Do Berlina - historycznej stolicy regionu - nie dojedziemy
Jest skandalem aby największe miasta regionu - Zielona Góra, Gorzów, Żary/Żagań, nie miały połączenia ze stolicą tego regionu. Bo taką stolicą, przynajmniej dla tutejszej inteligencji, dla części tutejszej kadry zarządzającej przedsiębiorstw, dla tutejszej bohemy artystycznej, jest 4,5 –milionowa aglomeracja Berlina. Ongiś odległa o 60 minut jazdy pociągiem, dziś o 3,5, a nawet 4 godziny takiej podróży.
Berlin, jak każda duża aglomeracja, walczy z motoryzacją indywidualną i do centrum miasta samochodem wybierają się zapewne jedynie hydraulicy i dostawcy, bo korki i ogromna liczba np. skrzyżowań z sygnalizacją świetlną skutecznie do wykorzystania samochodu osobowego zniechęca.
Lokalna ludność podróżuje masowo transportem zbiorowym.
Tymczasem mieszkańcy woj. Lubuskiego w większości tego zrobić nie mogą. Na trasie Berlin-Zielona Góra (140 km) zaplanowano dwie przesiadki, na które stracić można 40 minut. Zresztą wyszukiwarka połączeń na 5 możliwych połączeń między tymi miastami, aż trzy podaje dużo dłuższą trasą przez Kostrzyn. Jedynie dwa połączenia na dobę są możliwe przez Rzepin i Frankfurt nad Odrą, czyli najkrótszą trasą.
Proszę Państwa. Przed II Wojną Światową infrastruktura kolejowa pozwalała, by do Berlina pociąg z Zielonej Góry dotarł w ok. godzinę i 10 minut, trasą przez Bieniów i Lubsko, którą ongiś pędziły superekspresy „Fliegender Schlesier”, łączące Berlin z Wrocławiem w 2 godz. 39 minut. Tutejsze „elity polityczne” pozwoliły, by tory na tej linii rozkradziono razem z wiaduktami, a dworzec w Lubsku spalono i rozkradziono dla cegieł.
Proszę Państwa. Województwo lubuskie oferuje fatalną infrastrukturę i jakość życia, nie odpowiadającą w najmniejszym stopniu wymogom pracowników tzw. „klasy twórczej”. Nie poprawi się to w przeciągu następnych trzech dekad. Możliwe jest jednak, by tacy managerowie czy kadra zarządzająca mieszkała i korzystała z infrastruktury i oferty kulturalnej naszego zachodniego sąsiada, i docierała do miejsc pracy po polskiej stronie. To jednak wymaga „infrastruktury transportowej” i „oferty przewozowej”.
Od 2010 roku liberalizowany jest rynek przewozowy na kolejach w relacjach międzynarodowych. Samorząd tutejszy mógłby chociaż raz coś zrobić dla nielicznych, żyjących tu jeszcze osób o wyższym wykształceniu, kwalifikacjach, kompetencjach, i sprawić, by przełamano monopol jednej z najbardziej archaicznych i zacofanych technologicznie firm przewozowych w Europie - PKP Przewozy Regionalne, która to firma jest gospodarczym zombie, wielokrotnie zbankrutowanym, a decyzją polityczną podtrzymywanym przy życiu.
Samorząd jest w niewielkim stopniu współwłaścicielem tej firmy.
Powinien jednak machnąć na nią ręką, tak, jak zrobiły to władze Dolnego Śląska, tworząc własne Koleje Dolnośląskie. Powinno się za pomocą innych przewoźników zapewnić tutejszej ludności przynajmniej dojazd do stolicy tego regionu, tak, by możliwe były podróże biznesowe w czasie 2 godzin z Zielonej Góry do Berlina (połowa linii w tej relacji jest dostosowana do prędkości 160 km/h).
Do czego uprzejmie wzywam.



























Kontakt:
No nie do końca. Berlin nie
No nie do końca. Berlin nie jest miastem szczególnie atrakcyjnym - zresztą sami berlińczycy są tego świadomi, stąd hasło " Berlin is poor but sexy". W rankingu IW Consult Berlin zajął niskie, 47 (44 wśród miast dużych) pozycję pośród miast w Niemczech - z powodu bezrobocia, wysokiego odsetka żyjących z socjalu (25 % mieszkańców!), wysokiej przestępczości. Powtórze to co napisałem przy okazji innego komentarza: te Niemcy które są atrakcyjne dla Polaków, które dają wysokopłatną pracę są daleko- z grubsza, to obszar położony wzdłuż Renu.
Berlin może był historyczną stolicą regionu ale już nie jest. Zielonogórzanie, tak jak i gorzowianie, wrocławianie, legniczanie, szczecinianie nie mają żadnej więzi z Berlinem kariery robią w Warszawie, bo tam się zarabia. Nie wspomnę o lokalnych aglomeracjach jak Poznań w którym też wielu lubuszan znajduje pracę.
Wsytarczy zaznajomić się ze studiami rozwoju Berlina (patrz studia ośrodka w Erkner, ale i innych), zasięg i atrakcyjność aglomeracji berlińskiej kończy się na Fürstenwalde.
To jest nieprawda,
że Lubuszanie nie mogą dojechać łatwo do Berlina. Wystarczy dojechać do Słubic lub Gubina i stamtąd z dworców Frankfurtu/O i Gubena pociągi kursują średnio co godzinę. Do Słubic i Gubina można dostać się pociągami lub autobusami PKS. Ile jest przesiadek? Jedna. Słownie: Jedna.
berlin?
Berlin jest przereklamowany. Koszmarne i drogie jedzenie w knajpach. Piwo na trójkę z plusem. Drogie noclegi. I najgorsze - oni tam mówią po niemiecku!
proszę też nie fetyszyzować kolei. Że jak gdzieś ciuchcia nie dojeżdża to już, wspomniana przez Pana cała zielonogórska inteligencja, część kadry kierowniczej i cała bohema artisticzna płacze w poduszkę i zapija się na amen bo do berlina jej nie wpuszczają.
Zapewniam Pana, że wspomniane grupy społeczne mają samochody. Albo zmotoryzowanych znajomych. Do Berlina (o ile ktoś chce) łatwo można dojechać wsiadając w kolejkę podmiejską na jego przedmieściach i tam też zostawiwszy autko.
Tyle, że nie warto.
Stokroć lepiej dołożyć te 2 godzinki jazdy i zrobić weekendowy wypad do Pragi. Spokojnie można dojechać autem lub autobusem. Też nie mamy bezpośredniego połączenia kolejowego. Skandal