Bawcie się razem z nami 13 marca
Jako, że przyznałem się do przyjścia na świat 13 marca i okazało się, że tak zrobiłem nie tylko ja jeden z MMkowiczów, pobawmy się razem. Niech to zaproszenie będzie moim podziękowaniem tym wszystkim, którzy wsparli mnie w tym dniu dobrym słowem.
Wiecie jak nazywano pociągi, którymi jeżdżono przez wschodnioniemieckie tereny bogate w winorośl ? To były „Rebenbummler”, czyli w wolnym tłumaczeniu „Winne łaziki”... Tak też nazywano i pociągi jeżdżące po „Jagodowej linii”, czyli z Zielonej Góry do Szprotawy.
„Jagodowa linia”... Pewnie słyszeliście o tym, że szprotawianka powstała m. in. dla rozwożenia po regionie wina i wódki z Scharlachterb – Meisterbrand, szampana Gremplera czy koniaku Raetscha. Czyżby wożono nią też jagody ?
Jak najbardziej, ale nie na skalę przemysłową. W Lesie Broniszowskim do połowy lat 20-tych umiejscowiony był tzw. przystanek okazjonalny, dla grzybiarzy i jagodziarzy właśnie. Kto z Grünbergczyków w niedzielę nie jechał nad Odrę, popływać kajakiem i zakąsić kiełbaskę lub goloneczkę pod jeden głębszy kufelek, ten jechał szprotawianką na południe do Lasu Broniszowkiego na grzyby i jagody...
W Rückersdorf (dzisiaj są to Siecieborzyce), naszą linię nazywano jeszcze inaczej, to była „mleczna linia”. Dlaczego ? Otóż tam kolej obsługiwała dużą zlewnię mleka, stojącą zresztą obok stacji i zachowaną do dzisiaj. Miejscowi rolnicy stworzyli legendę, jakoby mleko z porannego udoju od podszprotawskich krów (godz. 3, 4 rano) jechało szprotawianką do stolicy Vaterlandu a Berlińczycy na śniadanie raczyli się świeżutkim mleczkiem z kożuszkiem właśnie pochodzącym spod Szprotawy...
Kleinbahny powstawały głównie dla usprawnienia zbytu i transportu lokalnych towarów. Takie miejscowe towary, transportowane właśnie szprotawianką nazywano... Nigdy nie zgadniecie. To były Entenköpfe, czyli po prostu.... głowy kaczek, po naszemu...
Bywało też i mniej śmiesznie.... Zaledwie w przeciągu kilku tygodni , kolejka dwa razy dała przysłowiową plamę. Na jesieni 1928 r. podczas przybycia asa lotnictwa Hermanna Köhla zabrakło wagonów dla szprotawskich kibiców... Z kolei 06 lutego 1929 roku, kiedy zaatakowała prawdziwie syberyjska zima, przy 38 stopniach mrozu, kolejka po prostu.... odmówiła posłuszeństwa...
I już na koniec... Czy wiecie że w Grünbergu mieszkało „Słońce Austerlitz”. Domyślacie się kogo tak malowniczo przezywano... ? Szefa dworca Oberstadt.
Długo by tak można... Jest jeszcze bardziej ponura strona tych wspomnień, historia różnych wypadków kolejowych, kolizji parowozów z zaprzęgami konnymi, krwawe epizody z okresu obu wojen światowych.
Tekst powstał dzięki woluntarystycznej pracy całej grupy miłośników szprotawianki, w oparciu o zebrane przez nich po wioskach Ziemi Śląskiej i Niemiec opowieści i o materiały wygrzebane w archiwach i bibliotekach. Dużo wiadomości zaczerpnięto z archiwalnych numerów czasopisma Modellbahn-zeitschrift a głównym naszym tłumaczem był Wolfgang Brylla.
Serdeczne życzenia dla Tomasza Dominiaka i jego siostry. Dużo słów otuchy i pokory z mojej strony, początkującego neofity, dla Szambelana. I, oczywiście, gorące całusy dla Roberta i obu Maćków.
























Kontakt:
Przepraszam
Pana Mieczysława Bonisławskiego w imieniu moderatorów za opóźnienie w publikacji artykułu.
Bardzo Dziękuje
Jaka ta Polska jest mała na jednym portalu znalazły się Trzy osoby urodzone w tym samym dniu.Jeszcze raz dziękuje i życzę samych radosnych dni.Myślę ze niebawem się spotkamy i pójdziemy na jakąś kawkę.Pozdrawiam