Jestem pedagogiem, turystą, pilotem wycieczek, przewodnikiem turystycznym, jestem kolekcjonerem dzwonków...”

W sobotę o godz. 16-stej w rodzinnej atmosferze Zielonej Jadłodajni odbyło się spotkanie z Panem Marianem Łysakowskim.

Przy kawie, herbacie lub kufelku piwa wypełniła się sala Jadłodajni chętnymi posłuchania opowieści Pana Mariana o dzwonkach. O dzwonkach które zbiera od 32 lat. Metalowych, miedzianych, kutych i odlewanych, kryształowych, ceramicznych, dużych, małych i tych "bez serca"

Pamięta pierwsze dzwonki, te przywiązane do sani, potem były pamiątki turystyczne od znajomych.Ale ponieważ jest pilotem wycieczek to w każdym miejscu które zwiedza szuka dzwonków.
W Agrze w Indiach kupił dzwonek przewodnicki. Odtąd używa go do zwoływania zagubionych wycieczkowiczów.

Pan Marian miał o czym opowiadać, postawił swoją nogę w ponad 30 krajach i na kilku kontynentach a jego zbiór liczy ponad 600 sztuk dzwonków z 56 krajów świata, ze wszystkich kontynentów. Nie wszystkie pochodzą jednak z odległych kontynentów są też  te zakupione na targach staroci w Zielonej Górze, jest też dzwonek nocnego stróża z Babimostu.
 - Dostałem go od pana, który zaraz po wojnie był członkiem miejskiej straży obywatelskiej , inny, niemiecki dzwonek nosi nazwę "Wołanie spragnionego". Gdy się w niego uderzy, kelner przynosi piwo.
Mieliśmy przyjemność zapoznać się z malutką częścią kolekcji dzwonków, janczarów i mis tybetańskich.
Obecnie większość kolekcji wystawiana jest w Muzeum w Praszce k. Częstochowy, kolejne muzea starają się o możliwość wystawienia tej bardzo ciekawej kolekcji dzwonków. W Zielonej Górze również mieliśmy okazję gościć wystawę dzwonków Pana Mariana Łysakowskiego w Muzeum Ziemi Lubuskiej oraz w skansenie w Ochli.
Z każdym związana jest jakaś historia, wspomnienie lub anegdota którą uraczył nas Pan Marian.Opowiedział m.in. o tym jak targować się na arabskim targu dywanów:
-Olbrzymi bazar , a na nim jedna wielka hala - opowiada. - I tylko jeden właściciel handlujący zresztą dywanami. Zaprosił, żeby usiąść, pogadaliśmy, wypiłem sześć herbat. Okazało się, że istotne było właśnie to, iż handlarz tak długo rozmawiał z białym. Tym sposobem rosło jego poważanie wśród innych kupców, ale przy okazji zakupił trzy dzwonki za 5 dolarów choć cena wyjściowa była 5 dolarów za sztukę.

Opowiedział jak ludzie reagują na dzwonek:

-Kiedyś we Włoszech jeden z turystów powiedział, że nie chce być baranem, którego trzeba prowadzić dźwiękiem - opowiada Łysakowski. - Ale po powrocie do Zielonej Góry przyznał się, że gdyby nie dzwonek, to trzy razy by się zgubił.

A w Wenecji gdy „dzwonił" przywołując swoją grupę turystów, nagle uklękła cała (inna) grupa pielgrzymów :))

Oraz o przygodzie w moskiewskim metrze:

-Gdy zadzwoniłem na turystów w moskiewskim metrze, od razu pojawił się milicjant. Nielzia! I woła do biura...

Na mnie największe wrażenie zrobiły misy tybetańskie, które odpowiednio „pocierane" (foto) twardym kawałkiem drewna wydawały niesamowity dźwięk, podobny do gry na pile. Ciekawostką był proces produkcji jednej z mis, która zrobiona była ze stopu 7 metali a jej produkcja trwa nieprzerwanie przez 24 godziny.

Dzwonki ... niby nic takiego ...obecnie już niemal tylko ozdoba , a jednak towarzyszą nam od IXw.p.n.e przynajmniej na tyle lat ocenia się wiek najstarszego zachowanego do dziś instrumentu. Dzwony były znane w Egipcie,Chinach, Indiach, znajdowane były na grobach władców indiańskich,znane były Aztekom i Inkom. W Polsce pojawiły się wraz z chrześcijaństwem, pełniły ważną funkcję religijną, wzywały do nabożeństw, uświęcały uroczystości i święta, ale też i pełniły funkcję świecką ostrzegały przed najazdem, biły podczas pożarów, obwieszczały śmierć lub narodziny władców.

W mojej kuchni dzwonki też pełnią ważną funkcję ... ozdobną. Mają swoje historie i dźwięki. Przywożone z wakacji dalszych lub bliższych, przez rodzinę i znajomych.

Każdy dzwonek jest inny ... inaczej brzmi... można by powiedzieć, że nie ma dwóch takich samych.. Zebrani z Zielonej Jadłodajni mogli dotknąć i wsłuchać się w dźwięk dzwonków. Dzieci miały naprawdę głośną zabawę :))

Dzięki tym dzwonkom było to dźwięczne spotkanie z dzwonkami Pana Mariana, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam i dziękuję za miłe popołudnie i rozmowę.

* * *

 

Zobacz nas na facebooku: 

strona portalu Moje Miasto Zielona Góra

strona bezpłatnego tygodnika miejskiego MM Moje Miasto Zielona Góra

Zdjęcia

  • Marian Łysakowski
  • Marian Łysakowski
  • misy tybetańskie
  • Dzwonki
  • Dzwonki
  • Dzwonki
  • Dzwonki
aski
Autor:aski

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Bogusia
Bogusia ndz., 2011-02-13 23:58

Fajne hobby

Bardzo to ciekawe.

B.H.-D.
marika-m10
marika-m10 pon., 2011-02-14 17:47

Pan Marian

Pana Mariana poznałam na spotkaniu autorskim z p.Orłosiem w bibliotece.Zaproszenie otrzymał od prowadzącego Teleekspres ,ponieważ należy do Loży Pozytywnie Zakręconych.Miałam wrażenie ,że dzieci ,z którymi byłam chętniej posłuchałyby o dzwonkach p.Mariana, niż nieprzygotowanego do spotkania p.Orłosia.Pozwalał dzieciom bawić się dzwonkami,nauczył je wydobywania dźwięków z mis tybetańskich.Dla mnie super pozytywnie zakręcony Gość..

ania
Bronicky
Bronicky wt., 2011-02-15 00:09

Muszę się pochwalić, ze jeden

Muszę się pochwalić, ze jeden z dzwonków w kolekcji Pana Mariana jest ode mnie :)
Z Panem Łysakowskim poznaliśmy się w Sulechowie, gdzie prowadził zajęcia z pilotażu i przewodnictwa. Były to najciekawsze zajęcia przez cały okres studiów na tamtej uczelni. Na każdych ćwiczeniach prezentował nam inne dzwonki i różne sposoby gry na misach.
Miałem kiedyś okazję obejrzeć jego całą prywatną kolekcję dzwonków. Robi ogromne wrażenie.
Wielka szkoda, że o spotkaniu dowiedziałem się po czasie...

Piotr Bronicki, Bronek http://myspace.com/grunbergpunx