Cotygodniowa dawka dowcipów - część IV
Pewnego razu w pociągu Czapajew zdjął skarpety i powiesił na wieszaku. - Czy pan, panie dowódco - spytał go Pietka - wymienia czasami skarpety? - Tylko na wódkę!
Do otoczonego przez ,,białych” sztabu dywizji dociera furmanka. Wychodzi jej na spotkanie komisarz Furmanow. Powożąca kobieta schodzi z kozła, ściąga chustę i oczom zdumionego komisarza ukazuje się uśmiechnięty Pietka. - Ale się zamaskowałeś! - cmoka z uznaniem Furmanow. - Ja to jeszcze nic - mówi Pietka skromnie - wyprzęgajcie towarzysza dowódcę!
Wzięto do niewoli oficera ,,białych" i żeby wymusić od niego zeznania, spito do nieprzytomności. Jednakże oficer ku rozpaczy Czapajewa nic nie mówi. - Mam pomysł - odzywa się nagle Pietka. - Wszystko powie, jak jutro nie damy klina! - Ależ ty jesteś potworem, Pietka... - szepnął z podziwem Czapajew.
W łaźni Pietka szoruje plecy Czapajewa. - Towarzyszu dowódco, pokazała się koszula, której trzy lata temu szukaliśmy.
Czapajew, Pietka i Anka czołgają się do okopu ,,białych". - Ech, Anka, ty chyba w cywilu baletnicą byłaś, takie masz ładne nogi - mruczy Pietka z podziwem w kierunku pełznącej przed nim dziewczyny. - A ty Pietka - szepce zamykający zwiad Czapajew - chyba byłeś w cywilu traktorem! Taką bruzdę zostawiasz.
Do umierającego Mao Tse Tunga przeniknął Fantomas i zdjął maskę. - Ech, Pietka - rzekł Mao - rozrzucił nas los po świecie...
Wy, towarzyszu dowódco - mówi Pietka - to czasem jak pień!
- A tak! Bywam twardy!
Stirlitz i Kathe spacerują po parku. Nagle padają strzały. Kathe pada. Krew tryska.
Stirlitz, polegając na swym instynkcie, momentalnie zaczyna cos podejrzewać.
Idzie Stirlitz przez las i zobaczył w dziupli parę dużych, żółtych oczu.
- Dzięcioł - pomyślał Stirlitz.
- Sam jesteś dzięcioł - pomyślał Bormann.
Mueller, znajdzie się u Ciebie filiżanka kawy? - zapytał uprzejmie Stirlitz
- Kawy nie mam, ale mam czaj - radośnie odpowiedział Mueller.
"Taaa... Nasi blisko" - pomyślał Stirlitz
Gratulujemy urodzenia syna - przeczytał Stirlitz zaszyfrowaną depeszę.
Rozczulił się.
Przecież już dwanaście lat mija, jak opuścił ojczyznę...
Stirlitz ustalił spotkanie z łącznikiem z centrali w Cafe Elefant w Berlinie. W umówiony dzień niedbałym krokiem wszedł do lokalu, zasiadł przy stoliku i zamówił wódkę.
- Nie ma wódki - odpowiedział kelner.
- W takim razie poproszę wino - ponowił Stirlitz.
- Wina też nie ma.
- A piwo jest? - zapytał podejrzliwie Stirlitz.
- Piwa niestety też nie ma - odparł skonsternowany kelner.
"Widocznie łącznik z Moskwy przybył dzień wcześniej..." domyślił się Stirlitz.
Stirlitz spacerował po lesie. Podszedł do rozłożystego dębu i zerwawszy z niego największą kwitnącą gałązkę złupał z niej korę. Było niestety za późno. Wysłany przez Centralę nowy radiotelegrafista Siergiej już nie oddychał...



























Kontakt:
całkiem niezła dawka
no i całkiem niezły klimat Stirlitza. Ostatnio tak wogóle temat Stirlitza jakby powracał. W grudniu zmarł Tichonow, odtwórca roli płk Isajewa vel Stirlitza. Szansę na sukces szybko zwietrzyły dyskonty Biedronka, w których pojawiła sie płyta dvd z przygodami Stirlitza. Ciekawe czy ludzie sie zorintowali przeglądając płyty że 17 mgnień wiosny to własnie STirlitz?
Ja Stirlitza obejrzałem na youtube. Beznadzieja, ta zaduma radzieckiego agenta, a mimo to stał sie kultową postacią.
Stirlitz kultowy...
... dowcipów na jego temat cała masa, a swoją drogą ciekawe jakie jeszcze serie filmowe w dowcipie można znależć.
My z Pinokiem mamy swój kawał
Stirlitz podszedł do kamienicy. Na parapecie mieszkania na drugim piętrze zobaczył ustawione w rządku 72 żelazka.
- Tajny znak. Lokal spalony - pomyślał.