Była zupka i pędy bambusa, że palce lizać! Ludzie tłumnie stawili się w muzeum
Zaczęło się późnym popołudniem od pokazu japońskich sztuk walki. Prezentowali się karatecy ze szkoły Nidan Mirosława Kuciarskiego. Potem było coś dla wielbicieli talentu Andrzeja Wajdy. Ale nie o jego filmy chodzi, a o... rysunki. „Nasza Japonia” - tak zatytułowano wystawę prac wybitnego reżysera i jego żony Krystyny Zachwatowicz.
W tym samym czasie w sali obok szykowano się do kolejnego otwarcia. Zygmunt Wielowiejski udostępnił ze swoich zbiorów kilkadziesiąt dawnych fotografii japońskich pochodzących z lat 1880-1890.
Nie zdążyliśmy nasycić oczy pięknymi „obrazami” dawnej Japonii, a już trzeba było gnać na dół do sali witrażowej. Wzdłuż ustawionego pośrodku stołu kłębił się tłum. Całe rodziny przyszły, żeby nauczyć się robienia origami. Pod okiem fachowców (również Japończyka) z krakowskiego Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha powstawały żyrafy, motyle, żaby, pudełeczka...
Gdy jedni bawili się kolorowymi papierkami - inni sycili swoje podniebienie japońską kuchnią. Zapach klopsików podawanych z pędami bambusa roznosił się po całym muzeum. Do tego zupa z kraju kwitnącej wiśni! Palce lizać (chyba). Niestety, nie załapałam się na ten smakowicie wyglądający posiłek. Kolejka była zbyt długa, a ja zbyt niecierpliwa. Mogłam jedynie z zazdrością popatrzyć, jak ostatnie kęsy pędów ze smakiem wcina szambelan przybyły do muzeum w stroju cywilnym.
Przy okazji zobaczyłam jak wygląda japońska sosna drobnokwiatowa, jałowiec, wiąz i fikus. Prawdziwe mini-drzewka rosły sobie w donicach.
Piętro wyżej znów tłum. Z otwartymi buziami wszyscy słuchali wykładu o sztuce układania kwiatów. Potem była jeszcze ceremonia parzenia herbaty.
- Świetna impreza, oby więcej takich, gratuluję pomysłu - z podziwu nie mógł wyjść pan Staszek Malicki, który przyznał, że tak naprawdę dopiero teraz ma okazję zobaczyć muzeum od środka.
Dostępne były wszystkie sale i wszędzie było tłoczno. Gospodarz w osobie dyrektora Toczewskiego nie krył radości. Wszak takich tłumów nieczęsto się tu spotyka.
Niżej podpisana urwać się musiała, żeby wszem i wobec donieść o tym, co w muzealnych murach działo się dzisiejszej nocy. A przed nami był jeszcze koncert fortepianowy Miho Kurihary. I plenerowy spektakl (o 22.00) teatru Terminus A Quo.



























Kontakt: