Bądźmy miastem spokojnej starości
Zapraszam przez Internet wszystkich mi znanych tutejszych bębniarzy i rastamanów oraz piszę stosowną informację na lokalnym forum internetowym „Grono”, skupiającym wszystkich chyba młodych ludzi w tym mieście.
Zielona Góra. Składające się w większości z blokowisk i zabytkowego historycznego centrum 100-tysięczne miasto na zachodzie Polski. Nieco odcięte od świata, by dotrzeć tutaj z odległego o 140 km lotniska w Berlinie potrzebowałem wraz ze spacerem pomiędzy dworcem we Frankfurcie a przystankiem w Słubicach aż 6 godzin. Miasto niestety sprawia wrażenie mocno wyludnionego. Przyleciawszy prosto z dalekiego 72-tysięcznego Galway nad irlandzkim wybrzeżem Atlantyku, gdzie dosłownie nie mogłem przejść tamtejszym deptakiem skutecznie zatłoczonym przez nie mieszczących się w pubach Irlandczyków bawiących się i rozmawiających z kuflami piwa wprost na ulicy, gdzie dziesiątki klubów z bramkarzami przed drzwiami wchłaniały kolejne rzesze imprezowiczów, trafiłem do miasta pustych ulic. Miasta, którego ulice były tak przeraźliwie puste że ich pustość fotografował jako kuriozum pewien włoski biznesmen którego przyjazd ostatnio obsługiwałem.
Odnoszę wrażenie że w Zielonej Górze żyje się inaczej, niż na świecie. Tutaj w weekend pracodawcy nie wychodzą ze swymi pracownikami na obowiązkową wizytę w pubie, tutaj młodzi nie zaludniają w każdy wieczór centrum, zupełnie jakby gdzieś wybyli. Miasto w poniedziałkowy wieczór było puste, a ja się zastanawiałem, ilu mieszkańców jeszcze w nim mieszka.
Mam wrażenie ze to miasto niemal całkowicie zdominowane przez starszych ludzi, którzy są domatorami, wielbią domowe pielesze, telewizor. Ale to nie oni są normalni, normalna jest ta grupa ludzi która chce się bawić, żyć po światowemu. Która po powrocie ze szkoły czy pracy spotyka się z przyjaciółmi, śmieje się, dyskutuje godzinami, słucha wspólnie muzyki, idzie na imprezy, jedzie wspólnie na festiwale. W te wakacje na każdym z tuzina festiwali reggae w tym kraju była spora grupa mieszkańców naszego miasta.
Ale tutaj żyją ludzie którzy chcą żyć normalnie. Bawić się, hedonistycznie chodzić na imprezy klubowe w każdy wieczór, śmiać się i dziwić w teatrze czy operze, podrywać kobiety i tańczyć na całonocnych imprezach. Oni nie włączają telewizora na wieczór, ponieważ mają inne rzeczy do roboty. Mój przyjaciel, bardzo niekontaktowy i milczący na ogół dredziarz, przez ostatni rok na emigracji zmienił sposób życia tak bardzo, że z oglądacza telewizji stał się osobą w domu której telewizora nie da się włączyć ponieważ dawno temu zepsuła się wtyczka i dotychczas nie miał potrzeby jej naprawiać. U niego w domu gotuje się wspólne obiady dla kilku rodzin polskich emigrantów z tego piętra apartamentowca, kręcą się dzieci sąsiadów, głośno gra się muzykę świata, indyjską banghrę, ragga czy jamajski denshol. Impreza trwa cały dzień, choć gospodarz jest typem milczka, który przed laty opuścił Zieloną Górę tylko z plecakiem, a dziś jest gospodarzem apartamentu w nadmorskim apartamentowcu, będąc tam zwykłym robotnikiem. By tak żyć w Zielonej Górze, musiałby być tutejszą elitą, choć nawet ona nie mieszka w śródmiejskich apartamentocach.
Na pytanie, czy wróci do Zielonej Góry, odpowiada negatywnie. Po co, skoro z Zielonej Góry wszyscy w jego wieku wyjechali, a nowi ludzie nie przyjeżdżają, nie ma tej rotacji ludzi, której on potrzebuje dla życia? Trafnie to ujął: moi zielonogórscy przyjaciele i znajomi to już nie ci starsi, oni wyjechali, pozostały w większości nastolatki, młode rastamanki (tzw. rastuszki) które na festiwal potrafią zabrać ze sobą 8 różnych rodzajów dopiero co przywiezionej z Amsterdamu gandzi, kinderpanki chodzące z klamerkami w uchu, i nastolatki w rodzaju Mariki która ze mną parodiuje arie operowe. Nawet ona ma dość Zielonej Góry, po powrocie ze Szklarskiej Poręby narzeka że w tym mieście nie ma nawet takich wakacyjnych prowincjonalnych rozrywek w rodzaju karaoke, o soundsystemach nie wspominając. Marika chce się bawić, ale nie przy „kolorowych jarmarkach”.
Moi dzisiejszy rozmówcy na pytanie, jak oceniają to co się w tym mieście dzieje, odpowiedzieli przekleństwami że „ch... się dzieje”, drugi dopowiedział ze trzeba stąd uciekać (co też robi w przyszłym miesiącu), inny stwierdził że w tym mieście wieczorami są tylko fontanny i neonaziści. Potem rozmowa zeszła na temat lokalnych neonazistów, którzy mają swoją kwaterę koło owego kolegi. Kolega ten, wyprowadzając swego pieska, ostatnio niechcący stanął oko w oko z ich tutejszym hersztem, który przerwał prowadzoną rozmowę i w ciszy z wielkim psykiem powoli przy nim otwierał trzymaną w ręku colę.
Po takiej rozmowie udałem się z przyjaciółmi do „4 Róż”, jedynego miejsca gdzie tego dnia się coś działo i ogłoszono jakąś imprezę. Za bardzo jej nie było, ale za to porozmawiałem sobie ciekawie z szefem jednej z młodzieżówek o tym, że inicjatywa budowy basenu w tym mieście podnoszona przez partyjne młodzieżówki jest kroplą w morzu potrzeb, i nie odwróci upadku miasta. W tym mieście na młodych ludzi czeka co najwyżej praca w marketach, na promocjach, na kasie. Skończyły się przecież czasy braku pracy, dziś ludzie przebierają w ofertach, chcą mieć miejsce pracy zgodne ze swymi aspiracjami. Tutejsze władze chcą dopasować ofertę tutejszego uniwersytetu do oferty tutejszego rynku pracy, co może mieć dość wstrząsające konsekwencje w świecie gdzie ludzie nie studiują już tego co jest, ale robią to co lubią. Będzimy uczyć merchandiserów? Kasjerów?
Młodzi ludzie których znam i z którymi rozmawiam, sam mając 30 lat, słuchają nu-panku, indy-rocka, ragga, densholu, jungle, dubu, house’u, minimalu, dubstepu, soki, emo, reggae, raggajungle’u, dram’n’bejsu i mnóstwa innych gatunków muzyki. Są świetnie osłuchani, mają bardzo wysoką kulturę muzyczną, jeżdżą po festiwalach, od Gorzowa po Płock i Bielawę. W te wakacje mi się chyba nawet nie zaszyło spędzić weekendu w tym mieście, bo to miasto zalicza się do grona tych, które młodym ludziom, takim przed 30-tką, po prostu nic nie oferuje. Co w tym mieście ma zrobić student, gdzie ma pójść by się pobawić?
Zielona Góra to zaścianek współczesnej muzyki, w którym młodzi ludzie spotykają się z niezrozumieniem, a władze im wręcz przeszkadzają. Festiwal ragga/reggae upadł po jednej edycji, kolejnych nie udało się zorganizować mimo że wciąż jest tu silne środowisko i uparci promotorzy. Tego typu imprezy przynoszą zyski dopiero po 2-3 edycjach i ktoś, zwykle lokalny samorząd, musi zainwestować w ich zapoczątkowanie by stały się znane w kraju i świecie i stały się samowystarczalne.
Miasto wydało w 2007 roku dotkliwą walkę muzykom i promotorom samemu rozklejającym plakaty na skrzynkach. Muciek z ONL-u dostał trzycyfrowy mandat za rozklejanie swego własnego plakatu, Klub „4 Róże dla Lucienne” zarobił podobno nawet kilkutysięczny mandat, odpracowany czyszczeniem ulicznych skrzynek. Jako że nikogo z lokalnych twórców nie stać było, by zlecać plakatowanie ZOK-owi pobierającemu kilkusetzłotowe opłaty za przyzwoite rozplakatowanie imprezy, a niewielu wiedziało że możliwe jest wnioskowanie o zwolenienei z opłat, tamtejsza kultura po 3 latach od owej regulacji jest w upadku. Brak częstych i mniejszych imprez klubowych ściągających po kilkadziesiąt osób (wszak organizator musiałby kazać im dopłacić po kilkanaście PLN by pokryć same koszty plakatowania), z czasem nie było już też tych rzadkich i dużych wydarzeń dla młodych, bo ci się w dużej mierze wynieśli.
Chyba na to pora. Niech zostaną tutaj „kolorowe jarmarki”, ta organizowana za miejskie pieniądze oferta kulturalna dla starszych pokoleń. Jeśli ktoś cierpi na „niedosyt młodej, świeżej sztuki”, tak jak Dorota Żuberek w 2007 roku na łamach lokalnego dodatku Gazety Wyborczej, to niech wyjedzie z Zielonej Góry, śladem chyba wszystkich co zdolniejszych z mojego pokolenia. Żuberek pytała, czy w Ziel. Górze jest „embargo na młodych”? Myślę że obecne winna pytać, gdzie się podziała większość młodych. Bądźmy miastem spokojnej starości, skoro nie potrafimy inaczej.



























Kontakt:
W tagu "brak kultury" a fotka firmowa przedstawia Teatr którego
dyrektor dwoi sie i troi i wychodzi frontem do młodych.
...
Oczywiście ulica Stefana Żeromskiego (szyld na fotce) jest zamieszkała głównie przez ludzi średniego i starszego pokolenia, w tym starszego pana Zdzisława Piotrowskiego. Ale tutaj się dzieje raz po raz, choćby na scenie mobilnej. I My, ludzie dojrzali oklaskujemy.
...
Ale na koncert bębniarski przyjdę z moją głośną trąbką. I wam zatrąpię na vivat!ntabl
No cóż chyba dobrze ,że pan
No cóż chyba dobrze ,że pan nie został radnym bo jakoś nie potrafi Pan wydorośleć=)
"normalna jest ta grupa ludzi która chce się bawić," a za co ?
"Skończyły się przecież czasy braku pracy, dziś ludzie przebierają w ofertach, chcą mieć miejsce pracy zgodne ze swymi aspiracjami. " chyba naczytał się Pan o wyspie zwanej Utopia=)))))))))))
"pozostały w większości nastolatki, młode rastamanki (tzw. rastuszki) które na festiwal potrafią zabrać ze sobą 8 różnych rodzajów dopiero co przywiezionej z Amsterdamu gandzi" nasze zaściankowe prawo zabrania posiadania narkotyków?
i wie Pan co cieszę się, że tak jest i że Pan woli Berlina i od Zielonej Góry i chętnie pomacham Panu na dworcu jak Pan będzie wracał do tego super świata.
Pozdrawiam!!!
"Odnoszę wrażenie że w Zielonej Górze żyje się inaczej, niż na świecie" a ja odnoszę wrażenie, że żyje Pan we własnym urojonym świecie.
Też odnoszę takie wrażenie.
@Lucyna:Też odnoszę takie wrażenie pani Lucyno. Dawno nie czytałem tak tendencyjnego i przepełnionego stereotypami tekstu.
Często czytam jak młode osoby
Często czytam jak młode osoby narzekają na sytuacje jaka tu panuje i do tego wiedzą co jest złe. Tylko, która z tych osób chciałaby coś zmienić ? żadna, czekają aż ktoś inny to zrobi i poda gotowca na tacy. Do wszystkich narzekających, zróbcie coś sami i pochwalcie się, a my to ocenimy i powiemy czy już w mieście jest lepiej. Pozdrawiam
Młodzi może mają reaktywować zamknięte zakłady?
@Tomasz Dominiak:By mieć pracę i dobrze zarabiać, a po pracy balować jak Anglik, Irlandczyk, czy Niemiec.
Czy może ze swoich kieszonkowych drobiazgów wyremontować amfiteatr?
A w nim organizować co tydzień festiwale, albo koncerty Dody.
To starszych /rodziców/ obowiązek zapewnić młodym start w dorosłe życie,
i ułatwić rozrywkę jaka by im odpowiadała.
Tylko pytanie za co?
W mieście marketów budowanych na zgliszczach przemysłu?
Ile tysięcy ludzi w ZG posiada zatrudnienie za 900-1200 złotych na rękę,
a ile tysięcy miało pracę 30 lat temu, za pensję zbliżoną do średniej krajowej?
Za co ci młodzi i starzy mają się bawić, zapełniać puby w centrum, jak nieustannie się martwią czy im wystarczy na podstawowe potrzeby.
Pan Adam niech zejdzie na ziemię, ZG to nie miasteczko w Irlandii, tu bezrobotny nie dostaje z urzędu stu Euro co tydzień i nikt mu nie refunduje czynszu, prądu, i gazu do ogrzania mieszkania. Nie kupuje urząd bezrobotnemu podręczników szkolnych dla jego dzieci.
Tu ciężko pracujący siedem dni w tygodniu dostaje tyle by nie mógł umrzeć z głodu. "Otake Polskę my walczylim".
Miasto marketów /co 3-5 lat zmieniających szyld i imię właściciela/, hurtowni, banków i towarzystw ubezpieczeniowych, bez zakładów produkcyjnych /tych resztek nie liczę/, nigdy nie będzie tętniło życiem.
Dopalacze ?
Czy artykuł to efekt dopalaczy ? Nie, w 2007 ich jeszcze nie był. To trawa wypaliła te treści.
Nic nowego.
Domyślam się,że data na początku to pomyłka. A jeżeli nie?
Artykuł za długi jak na jeden temat. Trudno doczytać do końca. Brakuje wniosków.
Podobnie biadolących artykułów już kilka było. Były też komentarze. Tomasz
Dominiak dopisał jeszcze jeden, więc nie muszę się powtarzać.
To ja stanę razem z Panią
To ja stanę razem z Panią Lucyną, robiąc grzecznie papa :)
Bardzo się cieszę, że Zielona Góra jest, jaka jest spokojna i mało w niej m.in. ludzi lubiących pokolorować czasami swój świat na zielono...
Poza tym przypominam, że rok akademicki się jeszcze nie zaczął, studenci jeszcze nie zjechali do miasta, stąd też nie ma ruchu w knajpach...
Moje spostrzeżenie
które przyjąłem z wielką zgrozą. Zielona Góra dołączyła do niechlubnego spisu miast wschodnioniemieckich. Miasto się wyludnia. Coraz więcej jest ofert wynajmu i sprzedaży. Wystarczy przejść się deptakiem. Wcześniej tych karteczek "wynajem", "wynajmę" czy "sprzedam" nie było... co to się porobiło...
Kryzys Mocium Panie , kryzys
Kryzys Mocium Panie , kryzys =(
Kryzys taki jak w byłej NRD
@Lucyna:żeby tylko Zielona Góra nie stała się drugim Frankfurtem nad Odrą.
no to może lepiej, że autor
no to może lepiej, że autor nie lubi Zielonej Góry bo to że tam studiował (Europäische Universität Viadrina we Frankfurcie nad Odrą - doktorant ekonomiki transportu -) jakoś nie pomogło naszemu bratniemu miastu zza Odry=))))
??
cóż,ten kto w weekend jest na starówce przyzna rację Panu Adamowi,a że komuś się jego artykuł nie podoba zawsze może poczytać artykuły o dziurach w mieście,tych artykułów jest na mm srylion ;)
O Boże jak ja i nie tylko ja
O Boże jak ja i nie tylko ja bym chciała mieć tylko takie kłopoty "jak weekend w mieście'. Ale to ja i ta cała reszta "szaraków" płaci podatki i chcemy by lokalny samorząd przeznaczał je na łatanie dziur,remonty, i takie ta a nie na "Festiwal ragga/reggae". Może światowcy za własne pieniążki zorganizują sobie czas=)
Kolega chyba nie przeczytał co napisał zanim opublikował.
Kolegę emigranta i migranta jednocześnie, który mieszka w specyficznym środowisku pokazujesz jako wzorzec pewnych zachowań, które nie wszystkim muszą pasować.
"Mam wrażenie ze to miasto niemal całkowicie zdominowane przez starszych ludzi, którzy są domatorami, wielbią domowe pielesze, telewizor. Ale to nie oni są normalni, normalna jest ta grupa ludzi która chce się bawić, żyć po światowemu."
To zdanie świadczy nie tyle o braku wyczucia, co o kiepskim nastawieniu do tzw starszych, czy wszystkich, którzy "wielbią domowe pielesze".
Żyć po światowemu... Co to tak naprawdę dla Kolegi oznacza?
Można wywnioskować, że głównie chodzi o muzykę, imprezy... No to mam pomysł. Otwórz knajpę, daj ogłoszenie na MM, a ja wpadnę na piwo. Na pewno wezmę swoją djembe.
Niektórzy z nas nie mogą nic zrobić by wpłynąć trwale na geografię zdarzeń kulturalnych w mieście. Może kolega ma większe możliwości.
A przed napisaniem kolejnego artykułu proponuję spacer, i głębsze przemyślenie, co chce się zawrzeć, i jak to ująć w słowa.
I to jest świetny komentarz do tego artykułu
@ZielGor:Powtórzę to, co napisałem już kiedyś pod podobnym artykułem. To, że nie ma w mieście imprez EBM, industrial i electro (a ja akurat jestem ich fanem) nie oznacza, że miasto jest nudne i "do D". Może Pan Adam wybrałby się na inne imprezy? Jest ich co weekend w ZG mnóstwo.
Jeśli w mieście nie ma morza a ja lubię popływać w słonej wodzie, to miasto też jest "do d?"? Jeśli koniecznie muszę mieć morze, to się przenoszę do miasta z morzem a nie mam pretensje. Może Pan Adam powinien przenieść się na tak ukochany przez siebie zachód? Albo - wzorem zachęty danej przez ZielGora - otworzyć własny lokal? Zaanimować mieszkańców miasta?
Bo krakać jak to jest źle to przecież każdy Polak potrafi.
Jedna rzecz, że faktycznie pusta jest ZG wieczorem. Druga - że posianie wszędzie marychy i granie tak oczadzonym zielonogórzanom na bębnach nie jest rozwiązaniem tego problemu. Pan Adam myśli chyba, ze rozwiązania są łatwe. Pozwólmy plakatować gdziebądź i zezwólmy na palenie trawy i już miasto stanie się centrum kulturalnym. To mi przypomina umiejętności wyciągnięte z gier typu simcity.
Oj, zamąciłeś Panie Adamie Fularz. Niebawem będzie okazja
do obywatelskich dyskusji z kandydatami na radnych miejskich. Będę oczekiwał na odpowiedzi słynnej kwiaciarki na pana sugestie, że "wieczorem na deptaku się nie dzieje".
...
Ona już zabierała głos (głośny zresztą) wobec zaproszonych przez Prezydenta Muzyków z zagranicy.
??
Pani Lucyno,może się Pani zdziwi ale ja też płacę podatki, podejrzewam że większe od Pani,i oczekuję od miasta trochę więcej niż łatania dziur w drogach.Jeśli się pracuje cały tydzień, to w weekend chciałbym odpocząć,ale niestety nasze miasto ma niewiele do zaoferowania,a jeśli już coś ma być, to się imprezę w ostatniej chwili odwołuje.Udzielę Pani podobnej rady jaką Pani napisała,skoro Pani tak przeszkadzają dziury,brak remontów to może Pani zorganizuje na nie pieniążki i sama wyremontuje część ulic,parafrazując Kennedyego : nie pytaj co Zielona Góra może zrobić dla ciebie,spytaj co ty możesz zrobić dla Zielonej Góry
Drogi Panie niech się Pan
Drogi Panie niech się Pan zdecyduje bo najpierw uważa mnie Pan za nieudacznice co to płaci mniejsze podatki niż Pan zapewne młody i przedsiębiorczy a za chwile nawołuje bym sama zrobiła remonty w mieście. Wie Pan co a może Pan ma jakiś pomysł bo na takie mądrości "nie pytaj co Zielona Góra może zrobić dla ciebie,spytaj co ty możesz zrobić dla Zielonej Góry" to moja śp. Babcia mawiała - "oj coś pitolicie Hipolicie"=)))
??
a gdzie ja to napisałem że ten kto płaci mniejsze podatki jest nieudacznikiem?! to raczej Pani uzurpuje sobie prawo do głoszenia w imieniu innych na co mają iść podatki : "to ja i ta cała reszta "szaraków" płaci podatki i chcemy by lokalny samorząd przeznaczał je na łatanie dziur,remonty, i takie ta a nie na "Festiwal ragga/reggae".Mam takie samo prawo jak Pani do chciejstwa na co mają iść MOJE podatki.Może niech miasto też przestanie dotować filharmonię,teatr,kluby sportowe,może to by Pani odpowiadało, bo więcej kasy by poszło na te dziury a nie na takie fanaberie,po co to komu?
no widzę, że się nie dogadamy
no widzę, że się nie dogadamy bo nam nie po drodze , na szczęście (dla mnie bo dla ludzkości to pewnie klęska) takich jak ja mało obytych, prostych, biednych, niewykształconych no i brzydkich oczywiście jest jeszcze paru w tym "beznadziejnym grajdole" =)))))))))))))))))))
POZDRAWIAM i serdecznie dziękuję Panu za poświęcenie mi bezcennego czasu i uwagi=)
bzzzzzzzzzzzzzz tytułu
Imprez w mieście mnogo,
zauważyć raczę,
ale może innym,
trzeba DOPALACZE ? ;)
ludzi na starówce
nie ma niestety
ale takich suplementów
nie trzeba do diety
więcej entuzjazmu
internauto drogi
weź się za robotę
bo wpadniesz w nałogi
;)
normalnie za hip hop z tego PESYMIZMU się wziąłem hehe