Dziwności z przeszłości - Lekarz nazbyt higieniczny
W latach „dyktatury proletariatu" nadzór nad urzędnikami sprawował „czynnik społeczny". Najwyższym organem nadzoru nad życiem publicznym, gospodarczym, usługowym a także kulturalnym była partia - Polska Zjednoczona Partia Robotnicza.
Partia działała „opiniodawczo" poprzez dyskusję na egzekutywie (zakładowej, środowiskowej, miejskiej, wojewódzkiej), a potem „decyzyjnie" poprzez uchwały Plenum komitetu odpowiedniego szczebla.
To co dzisiaj robi (nazbyt powoli) prokuratura to w państwie sprawiedliwości społecznej, radykalnie czyniła Komisja Kontroli Partyjnej. Zdarzało się, że towarzysz decydent z porannej lektury lokalnej gazety dowiadywał się, że od wczoraj nie jest już członkiem partii, która przy okazji cofnęła mu rekomendację na wysokie stanowisko.
Oto kilka „dziwności z przeszłości" z działalności służby zdrowia.
Było to tuż przed powstaniem PRL - przed ogłoszeniem Konstytucji z 1952 roku ustanawiającej Polską Rzeczpospolitą Ludową. Państwo ciągle nazywało się Rzeczpospolita Polska i miało Prezydenta.
Zarządzanie państwem wymagało aparatu bezpieczeństwa publicznego. Zrozumiałe, że zdarzały się przypadki „nie lubienia mundurowych".
W protokole z zebrania wyborczego z dnia 19 marca 1952 roku zapisano, że „personel zakonny częstokroć złośliwie odnosi się do chorych, a zwłaszcza do pracowników aparatu BP" (Bezpieczeństwa Publicznego). Bo w Zielonej Górze, ciągle w szpitalu przy Placu Wielkopolskim (aktualnie jest to Plac Powstańców Wielkopolskich) pracowały siostry w „umundurowaniu zakonu sióstr Elżbietanek".
Były też uwagi o pracy lekarzy. Oto wytknięto jednemu, że „prywatnie wyjeżdża sanitarką do łaźni kąpać się, co zabiera przeszło pół godziny czasu kosztem godzin służbowych szofera i sanitarki , przez co stratę ponosi Państwo".
Moim zdaniem (świadka tamtych czasów) na usprawiedliwienie lekarza czyścioszka niech posłuży wysoka ocena Łaźni Miejskiej, która w tych czasach znajdowała się w tym budynku przy ulicy Zamkowej.
Społeczne napiętnowanie personelu miało też konsekwencje służbowe. Oto fragment opisu nagannej postawy członka partii, postawionego na odpowiedzialnym stanowisku.
„Jako członek Partii zdawała sobie sprawę co czyni, była świadoma, że przywłaszczając sobie jajko czy jabłko krzywdziła dziesiątki małych dzieci, które nie potrafią użalić się na swoją krzywdę, że lekarze przypisując dziecku te witaminy w naturalnej postaci starają się podnieść je na zdrowiu a jeden taki niecny postępek może zniweczyć nieraz nadzieje lekarzy".
Ktokolwiek z czytających ten cytat zdziwił by się „duperelnym" zarzutem, niech pozna opinię końcową: „dopuściła się sabotażu i to wielkiej wagi, wobec tego winna być przykładnie ukarana".
Cieszę się, że dożyłem ustroju prawdziwie demokratycznego, z urzędowymi strukturami zapewniającymi prawa i obowiązki konstytucyjne obywateli i urzędników ... ale czyż ludzkie ułomności tak w zaniedbywaniu jak i oskarżaniu zanikły?



























Kontakt:
Coś się odwróciło...
Dziś sekretarzem POP jest proboszcz, sekretarzem KW biskup. :)
A najdziwniejsze jest to, że dawni towarzysze partyjni dumnie noszą proporce na procesji Bożego Ciała. Milicja jak tylko dała się przemianować na policję od razu pełni warty honorowe na kościelnych imprezkach, daje sobie radiowoziki pokropić, a nawet wspólne służby na drogach urządza. Policjant kwit do urzędu a sukienkowy obrazek ze św. Krzysztofem na pocieszenie. Ot Polska, z jednej skrajności w drugą. :))
Jedyna różnica to taka, że dziś przysłowiowy Kowalski nie ma komu się wyżalić, poskarżyć, bo nikt nie pomoże bezinteresownie. Każde grabie w swoją stronę zgarniają.
Kogo przerażało PRL ten może wrócić do lektury poprawionego
tytułu. Winien jest jakiś...