drukuj

Co z tym WikiLeaks?

W dobie coraz większej globalizacji to informacja rządzi światem!

(fot. sxc.hu)

Od kilkunastu dni świat żyje rewelacjami, które wyciekły z serwisu WikiLeaks. Jeśli ktoś jeszcze wątpił w potęgę Internetu myślę, że to najlepsza pora, aby zrewidować swoje poglądy. Pojedynczy serwis kontra największa dyplomatyczna machina na świecie. Co to właściwie dla nas znaczy?

Ano, że czasy się zmieniły, i to na dobre. Nie ukrywajmy, żyjemy już w erze w społeczeństwa informacyjnego. I nie chodzi tu o samą treść ujawnionych dokumentów, te dla wprawnego obserwatora polityki są potwierdzeniem znanej od stuleci prawdy: polityka to tylko cyniczna gra sprzecznych interesów. Coś innego jest jednak w ostatnich wydarzeniach na rzeczy.

Okazało się, że informacji nie da się już zatrzymać. W przeszłości nieraz się zdarzało, że tajne dane albo dokumenty trafiały w niepowołane ręce. Nikt jednak nie odważył się rozpowszechniać ich publicznie, co więcej nikt tego nawet nie oczekiwał. Wśród wielu ludzi pokutowało przekonanie, że skoro jest coś tajne to na pewno posiada taką klauzulę dla dobra nas samych. A jeśli nawet nie, to nie było chętnych, którzy posiadając odpowiedni prestiż i renomę odważyliby się je ujawniać dla samej tylko idei wolności informacji. Po co? Żeby narazić się na gniew i zemstę tych, których dotknęły? Na reperkusje i niewybredne kompromitujące bądź dyskredytujące ataki. Nikt nie był w stanie dotrzeć do tak wielu ludzi naraz.

Aż do teraz. Dziś oczekujemy już takich materiałów. Kiedy tylko pojawiły się pierwsze doniesienia, że wkrótce opublikowane zostanę tajne dokumenty najpotężniejszego mocarstwa na świecie z ciekawości wielu z nas zaczęło zacierać ręce. Dojrzeliśmy do tego, że informacja to obecnie jedna z najpotężniejszych broni masowego rażenia. I jest przeznaczona dla nas, zwykłych ludzi, którzy na codzień nie mają styczności z wielkimi tego świata. Więc z chęcią spojrzeliśmy im przez ramię na ręce. Na te prawdziwe, nie w rękawiczkach. Jak moglibyśmy odrzucić takie dziedzictwo naszych czasów?

Mleko już się rozlało. Sytuacja jest precedensowa ale co więcej następnym razem, kiedy ktoś wykradnie tajne dokumenty będzie jeszcze łatwiej. Będzie istniała przetarta już raz droga. Jak się okazało USA nie było w stanie zablokować informacji z pojedynczego portalu. Nie było także standardowymi środkami wymusić na nim presji ani zablokować go atakami cybernetycznymi. Także rzekome zarzuty dla założyciela WikiLeaks Juliana Assango ludzie przyjęli bardziej jako potwierdzenie słuszności istnienia takiego serwisu niż jako kompromitujące. Dlaczego tak się stało?

Wiele się mówi o tym, że w demokracji to ludzie rządzą poprzez swoich przedstawicieli. Lud jest suwerenem władzy. To stwierdzenie jest jednym z filarów w systemie organizacji władzy w krajach demokratycznych. Jak mantre powtarza się także, że formą nacisku na rządzących są sondaże oraz wybory. No właśnie. Oglądamy oficjalne decyzje naszych przedstawicieli, słuchamy ich tłumaczeń i podskórnie czujemy, że nie znamy całej prawdy. Że gdzieś tam jesteśmy manipulowani. Jak więc mamy mieć dobry osąd na całą sytuację? To nurtujące pytanie zostawało dotąd bez odpowiedzi. Stąd wzięła się cała afera z WikiLeaks. Mogliśmy w końcu zerknąć, choć na chwilę za kurtynę. Poznać prawdę. Myślę, że w przyszłości gdzieś zasłona jeszcze nie raz opadnie, a my będziemy czekać już na miejscu, kiedy to się stanie.

Zdjęcia

  • W dobie coraz większej globalizacji to informacja rządzi światem!

Zaloguj się lub utwórz konto, by oceniać

Komentarze
Tomasz Dominiak
Tomasz Dominiak czw., 2010-12-09 15:40

Teraz widać jacy ci wielcy

Teraz widać jacy ci wielcy amerykanie są fałszywi. Te ich wojska z tymi rakietami, czy ich samoloty są nam potrzebne jak umarłemu koszula. W chwili zagrożenia byli by na pewno ostatnimi, którzy nam pomogą.

Tomasz.D http://zgfoto.hekko.pl/
Szambelan
Szambelan czw., 2010-12-09 16:10

Jak ktos znajdzie coś o tajnych uzgodnieniach na temat festiwalu

Piosenek Zjednoczonej Europy w Zielonej Górze to "zamawiam" i proszę o ujawnienie.

Szambelan
KOKO
KOKO czw., 2010-12-09 16:37

Mnie spodobała się gniewna reakcja viceministra Komorowskiego

że Polska potrzebuje rakiet, a nie roślin doniczkowych. :-D
Uwzięli się na ten WikiLeaks. Nie po raz pierwszy mamy przecieki do mediów. WikiLeaks to inna forma tego co było od zawsze. Zmieniła się chyba tylko skala która jest nieporównywalnie większa.
Ostatnio też był wielki przeciek, ale w Polsce: Wprost dotarł do tajnych dokumentów dot. katastrofy smoleńskiej. Opublikować ich w całości, nie opublikował, ale to był temat numeru. Poza tym ten przeciek stał się sensacją tygodnia.

Pintaliano
Pintaliano pt., 2010-12-10 08:08

Prawda o WikiLeaks

to " tischnerowska prawda ". Wszystko zależy od punktu siedzenia a zatem i widzenia.
Pozyskanie ujawnianych informacji nazywa się zdradą tajemnicy państwowej. Formalnie tak możemy ten proceder nazwać ale gdy porównamy go z postępowaniem np. Adama Hodysza z gdańskiej SB to możemy dojść do krańcowo różnych wniosków. Hodysz nazwany zdrajcą , dzisiaj jest bohaterem i kombatantem. Wystarczyła wywrotka systemu politycznego. Oczywiście skala zdrady nieporównywalna lecz sensu to nie zmienia.
Nie wiemy co będzie jutro, jak potoczy się koło historii. Już dzisiaj widać, że prawdy serwowane nam przez Amerykę ( USA ) odbiegają mocno od rzeczywistości. Do opinii publicznej trafiają nadal tylko wyselekcjonowane fakty ale i one szokują - http://wyborcza.pl/1,75477,8557029,WikiLeaks_ujawnia_400_tys__dokumentow....
Jeżeli chodzi o twórcę witryny Wikileaks, to dążenie do jego ukarania przypomina mi walkę z mafią Ala Capone , którego skazano go za podatki a nie mafijną działalność. Amerykańskie łapy szwedzkimi łapkami próbują dopaść twórcę WikiLeaks. Myślę, że dla sławy coraz więcej panienek będzie oskarżać Juliana Assange o gwałt.
Takie przypadki wzrostu ilości gwałtów znamy i w Zielonej Górze.
Jak na razie cały świat powiązany z USA próbuje bagatelizować ujawnione prawdy, oczywiście we własnym a nie społecznym interesie.

Pintaliano
AmIright
AmIright czw., 2010-12-09 17:35

pewnie dla wielu z was ujawnię się w tej chwili

jako oszołom. NIe wierzę w WikiLeaks tak samo jak nie wierzę w Osamę. Moim zdaniem Osama wciąz jest na wolności (a może już dawno nie jest na wolności), bo USA mają w tym interes żeby jeszcze go nie chwytac, bo jest dobrym uzasadnieniem wielu ich poczynań na Bliskim Wschodzie. Jest także taką fajną "naklejką" na wypadek gdyby sprawa na Bliskim Wschodzie się rypła. Wtedy wystarczy wyciągnąc z nory związanego "beduina" i pokazac, że misja została zakończona schwytaniem człowieka odpowiedzialnego za atak na WTC. I będzie się wmawiało kolejnym pokoleniom, że to wszystko było piękne i dobre. :)

Podobnie jest z WikiLeaks. Moim zdaniem jest to mimo wszystko przeciek w jakiś sposób kontrolowany, mimo że kompromitujący. Jak się zastanawiam kto może zyskac a kto straci na WikiLeaks to widzę, że jest to intryga uknuta tak głeboko, że pojedynczy obserwator nie jest w stanie tego zidentyfikowac.

Robert Narkun (robertnarkun@o2.pl)