Dziesięć grzechów polskiej służby zdrowia
źródło: www.infolinia.org
Każdy, nawet najlepszy system da się zepsuć. Jest oczywiste, że łatwiej jest zepsuć system, który nigdy nie funkcjonował dobrze i opierał się na socjalistycznej gospodarce rynkowej niż ugruntowany doinwestowany system opieki zdrowotnej w krajach dojrzałej demokracji.
1. Składki, które idą nie wiadomo gdzie.
Każdy z nas niezależnie od tego czy sobie tego rzeczy czy też musi płacić składkę zdrowotną. Wydaje się zatem, że w takim systemie powinniśmy mieć mnóstwo pieniędzy, za które profesjonalni lekarze będą nas troskliwie leczyć.
Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że w koszyku gwarantowanych świadczeń zaledwie kilka strzykawek i dwie tabletki przeciwbólowe. Co do zasady nie należy nam się nic. Przychodząc do szpitala czy do przychodni najczęściej słyszymy, że służba zdrowia jest niedoinwestowana, że koszty są cięte i czekamy w kolejce tylko po to, żeby się dowiedzieć że tak naprawdę nic nam się nie należy.
Zamiast profesjonalnej opieki medycznej widzę piękny gmach Narodowego Funduszu Zdrowia. Ładnie wyremontowany, skomputeryzowany. Urzędnik w NFZ nie musi się martwic o nic. W razie najmniejszych wątpliwości po prostu nie uzna naszych racji.
Całkiem spore pieniądze pochłaniają także zmiany systemowe. Najpierw pieniądze trafiały do kas chorych i nigdy stamtąd nie powracały. Reliktem z tamtego okresu jeszcze kilka dni temu były książeczki RUM, ale źle kojarzące się kasy chorych zastąpiono oddziałami Narodowego Funduszu Zdrowia. Oczywiście należało w związku z tym wymienić szyldy i tablice.
W systemie ochrony zdrowia wciąż mądre głowy wprowadzają nowe przepisy, które mają usprawnić przepisy i pozwolić nam cieszyć się z opieki medycznej na europejskim poziomie. Efekty ich prac są jak zwykle takie same: nie zmienia się nic poza coraz częstszym przekonaniem, że jeśli jesteś chory musisz leczyć się prywatnie. Ale co jeśli nie masz za co się leczyć?
2. Nieumiejętność funkcjonowania w warunkach gospodarki rynkowej
Największym błędem na początku lat dziewięćdziesiątych było powierzenie zarządzania szpitalami lekarzom. Ktoś wyszedł z niezwykle mylnego założenia, że lekarze z gruntu obdarzeni się nadzwyczajną wrażliwością na ludzkie cierpienie i tylko takie podejście może zapewnić normalne funkcjonowanie szpitalom. Nie mieściło się wtedy nikomu w głowie, że szpital może a nawet powinien funkcjonować jak normalne przedsiębiorstwo, którego celem jest wykonywanie usług medycznych na wysokim poziomie w konkurencyjnej cenie.
Brak menedżerów na stanowiskach dyrektorów placówek spowodował, że szpitale zaczęły się zadłużać i popadać w prawdziwe finansowe tarapaty. Wydawać by się mogło, że skoro takie szpitale sobie nie radzą to należy je po prostu zamknąć albo ograniczyć ich spektrum działalności. Nic bardziej mylnego! Okazuje się, że zarówno rządy jak i samorządy zamiast strofować niegospodarne placówki zachęcała je do zadłużania się poprzez doraźne akcje oddłużające. Najnowsza akcja „ratujmy polskie szpitale” także zakłada, że rząd i samorządy spłacą długi podległych sobie placówek, a więc wychodzi na to, że warto było być niegospodarnym. Kto się nie zadłużył i gospodarował dobrze ten nie dostał nic! Czy gdzieś jeszcze, poza Polską, taki scenariusz byłby możliwy?
3. Kolesiostwo i korupcja.
Nie ma chyba bardziej tragicznej sytuacji niż chory obywatel w chorym społeczeństwie. Jeśli obywatel chce się leczyć nie korzystając ze znajomości lub zasobności portfela to się okazuje, że NFZ nie refunduje, że są kolejki etc. Jeden ze znajomych na operację kolana czekał 2,5 roku. W większości przypadków na proste zabiegi czekamy miesiąc lub dwa. Okazuje się jednak, że zawsze są jeszcze te drugie drzwi dla „inteligentniejszych”. Dla tych, którzy mają znajomości lub pieniądze, a najlepiej jeśli przychodzą z pieniędzmi po znajomości.
Co ciekawe zabiegi „za łapówki” i zabiegi „po znajomości” wykonywane są w normalnych godzinach pracy szpitali i przychodni, na publicznym sprzęcie, podawane są lekarstwa i wykonywane są zabiegi za publiczne pieniądze. Co jeszcze ciekawsze to wszystko należałoby nam się za darmo i bez kolejek gdybyśmy wszyscy doszli do przekonania (bardzo racjonalnego zresztą), że nikt z nas nie płaci łapówek. Kiedy w końcu to zrozumiemy?
4. Populizm.
Dwa słowa „likwidacja szpitala” to śmierć polityczna dla polityka, który je wypowiada. No bo jak można zlikwidować szpital? Ten sam szpital, w którym zabiegi wykonywane są za łapówki lub po znajomości, w którym panują nieludzkie warunki i w którym personel patrzy na nas jak na symulantów i wyłudzaczy usług medycznych nagle staje się ostatnim bastionem zdrowia, o który walczy całe społeczeństwo.
Łatwo jest tłumem manipulować i kiedy okazuje się, że kasa samorządu świeci pustkami i próbuje się zamknąć choćby nierentowne oddziały na czele moherowych protestujących wojsk stają lekarze i personel. A skoro już lekarze mówią, że jest źle to jakże im nie wierzyć. To nic, że ci sami lekarze w większości wyjechaliby już zagranicę gdyby znali języki, ale że się nie nauczyli to muszą się dalej użerać w tym miejscu.
Tematy związane z likwidacją placówek medycznych to też element każdej kampanii wyborczej: jedni drugim zarzucają, że ci albo zlikwidowali albo dopiero mają zamiar zlikwidować szpitale. Na obronie służby zdrowia, niepopartej niczym innym poza chciejstwem już niejeden wygrał wybory.
5. Zemsta Bismarcka.
Zastanawiał się ktoś kiedyś w jakich odległościach znajdują się szpitale i dlaczego ta odległość to koło trzydzieści kilometrów? Otóż żyjąc w XIX wieku Otto von Bismarck uważał, że szpitale powinny być oddalone o jeden dzień drogi powozem konnym.
Jak się popatrzy na mapę szpitali w regionie to niewiele się zmieniło. Na zachodzie szpital w Krośnie Odrzański, dalej w Gubinie. Na północy w Sulechowie i dalej w Świebodzinie, a na południu w Nowej Soli, Żarach i Żaganiu. Każda z placówek z byłym województwie zielonogórskim oddalona o nie więcej niż 30 km od następnej. Jak widać niewiele poszliśmy naprzód od czasów Otto von Bismarcka.
I te wszystkie szpitale od jakiegoś czasu szukają swoich sposobów na przetrwanie. Oprócz oddziałów ratunkowych ich szansą na funkcjonowanie jest specjalizacja. I tak bez ładu i bez składu jedni robią to a drudzy tamto.
6. Niedoinwestowanie.
Żeby służba zdrowia mogła dobrze funkcjonować potrzebne są racjonalnie wydawane duże pieniądze. Tymczasem pieniądze na służbę zdrowia nie są ani duże ani wydawane racjonalnie. Ile by się pieniędzy nie wrzuciło do tego nieergonomicznego systemu, tyle pieniądz gdzieś bezpowrotnie ginie a jakość służby zdrowia nie poprawia się ani o jotę.
7. "Ustawa 203".
Zapewne wiele słyszeliśmy w ostatnich latach o zobowiązaniach szpitali z tytułu tzw. „ustawy 203”. Zakładała ona podwyżki w służbie zdrowia, które należały się personelowi ale nie zapewniła sfinansowania tych wydatków. W rezultacie w kolejkach po pieniądze ustawiały się przed kasą całe rzesze pracowników służby zdrowia, a tych pieniędzy po prostu nie było w kasie.
Rok po roku z tego właśnie powodu szpitale coraz bardziej się zadłużały. Tylko niewiele z nich potrafiło wygospodarować środki na pokrycie start spowodowanych bublem prawnym, który zażegnał w tamtym okresie niebezpieczeństwo wyjścia ludzi na ulicę, ale jednocześnie na długie lata sparaliżował służbę zdrowia.
Mimo że w budżecie na ochronę zdrowia zawsze było zbyt mało pieniędzy to pracownicy służby zdrowia niemal rokrocznie wychodzili na ulicę z nowymi akcjami protestacyjnymi. Jak nie białe miasteczko to porozumienie zielonogórskie. W każdym przypadku wymuszanie podwyżek i dopłacanie do nierentowanego. Co ciekawe, wydaje się, że gdyby pracownicy służby zdrowia nigdy nie protestowali to pewnie nigdy nie dostaliby podwyżek. Oj. Polsko!
8. Nieświadomość praw pacjentów.
Po części za kiepską sytuację w służbie zdrowia odpowiadamy sami, bo nie znamy swoich praw. Nie wiemy kiedy możemy wezwać karetkę a kiedy nie. Kilka razy widziałem jak ktoś bał się podać swoich danych dyspozytorce pogotowia ratunkowego z obawy przed tym, że być może obciążą go za przyjazd karetki. W czasie przerwy świątecznej jeden z lekarzy w szpitalu odesłał członka mojej rodziny słowami „świąteczna pomoc medyczna pani nie przysługuje”. Dopiero kilka dni później w Internecie doczytałem się, że nie miał racji postąpił niezgodnie z przepisami.
Nie znamy tych przepisów i w ten sposób zachęcamy pracowników służby zdrowia do nadużyć i nieprzestrzegania naszych praw. Dlatego jeśli wymagamy wiele od służby zdrowia, to ze swojej strony zróbmy chociaż jedno: nauczmy się naszych praw.
9. Zbyt mało lekarzy (blokowanie specjalizacji).
Każdego roku studia medyczne w Polsce kończą tysiące osób, ale te osoby nie stają się od razu lekarzami. Żeby tak się stało potrzebne jest zrobienie pięcioletniej specjalizacji w określonym kierunku. Już samo dostanie się na specjalizację jest niezwykle trudne i wielu absolwentów studiów medycznych nigdy się na nią nie dostaje.
Co roku jest zbyt mało miejsc na wyspecjalizowanie się kolejnych grup lekarzy. Przez to swoiste blokowanie okazuje się często, że na oddziale pracuje tylko jeden lekarz albo, że jeden lekarz jest zatrudniony na trzech etatach a oprócz tego prowadzi jeszcze prywatną praktykę medyczną. O poziom pracy człowieka, który wg „rozpiski godzinowej” jest ponad dwadzieścia godzin w pracy można mieć uzasadnione obawy.
10. Związki zawodowe.
Kolejnym kuriozum jest polskie prawo związkowe. Pamiętam jak kilka lat temu Dyrektor SP ZOZ z rozbrajającą szczerością opowiadał mi jak on bardzo lubi związki zawodowe jak one się kłócą i spierają. Opierał się bowiem na prawie, zgodnie z którym jeśli związki zawodowe nie wypracują wspólnego stanowiska, to dyrektor zadecyduje sam. Wiadomo zaś, że inne cele mają lekarze a inne cele mają pielęgniarki i nie było takiej sytuacji żeby związki zawodowe się dogadały. Zawsze bardziej na tym, żeby się „nie dogadać” zależy stronie, która ma lepsze chody dyrektora placówki, a że zawsze są to lekarze…
To niesamowite, że w tym chorym systemie zdarzają się jak rodzynki w cieście lekarze i pielęgniarki z powołania. Na pewno czytając ten artykuł myślimy pewnie wszyscy, że jest on trochę niesprawiedliwy. Przecież każdy z nas na pewno jest w stanie wymienic przynajmniej jednego przyzwoitego lekarza i jedną przyzwoitą pielęgniarkę. Przed takimi ludźmi chylę czoła!


























Kontakt:
Artykuł bardzo dobry. Ja w
Artykuł bardzo dobry. Ja w ostatnich 3 latach byłem dwa razy w szpitalu. 1 raz z objawami zawału trafiłem na kardiologie do Polikliniki, opieka super, porobili badania, okazało się że podrażniona trzustka i kamienie w woreczku do natychmiastowego usunięcia. Przejście do Szpitala operacja i powrót do domu.Opieka również bez zarzutów. Żadnych układów i łapówek. Ostatnio zerwane ścięgno, przyjecie na oddział i na drugi dzień zabieg, Blok operacyjny spisał się na 6, a oddział na 4,5 tak samo żadnych łapówek i żadnych znajomości. W czasie kiedy miałem jeszcze gips poprosiłem na wizycie o skierowanie na rehabilitacje, i już po tygodniu po ściągnięciu gipsu poszedłem na ćwiczenia i naświetlania. Zapisali mi nawet drugi 10 dniowy zestaw rehabilitacyjny. Z pewnymi opisanymi grzechami służby zdrowia, bym się porostu nie zgadzał, ale może jestem szczęściarzem i oby tak zostało.Przyznam się ze nawet nie wiem, kto mnie operował.
Ja na razie nie narzekam na
Ja na razie nie narzekam na służbę zdrowia....bo staram sie nie chorować :))))
Ale to fakt...pacjenci są bardzo niedoinformowani, masa ludzi nie wie co im sie należy bezplatnie a co nie. W konsekwencji kończy sie na wizytach prywatnych - bo szybciej - choć niestety bardzo drogo :(
Oddział, jak z amerykańskich filmów
Byłam dwukrotnie na prywatnym oddziale kardiologicznym w Nowej Soli ( na szczęście w odwiedzinach) i byłam zdumiona - zupełnie inny szpitalny świat. Proszę nie myśleć, że pacjenci byli tam prywatnie. Nic podobnego. Moje koleżanki nie dopłacały i żadnych łapówek nie dawały. Kiedy poczuły się lepiej przenoszono je niżej, na państwowy oddział. Poniekąd żałowały tej poprawy zdrowia.
Na gorąco
W nocy z 21 na 22 stycznia trafiłam z moim 15-letnim pobitym synem do szpitala... Niestety w gabinecie przyjęć nie było lekarza, bo akurat przeprowadzał na jakimś oddziale zabieg. Odesłano nas do biegłego, który dokonał tzw. obdukcji za jedyne 150zł.
Nikt nie obejrzał mu dokładnie i nie opatrzył rany na głowie. Blizna będzie jak ta lala. Nie tylko na skórze.
Tytułem komentarza..
Ad. 1. "socjalistycznej gospodarce rynkowej" - błąd, według konstytucji RP żyjemy w "jedynie słusznej" społecznej gospodarce rynkowej (socjalistyczna została zastąpiona przez społeczną żeby ładniej brzmiało).
Ad. 2. To, że menedżerowie będą zarządzać szpitalami również nie gwarantuje "lepszej" opieki zdrowotnej. Szpitale zresztą nie są winne tak naprawdę. Proszę się przyjrzeć uważniej. One realizują usługi medyczne na NFZ a więc na osławione punkty, przekraczając te punkty, zadłużają się (na punkty na kolejną kadencję) lub pacjenci płacą dodatkowo. Wszystko rozbija się o limit punktów.
Ad. 3. Kiedyś to się nazywało "partia", teraz "kolesiostwo". Czasy się zmieniły, mentalność pozostała. Nie jest prawdą, że przeciętny obywatel płacący składki, nie otrzyma refundowanej usługi. Teoretycznie na każdego z nas przypada określona gama usług medycznych. Jeśli złamiemy nogę i jej leczenie jest w podstawowych usługach medycznych zapewnionych przez ubezpieczenie, to NFZ zapłaci nam za "nogę". Ubezpieczenie gwarantuje nam określony pakiet podstawowy usług medycznych, za który my zapłaciliśmy. TO NIE JEST ZA DARMO. MY PŁACIMY SKŁADKI. Za dodatkowe usługi (czyt. za resztę) trzeba uiścić dodatkową zapłatę.
Ad. 4. Chodzi pewnie o słynną komercjalizację vel prywatyzację szpitali. Tutaj chodzi o przekształcenie szpitale na podmioty prawa handlowego (wedle projektu PO) szpital miałby być czymś w rodzaju "kliniki prywatnej" jednocześnie realizując pakiet ubezpieczeniowy NFZ - co według pomysłodawców miałoby zakończyć spiralę rosnących długów szpitali. PiS jest przeciwko. Jestem w poglądach daleki od PiSu, ale też jestem przeciwko. Wg mnie - szpitale są podmiotem nie podlegającym pod prawa rynku, które muszą być zarządzane przez państwo / samorządy.
Ad. 5. Zapomniałeś o prywatnych.
Ad. 6. Błąd. Służba zdrowia jest finansowana przede wszystkim z naszych składek. Chociaż fakt, nie jest dla mnie zrozumiały ich transfer (to jest dla mnie czarna magia, jaką one drogę przebywają). Tutaj nie chodzi o większe nakłady finansowe na służbę zdrowia, ale o zdrowe gospodarowanie pieniędzmi ze składek i podatków.
Ad. 7. Niech się Służba Zdrowia cieszy, na kulturę i naukę i tak jest mniej pieniędzy niż na służbę zdrowia!
Ad. 8. Wezwanie karetki pogotowia w sytuacji krytycznej (życie, zdrowie) to jest OBOWIĄZEK i pogotowie nie pobiera żadnej opłaty. To nie dotyczy praw pacjentów, ale PODSTAWOWEJ wiedzy z zakresu PIERWSZEJ POMOCY. Jeżeli widzimy, że ktoś zasłabł, że jego zdrowie lub życie jest zagrożone i nie jesteśmy w stanie mu pomóc, albo nie wiemy jak pomóc i boimy się że nasza pomoc może zaszkodzić dzwonimy po karetkę. W międzyczasie stosujemy podstawowe czynności zapobiegawcze, by ofiara nam nie zmarła przed karetką (4,5 minuty zależy od nas!!).
Ad. 9. To prawda. Izba Lekarska od lat krzyczy do rządu (i od lat jest to krzyk rozbijający się o głuchą ścianę), więc nic nowego, AmIright'cie. Co ciekawe Izba Lekarska głośno sprzeciwiła się skracaniu studiów medycznych (też uważam to za idiotyzm) i przeciwko likwidacji LEPu. Lekarz musi być profesjonalistą w swoim fachu, to mu daje 6 lat studiów, praktyka, staż, LEP. Rząd PO chce odejść od tej starej formuły na rzecz masowej i szybkiej produkcji lekarzy. Pytanie- czy chcemy masę kiepskich lekarzy? Jeżeli odpowiedź brzmi tak - to się zgadzamy z PO....
Ad. 10. Prawda, że pracownicy służby zdrowia są pokazywani w negatywnym świetle. Vide lekarze (w mediach niezwykle bardzo często pokazuje się ich jako złodziei, hochsztaplerów itp., a niezwykle rzadko jak coś dobrego robią, to buduje negatywny obraz lekarzy niestety). O, i tutaj pochwalę GL za jej plebiscyt na lekarza roku! Ha, widzisz Marku, nie zawsze jestem smerfem-marudą. ;)
Trudno mi jest
zgodzić się z twierdzeniem........", że stojąc przed koniecznością odwiedzenia służby zdrowia przechodzą nas ciarki i ogarnia nas przerażenie? ".
Jest to duże uproszczenie będące efektem ulegania ciągłym atakom mediów na służbę zdrowia / określenie umowne / , których celem jest poszukiwanie nośnych medialnie tematów. Media wykorzystywane są też do politycznych i lobbystycznych rozgrywek na czym najwięcej traci krytykowana służba zdrowia.
W zdecydowanej większości wypowiadający się i dyskutujący niewiele mogą powiedzieć o własnych doświadczeniach a bazują na tym co ktoś tam, gdzieś powiedział.
Proponuję by w dyskusji brać także pod uwagę wypowiedzi takich pacjentów jak Tomek Dominiak. Oni są większością. Moje doświadczenia jako pacjenta są podobne. Tak samo nie mogę narzekać na POZ " Skarbowa " jaki i na poradnie specjalistyczne w obu naszych szpitalach. Dwa lata temu, może dzięki szczęściu, w krótkim okresie czasu ze skierowaniami przeszedłem drogę od diagnostyki przez poradnię chirurgiczną, onkologiczną i zabieg w szpitalu. Bez znajomości, łapówek i zbytniego wyczekiwania. Jako, że wiek wymaga muszę odwiedzać, oczywiście nie w celach towarzyskich, poradnię reumatologiczną w Poliklinice i okulistyczną " Oculus ". Nigdzie nie spotykam się ze złym czy tez lekceważącym traktowaniem a za wyniki ich pracy mogę być tylko bardzo wdzięczny.
Amlrigcht, to nie są rodzynki, taka jest większość pracowników i przed tą większością powinniśmy tak jak Ty , chylić czoła.
W następnym komentarzu postaram się odnieść do innych spraw poruszonych w artykule.
Chciałbym móc sie zgodzić z tymi, kttórzy dobrze piszą o
@Pintaliano:służbie zdrowia, ale niestety nie mogę. Zbyt wiele jest przykładów cierpienia, niesprawiedliwości, niestosownego traktowania ludzi cierpiących. Zbyt wiele jest przykładów,. że osób słabych (bo cierpiących) nie szanuje się. Zbyt wiele jest skandali i błędów lekarskich. Zbyt wiele nie kończących sie kolejek.
To niekoniecznie wynika z tego, że w służbie zdrowia pracują źli ludzie, ale głównie z tego, że ludzie pracują w chrymi niedinwestowanym systemie opieki zdrowotnej.
KOlszak, nasze składki - nie nasze. To tylko kwestia nazewnictwa. Jkabym miał prawo tych składek nie płacic to by mi to robiło różnicę. A tak: składka jesli pracuję jest pobierana ode m,nie tak samo jak podatek bez możliwości sprzeciwu.
Dwie rzeczy są pewne na tym świecie -
śmierć i podatki - cytując klasyka. Mała uwaga: nie twierdzę, że służba zdrowia jest zdrowa, wręcz przeciwnie - jest chora. Nie uważam, że służba zdrowia jest niedofinansowana (tj. mogłoby być więcej funduszy, ale jak wszędzie tną, to trudno wymagać by i tu nie cięli). Są pieniądze, nasze ze składek. Tylko problem dotyczy TRANSFERU. To jest czarna dziura. "Nobla" ci dam, jak mi wyjaśnisz łopatologicznie co się dzieje z naszymi składkami po ich opłaceniu..
KOlszak
@KOKO:toć przecież piszę w pierwszym punkcie: 1. składki, które idą nie wiadomo gdzie :))))
O to właśnie chodzi, ponieważ
@AmIright:O to właśnie chodzi, ponieważ wiadomo gdzie idą, tylko nie wiadomo jak idą. Różnica polega na "jak" i "gdzie". =)
O służbie zdrowia dyskusji ciąg dalszy.
Przejście służby zdrowia do funkcjonowania w warunkach gospodarki rynkowej z natury rzeczy musiało być trudniejsze niz znalezienie się w nich naszego przemysłu, usług i wielu innych dziedzin życia.
Utworzenie w 1997 roku Kas Chorych i powołanie SP ZOZ-ów było pierwszym krokiem do jej zreformowania ale nie mogło załatwić problemu.
W Zielonej Górze utworzony SP ZOZ obejmujący swoim działaniem dawne przychodnie i poradnie specjalistyczne funkcjonował jednak nadal praktycznie w starym układzie organizacyjnym, z tym samym przerostem zatrudnienia i kadrą, która pracowała mając do dyspozycji nie tylko środki z kontraktu z Kasą Chorych ale i też pewność, że w razie czego miasto dołoży.
I dokładało. O ile dobrze pamiętam, to w 1998 roku około 8 mln złotych.
Dlatego też słuszną była decyzja o likwidacji SP ZOZ i powstaniu samodzielnych podmiotów medycznych.
Do funkcjonujących już samodzielnie praktyk lekarza rodzinnego dołączyły , POZ-y / np. " Skarbowa "/, specjalistyczne / np. " OCULUS " / itd., które zawierały samodzielne kontrakty z Kasą Chorych.
Po paru m-cach było już widać jakie niepotrzebne koszty osobowe i materialne ponosił dawny SP ZOZ. Wielu jego pracowników nie znalazło zatrudnienia w nowych jednostkach, czuło się pokrzywdzonymi ale inaczej być nie mogło.
Zaczęło zmieniać sie także w szpitalach. Te, które miały szczęście do kadry zarządzającej rozwijają się wychodzą z zadłużenia jak np nasze zielonogórskie.
Są jednak i takie jak gorzowski, gdzie kadra myślała, że wiecznie będzie mogła wymuszać na władzy pieniądze.
W nowych warunkach pacjent zaczął być najważniejszy tak dla lekarzy jak i średniego personelu medycznego i to był widoczny sukces zielonogórskiej reformy.
Zaczęła się zmieniać także baza materialna. Lekarze po okresie przejściowym wydając własne złotówki na urządzanie gabinetów, zakupy nowego sprzętu itd oglądali każdą z nich ze wszystkich stron. Efekt, to widoczne zmiany w naszych przychodniach i rozwijający się zakres wysokospecjalistycznych usług medycznych.
Nie oznacza to jednak, że wszystko funkcjonuje już jak należy. Problemem są m.in. pieniądze ograniczające ilość świadczonych usług specjalistycznych ale o nich innym razem.
Zgadzam sie z tezami, które zostały tu przytoczone.
@Pintaliano:Tymbardziej, że fajnie to ogarnął pan, Panie Pintalio\ano w skali naszego zielonogórskiego lokalnego rynku usług medycznych.
O pieniądzach w służbie zdrowia.
Niedoinwestowanie służby zdrowia, brak dostatecznych środków na finansowanie bieżącej opieki podstawowej i procedur specjalistycznych to temat rzeka. Praktycznie żaden kraj w świecię nie rozwiązał go w sposób zadawalający wszystkich obywateli.
Polska na tle innych krajów Unii Europejskiej wygląda jednak o wiele gorzej. Przyjęliśmy zasadę, że praktycznie całość potrzeb finansować będziemy ze składek osób pracujących co w połączeniu z niskim dochodem narodowym od momentu wprowadzenia reformy źle jej rokowało.
Łatwo policzyć o ile więcej pieniędzy na służbę zdrowia tylko ze składek pracujących mieli byśmy gdyby nie to, że od chwili naszego wstąpienia do UE ponad trzy miliony Polaków pracuje poza granicami Polski a olbrzymia część obywateli płaci składki od wysokości minimalnego wynagrodzenia, w naszym województwie ponad 50 % zatrudnionych. Druga sprawa, że dla tych 3 mln trzeba by stworzyć miejsca pracy.
Kolejna sprawa to szeroko rozumiany poziom współczesnej medycyny w prostej linii związany z jej finansowaniem..
Składa się na to wiele czynników np. ceny leków , co rusz to nowych generacji i odpowiednio droższych. Bez względu na nazwę KCh czy też NFZ dopłacać do nich należy.
Coraz to nowocześniejszy sprzęt do diagnostyki. Kilkanaście lat temu mało kto słyszał o USG, RTG zębowym, rezonansie magnetycznym, tomografie komputerowym, laserowym usuwaniu kamieni. To wszystko musi kosztować. Dzisiaj nikt u stomatologa nie zgodziłby się na borowanie niskoobrotowym unitem.
Okuliście kilkanascie lat temu wystarczała plansza z literami i cyframi , nakładane wymienne soczewki i wskaźnik.
Dzisiejsze gabinety to kosmos w porównaniu z tymi z przed lat, nie mówiąc o laserowych operacjach itd. można by podawać przykłady.
Kolejna sprawa to niekontrolowany wypływ pieniędzy z Kch czy teraz NFZ. Nie udało się w kraju wprowadzić jednolitego systemu RUM. Amlrigcht nazwał go archaicznym ale on był próbą uporządkowania i kontroli wydatków. Tam gdzie go wprowadzono nie było tylu afer związanych z wyłudzaniem pieniędzy za nie wykonane usługi oraz nienależne dopłaty do leków.
Przeciwnicy RUM wiedzą po co walczyli z jego zwolennikami.
Szczelny system kontroli, ewidencji i dokumentowania stanu zdrowia oraz leczenia każdego pacjenta i tak bedzie musiał być wprowadzony. Będzie to system elektroniczny lecz wiele kosztujący i wymagający czasu na wdrożenie.
Budżetowa bieda doprowadza do ograniczania dostępności do wielu usług co oszczędnością nie jest. Na przykład leczenie stomatologiczne wyprowadzono ze szkół, systematycznie ogranicza się “ ilość zębów, którym przysługują uzupełnienia światłoutwardzalne” a za takie leczenie zęba trzeba już prywatnie zapłacić ponad 100 zł.
Ubogie, niedożywione i bezzębne społeczeństwo to nasza przyszłość. To prowadzi do rozwoju kolejnych chorób na leczenie których nie będzie pieniędzy.
Oszczędność, już na starcie będąca marnotrastwem.
Kończąc swój udział w dyskusji chciałbym jeszcze dodać, że całemu systemowi nie służą polityczne przepychanki i interesy skutkujące np. ustawą 203 i zmienianiem z zasady tego co wprowadzili poprzednicy.
Swoimi uwagami w trzech komentarzach chciałem uzupełnić treść artykułu Amlrigcht'a. Wytrwałym dziękuję za poświęcenie czasu na zapoznanie się z momi uwagami.
Panie Pintaliano! Czy ma pan jakieś dowody , że Szambelan albo
emeryt RP Zdzisław Piotrowski ogłaszał, że "Przyjęliśmy zasadę, że praktycznie całość potrzeb finansować będziemy ze składek osób pracujących"...
Więc proszę Mi (albo Mnie) nie imputować działań których nie czyniłem.
Jeśli Pan uczestniczył w ogólnopolskich działaniach "Przyjęliśmy zasadę, że praktycznie całość potrzeb finansować będziemy ze składek osób pracujących" to NIECH PAN SIĘ POCHWALI kiedy to było, w jakim zestawie polityków i kto Pana delegował.
Nareszcie będziemy mieli Zielonogórzanina, współodpowiedzialnego za to co się ze składkami zdrowotnymi dzieje! Czy Pan jako współorganizator "zasady" nie boi się, że szyby Panu wybiją?
Pozdrawiam choć współczuję.
" MY NARÓD "
poprzez swoich przedstawicieli.
Nie będę przecież używał modnego kiedyś określenia " ONI ".
Pozdrawiam.
Wyłączam się bo leci dziennik RadioMaryja. Poczytałem Michnikową
Gazetę Wyborczą i wiem ale chcę wiedzieć więcej więc słucham j"edynej polskiej narodowej rozgłośni".
Ładnie i zgodnie z prawdą napisane
Leczenie u nas wygląda w ten sposób, że wiele osób chodzi do lekarza chociaż nie powinno (nie ma takiej rzeczywistej potrzeby), a temu naprawdę potrzebującemu nie chce się zrobić badania raz w roku, bo ''nie ma pieniędzy''.
Przypisywanie do wybranego przez pacjenta lekarza też jest fikcją. W mojej przychodni nie widziałem ''swojego'' lekarza na oczy (przypisano mnie do lekarza, z którego usług nie korzystam). Jednocześnie mogę się zarejestrować i rejestruję się (dwa dni czekając do terminu wizyty) do lekarza rodzinnego, który powinien być moim lekarzem z własnego wyboru. A więc pieniądze ze wspólnego worka państwowego idą nie za świadomym wyborem pacjenta do właściwego, najlepszego w swoim fachu lekarza lecz ''odgórnie'' wydzielane są po równo, wg. zasady: ''nieważne kto stoi a kto leży jednakowo każdemu się należy''. Pieniądze publiczne powinny iść za pacjentem a nie w niewiadomym kierunku.
Świetna lektura
Fajnie czyta się ten artykuł jest interesujący jak wiemy jest wiele tez innych grzeszków .Skoro o wszystko trzeba walczyć sama podam przykład Petycji do Ministerstwa Zdrowia. ZATEM polecam tez artyluł.
http://www.petycje.pl/petycjePodglad.php?petycjeid=6505
ODDAJĄC głos Za POMAGASZ chorym , by Łuszczycę wpisano na listę chprób przewlekłych. Dziękuję za każdy oddany przez Państwa GŁOS.