drukuj

Działo się 4 lipca 1946, siódma wieczorem...

Często fachowiec ważnego zawodu ma talent artystyczny

nad Jego grobem wspomnijcie

Czytali tę opowieść (i podobało się im) magister Janusz Jarosz, doktor Tomasz Florkowski i prof. dr hab. Hieronim Szczegóła. Niechaj Szanowni Czytelnicy www.mmzielonagora.pl też mają możliwość się z tym zapoznać...

Motto: Nie można poznać istoty najważniejszych wydarzeń, sięgając tylko do faktów opisanych i sprawdzonych Jest ich zbyt mało, aby na ich podstawie zrozumieć niezwykle skomplikowaną historię drugiej połowy dwudziestego wieku. Co gorsza, w tej historii fakty bardzo często przeplatają się z kłamstwami, tworzonymi przez służby specjalne po to, aby ukryć prawdziwy charakter wydarzeń, lub powstającymi mimowolnie, na skutek ułomności ludzkiej pamięci - Bogusław Wołoszański - Twierdza Szyfrów (2006)

[działo się 4 lipca 1946, siódma wieczorem]

ŚPIEWALI NA PRZEMIAN. ROSJANKA I POLAK.

Trzeba podziwiać sprawność pana Felisiaka za przeprowadzoną akcję informacyjną. Obszerny wszak kościół świętej Jadwigi już na kwadrans przed siódmą był praktycznie zapełniony we wszystkich ławkach. Proboszcz, pragnąc szczególnie uszanować burmistrza i starostę, zaprosił ich z małżonkami, aby siedli w stallach, w pobliżu ołtarza. Ustawione wzdłuż osi kościoła siedziska te ułatwiały obserwację artystów koncertujących na chórze.

Zaskoczony frekwencją ksiądz proboszcz przeprosił za zwłokę w rozpoczęciu koncertu. Ponieważ przybyło jeszcze kilkadziesiąt osób, dla których zbrakło miejsc w ławkach, ksiądz poprosił kilku młodych mężczyzn o przyniesienie ławek z pobliskiej sali katechetycznej. Ławki, choć bez oparcia, zapewnią przybyłym minimum wygody przy słuchaniu śpiewów.

Okazało się, że spóźnialscy wygrali, bowiem dodatkowe ławki ustawiono wzdłuż osi nawy. Niektórzy z ław kościelnych chcieli się przesiadać na ławki dostawiane. Po prawie kwadransie zamieszania ksiądz Michalski wezwał zebranych do odmówienia „Ojcze Nasz". Wszyscy wstali i należnym skupieniem modlitwę tę odmówili. I zaraz zagrały organy. Po chwili, do melodii dołączył sopranowy głos z jakże tkliwą pieśnią „Ave Marija". Słuchacze byli urzeczeni.

Powaga świątyni wstrzymywała obecnych przed klaskaniem. Po chwili artystka zaśpiewała następną pieśń, a potem następną i następną. Gdy artystka kłaniała się publiczności dołączył do niej mężczyzna w mundurze generała Armii Czerwonej i też się ukłonił. Po chwili obok nich pojawił się pan Fabisiak który powiedział:

- Śpiewała dla państwa rosyjska artystka z Witebska, pani Urszula Michajłowna, żona pana generała Karanaszwili, który jej akompaniował na organach. Artyści będą jeszcze śpiewali, a po koncercie będziecie mogli im pogratulować, przy wyjściu z kościoła. Teraz pani Urszula chwilę odpocznie a w przerwie wystąpi nasz zielonogórski artysta, śpiewający piekarz, pan Zdzisław Adamczewski z akompaniamentem doktora Romana Mazurkiewicza.

Obaj zapowiedziani panowie najpierw się ukłonili. Potem krótki, melodyjny wstęp i mocnym basem zabrzmiała pieśń „Płynie Wisła płynie, po polskiej krainie..." Pan Zdzisław zaśpiewał jeszcze trzy pieśni patriotyczne. Artysta skłonił się, i przywołał swego akompaniatora. Panowie uścisnęli sobie dłonie i ustąpili miejsca artystom rosyjskim.

W repertuarze tej części znalazły się pieśni lżejszej natury. Głównie były to pieśni ludowe. Ponoć artystka upewniła się, że ksiądz nie będzie miał nic przeciw, aby zaśpiewała popularną już w Polsce piosenkę „Kalinka maja". Piosenka ta ożywiła publiczność. Ludzie radośnie się uśmiechali. Niektórzy panowie nawet rytmicznie przytupywali, ale panie ich uspokajały.

Po ukłonach artystów pan Felisiak zapowiedział:

- Na zakończenie dzisiejszego koncertu artyści, a właściwie ich akompaniatorzy przygotowali niespodziankę. Jeszcze raz zaśpiewa pani Urszula ale tym razem będzie jej akompaniował nasz wicestarosta, doktor Roman Mazurkiewicz a do pieśni pana Zdzisława Adamczewskiego zagra doktor, generał Dawid Karanaszwili.

I pani Urszula zaśpiewała na bis cudną „Ave Marija". Publiczność chcąc wyrazić artystce uszanowanie wstała i pieśni wysłuchała na stojąco. I stali tak, posyłając uśmiechy podziękowania, gdy artystka kłaniała się. Podszedł do niej Zdzisław Adamczewski. Z pełnym uszanowaniem pocałował ją w rękę i przytrzymał, aby nie odeszła. Siedzący przy organach generał zaintonował melodię i gruchnęła w kościół zaśpiewana pełnym głosem nabożna pieśń „Boże coś Polskę przez tak liczne wieki...".

Znowu wszyscy stali i słuchali patriotycznej i religijnej pieśni, którą grał na zielonogórskich organach umundurowany generał Armii Czerwonej.

Artyści zeszli z balkonu chóru. Uśmiechając się do publiczności, powoli przeszli przez kościół, aż pod ołtarz. Tam czekał proboszcz, który w krótkich, acz serdecznych słowach im podziękował. Artyści, w towarzystwie burmistrza i starosty ponownie przeszli powoli przez kościół, do głównego wyjścia.

I za nimi wychodzili uduchowieni słuchacze niebywałego koncertu.

Artyści stali na chodniku a wychodzący z kościoła podchodzili, aby głośno wypowiedzieć kilka słów gratulacji i zachwytu. Znalazły się kwiaty dla pani Urszuli uszczęśliwionej tak serdecznym przyjęciem jej śpiewu.

Pięknie wyglądała wiązanka białych i czerwonych róż na tle czarnej sukni, przyozdobionej trzema rzędami białych pereł. I kwiaty i suknia i perły były zielonogórskie a artystka była Rosjanką z Witebska.

* * *

Autorskie wyjaśnienie motywacyjne.

Tak! Wiem, że podpis Stalina widnieje na wniosku Ławrientija Berii o eksterminację jeńców wojennych, polskich oficerów, policjantów, leśników. Nie mam zamiaru wybielać Stalina, ale nie piszę podręcznika historii, ani jego życiorysu.

Mikropowieść Zdzisława Piotrowskiego „Tajny pobyt Stalina w Zielonej Górze" jest interesującym przekazem z pierwszych miesiącach pobytu wojsk radzieckich w Zielonej Górze i okolicy. Niewiele wiemy o okresie od wkroczenia tu Rosjan w lutym 1945 r. do przejęcia władzy przez Polaków w czerwcu tegoż roku. Autor, na podstawie wspomnień (źródła pisane dlatego okresu – niemieckie i rosyjskie są bardzo szczupłe) dość wiernie odtworzył klimat tamtych dni.

Książka Zdzisława Piotrowskiego pomoże, zwłaszcza młodemu czytelnikowi, lepiej zrozumieć skomplikowane czasy u schyłku drugiej wojny światowej. Autor-[...] starał się dość wiernie trzymać historycznej rzeczywistości.

Zielona Góra, wrzesień 2007 r. Prof. dr hab. Hieronim Szczegóła

...
Jeśli Moderator zezwoli na informację, że książkę można kupić w księgarni Staromiejskiej ul. Żeromskiego, to ułatwiłoby chętnym dostęp do całości.
Ale proszę nie traktować tego jako reklamę.

[Moderator zezwoli. Wszak książkę szambelan reklamuje. Marek Pakoński]

Zdjęcia

  • Często fachowiec ważnego zawodu ma talent artystyczny
Urodzony przed wojną, po przejściu frontu, w rodzinie pionierskiej uczył się w Gorzowie, a po maturze pracował 40 lat w Zielonej Górze.
Szambelan
Autor:Szambelan

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Bogusław_ZG
Bogusław_ZG pon., 2010-10-11 13:18

Interesujący epizod z życia pionierów ZG.

Swoją drogą, ciekawe jak ten występ wpłynął na karierę generała.
Przypomniała mi się opowieść "Mała Moskwa",
ale to była inna bajka i inne trochę czasy, po Stalinie. :)

Pintaliano
Pintaliano pon., 2010-10-11 14:14

Ciekawe

czy znajdą się nauczyciele w zielonogórskich szkołach, którzy polecą uczniom mikropowieść Pana Szambelana jako odtrutkę na wszech otaczającą nas " papkę " o strasznej sowieckiej okupacji ?
Boję się , że nie.
Wyrazy szacunku, Panie Szambelanie.

Pintaliano