12 miesięcy roku 2010 w Zielonej Górze (I)
Przypominam, że zarówno wybór, jak i opis tych wydarzeń jest czysto prywatny. Proszę nie mieć pretensji do Redakcji o brak obiektywizmu lub pominięcie czegoś... Jako część Redakcji jestem bezstronny, jako osoba prywatna mam pewne zdanie na różne tematy. Oto te zdania...
Styczeń
* Na początek - zakopana Zielona Góra. Chyba co roku zapominamy o tym i co roku przecieramy oczy ze zdumienia - znów zasypało! Centrum Europy, koniec pierwszej dekady XXI wieku... W latach 50. XX wieku przewidywano, że w 2010 roku będziemy już mieć bazy na Marsie. A tu ani baz, ani umiejętności radzenia sobie ze śniegiem. Więc co roku ślizgamy się i łamiemy nogi i ręce (a pewnie i karki). Co roku spóźniamy się do pracy przez ślizgające się autobusy, przez to że zaspy mają po pół metra wysokości i nie ma jak zejść z chodnika, który zmniejszył się do szerokości dwóch złączonych ze sobą butów...
Mam własną refleksję. Niemiłą dla miasta. W małych Żarach po opadach śniegu na miasto wyjeżdża gość w małym czterokołowym mini-traktorku-spychaczu. Pięknie odśnieża całe chodniki. Tak, że przechodnie idą po całej szerokości, a nie po wąskiej ścieżynce którą odgruzował ktoś łaskawie. Albo się wydeptała. No ale także w Żarach nie radzą sobie ze świętymi krowami. Zaparkowanymi autami, które blokują przejście i przejazd, przez nie nie da się odśnieżyć.
Przypominam. Środek Europy. Rok 2010. I w 2011 nic się nie zmieniło, prawda?
* Księga Dżungli - świetny spektakl! I dla dzieci, i dla dorosłych. Lubuski teatr w Zielonej Górze pokazuje, że można robić coś i atrakcyjnego, i w miarę ambitnego. Tak, to kosztuje. Dlatego gdy kupujesz buty to kupujesz porządne a nie byle co. Tak jest też ze sztuką. Za byle jakie pieniądze możesz mieć byle co. A coś dobrego i ambitnego kosztuje. Cieszę się z dyrektorowania Czechowskiego. I mam gdzieś że robi drogie spektakle. Teatr nie ma zarabiać. Teatr ma dawać przeżycie. A ten daje.
* 15-latka w ciąży z 38-latkiem w końcu urodziła. I w ten sposób skończył się medialny spektakl. Spektakl przez pewne strony ubierany w szatki jakiegoś Romea i Julii czy Lolity Nabokova, przez innych wskazywany jako jawny przejaw pedofilii. W Polsce zakane sa stosunki seksualne z młodocianymi. Są one karalne, jeśli jeden z partnerów nie skończył 15. roku życia. Tutaj mieliśmy prawdopodobnie takie stosunki z trzynastoletnią dziewczynką. Horror, prawda? Ale nie - zajęliśmy się tym, że urodziła i kto będzie wychowywał dziecko. Rozmawialiśmy z facetem - ojcem tego dziecka.
Inna sprawa, że dla nas stosunek z 15-latką jest przestępstwem ściganym z urzędu. Ale w Niemczech lub we Włoszech karalny jest już seks z dzieckiem do 14. roku życia. W Hiszpanii - do 13 r. ż. (tak, z 14-latkiem / latką już wolno). Za to w Rosji granica jest ostrzejsza - do 16. r. ż, w Irlandii do 17. r. ż. a w Turcji - do 18. r. ż.
(temat na osobny artykuł. kiedyś...)
* Gwałciciel zielonogórski.... Jak dla mnie... Temat pojawił się nagle i stał się na pewno bardzo ważnhy. Bardzo ważny, ale co by nie gadać - rozdmuchany na maksa. Nadal nieprawdopodobne dla mnie jest to, że wiele z kobiet początkowo „zgwałconych" okazało się, że zmyśliło wszystko. Dlaczego? Czy to miło jest być publicznie pokazanym jako zgwałcona?
Nie wiem.
Nadal nie ma tego sprawcy - sprawcy, który jednak kilka przestępstw popełnił. Nikt nie zabierze kobietom tego kilkutygodniowego lęku. Taksówkarze bili kokosy, bo nikt nie chciał wracać do domu na piechotę. Polska nareszcie wiedziała gdzie jest Zielona Góra - nie tylko z powodu żądań (corocznych) lekarzy z Porozumienia zielonogórskiego, ale z powodu zielonogórskiego gwałciciela.
A potem... Zniknęło. Temat umarł.
I zapomnieliśmy o tym, że tylko CO PIĄTY przypadek gwałtu jest zgłaszany. Że większość gwałtów odbywa się w domowym zaciszu a sprawcami są bliscy lub znajomi. Że w Polsce codziennie zdarza się nawet 200 gwałtów. I aż 85 proc. sprawców tych ZGŁOSZONYCH NA POLICJĘ jest prędzej, czy później schwytanych.
Zapominamy. Bo zielonogórski gwałciciel okazał się mitem. Więc dalej możemy udawać, że gwałty nas nie dotyczą...
Luty
* Rowerostrada Zielona Strzała - coraz droższa i coraz bardziej inna, niz podług planów, a jeszcze nie zaczęto jej budować. Zebrano podpisy - wielu zielonogórzan poparło projekt. Zresztą które miasto nie chce mieć ścieżek rowerowych? Podejrzewam, że prezydenci miast, na jakiś spotkaniach integracyjnych pokazują sobie pokolorowane mapki - Ty, zobacz, u mnie jest o tyle więcej. Eee, u mnie jeszcze więcej! - pokazuje inny gościu. A ja mam ROWEROSTRADĘ. Łyso Wam? - mówi prezydent Kubicki i pokazuje mapkę Zielonej Góry.
Fajnie. Tylko że ta rowerostrada jak dla mnie to coś w rodzaju świetnego pomysłu na wypromowanie czegoś a nie superścieżka rowerowa. Bo ani nie rozwiązuje jakoś problemów komunikacyjnych, ani też nie jest najkonieczniejsza w mieście. Chyba bardziej są potrzebne ścieżki rowerowe na osiedlach oraz dostosowanie już istniejących do norm. I jak na taki - ot, pomysł na to, żeby było miło i fajnie - to Zielona Strzała chyba cokolwiek za droga...
Specjalnie nie wnikam w to, czy powinna powstać, czy nie, i jaką trasą. Natomiast cała sprawa stała się w pewnym momencie głównym zielonogórskim sporem. Czy słusznie? Hmm... Chyba bardziej potrzebne są jednak lepsze połączenia MZK i możliwość wożenia autobusami rowerów, niż rowerostrada... Ale to moja opinia.
* Odwilż. I psie kupy. Temat stały. I coroczna dyskusja: kto to ma sprzątać?
Dla mnie sprawa jest prosta. Mam psa - sprzątam. Ja osobiście mam w domu kota. Sprzątam po nim. I karmię. Więc jeśli mam psa a pies nie załatwia się do kuwety tylko pod krzaczek - trudno. Foliówka w łapkę i jedziemy. Mnie grzebanie łopatką w żwirku też niezbyt miło pachnie, a już zwłaszcza jeśli bryłka się rozkruszy i trzeba ten scalony mocz po kawałku wyciągać...
No ale masz zwierzę - to masz odpowiedzialność na głowie.
A jak zobaczysz, że pies sąsiada narobił a sąsiad nie posprzątał - dzwoń na straż miejską. W Szwajcarii robią tak gdy zobaczą, że wyrzucasz papierek po gumie do żucia obok śmietnika. I tam jest czysto.
Póki nie staniemy się kapusiami, czysto nie będzie. Ale ja wolę mijać na ulicy kapusiów niż brudasów, którzy psa karmią najdroższą karmą, ale żeby po nim klocka posprzątać to już się brzydzą. Bo to fuj.
Cóż. Jak dla mnie bycie brudasem jest fuj. A topniejące śniegi pokazują, że w każdym bloku mieszka brudasów, śmieciarzy i świń jakieś 25 procent.
Macie to gdzieś? To wyczyśćcie sobie traktorową podeszwę z psiej kupy. Zobaczycie, jaki to miód.
Marzec
* Znika ryneczek „Pod Topolami" - cóż. Mnie to nie obeszło specjalnie. Może dlatego, że ja nie żyję centrum miasta. Żyję znajomymi. Może dlatego, że moje magiczne miejsca w Żarach zniszczono - teraz prowadzi tamtędy obwodnica. Może jak będę miał lat 80 to będę chodził i narzekał, że rozbierają jakiś murek który postawili 40 lat temu. Komu to przeszkadzało, Panie? - będę mówił napotkanym przechodniom. Cóż.
Zielona Góra AD 1950 była inna, niż AD 1920. I inna, niż AD 1890. I jeszcze inna, niż AD 1740. Kiedyś przebudowywano różne rzeczy nie patrząc, czy to starem czy nie. Teraz mamy konserwatora zabytków. No i dobrze, bo pewne rzeczy powinny pozostać takie same. A inne nie. Niech się miasto zmienia. Niech będzie coraz bardziej z metalu i szkła. Bo w drugą stronę ruch jest niemożliwy. Zielona Góra nie wróci do początku XX wieku. Oswójmy się z tym.
To tak a'propos także planowanego remontu deptaka. Już wszyscy krzyczą, że będzie brzydko i źle. Cóż. Gdy w latach 70. tworzono obecną jeszcze szachownicę, też krzyczano...
* Groby na cmentarzu toną w błocie. Toną, bo grunt nie jest dobry.
Bo kiedyś, gdy tworzono cmentarze, to wybierano specjalne miejsca. Obecnie cmentarz jest tam, gdzie się wykupi grunt i gdzie nie ma terenów wodonośnych.
I co? Problem powtarza się co rok.
Dla mnie sprawa jasna. Postawić na spalanie zwłok. Promować tę formę pochówku - pochówek urny z prochami. Czy w ziemi, czy w ścianie. Raz - oszczędność miejsca. Naprawdę martwemu nie zależy, czy ma cały grób, czy miejsce na kasetkę z prochami. Po drugie - wyeliminuje pokazówę. Każdy jest równy wobec śmierci. Obecnie zaś mamy tyle, że jedne groby to biedne grobki z butwiejącym drewnianym krzyżem, a obok mamy lotniska z marmuru. No i po trzecie - takie rozwiązanie da miejsce na wiele, wiele lat. Można wówczas wprowadzić przepis - raz wykupione miejsce pozostaje na wieczność. Bo obecnie przymus odnawiania wykupu grobu mnie przeraża. Jest NIELUDZKI.
* Raper Peja przeprosił za podżeganie do linczu podczas winobrania 2009. Wow. No to jest rozgrzeszony. Zatem jeśli ja publicznie nazwę kogoś ch... a za pół roku przeproszę, to jest OKI, tak? Nie rozumiem naszego systemu prawnego...
Facet wypropomał nasze miasto na chwilę. Nieważne, jak ,mówią, byleby z Jelenią Górą nie pomylili, prawda?
Ja chyba jestem gdzieś wewnątrz anarchistą :)
Kwiecień
* Zaczynają dłubać w deptaku obok Ratusza. Pięknie. Będą tak dłubać do grudnia. Tak. OSIEM MIESIĘCY. Pukać młotkami, rozkopywać, zasypywać, kłaść kostkę, zdejmować kostkę, przestawiać lampy. Pukać. Stukać. Rozkopywać. Spytajcie Szambelana. On Wam powie o tym wszystko. Mnie się nie chce o tym nawet gadać - dzięki remontowi deptaka przestałem W OGÓLE zachodzić na deptak. Po cholerę mam się taplać w błocie i uważać gdzie chodzę? To jest normalne na polskich osiedlach, nie w centrum...
Zielona Góra to miasto, które postanowiło zjednoczyć mieszkańców ościennych osiedli oraz centralnego deptaka we wspólnym wkurzeniu na stan nawierzchni. Howgh! Podziwiam.
* Przebudowa stadionu żużlowego - o, żużel, to wzbudza w tym mieście emocje! Nawet jeśli chodzi o remont stadionu. No bo jak... Gdzie nasi chłopcy będą brać na wirażach Stalowców? Stadion musi być! Chleba i igrzysk - tak wołano w antycznym Rzymie. Wina i żużla - tak się woła w obecnej Zielonej Górze.
Głosy stwierdzające: oto idzie wiele kasy na zabawkę kilkudziesięciu ludzi, na pół roku tak naprawdę, bo co potem z tym stadionem robić? - takie głosy są glanowane z marszu. Nie jesteś Falubazem! Nie czujesz tej magii! No kurdę - nie czuję. Pójdź na mecz, poczuj żużel w zębach to zobaczysz! Acha - od razu zobaczę...
W szufladzie w pracy mam pojemnik z żużlem ze stadionu. Kawał szarej brei. Bryłeczki. Przypomniało mi się z filmu "Miś", jak Stanisław Tym w Anglii dawał komuś prawdziwe kamienie z Polski. Spod Częstochowy. Tja. Podniesione ze skwerka w Londynie.
No dobra. Stadion powinien być. Gdzieś ta magia musi być kultywowana. Ale myślę, że lokalny świr na punkcie żużla powoduje, że idzie na to znacznie więcej kasy, niż powinno. Ale takie już moje przemyślenia człowieka przyjezdnego. Czyli NIE-FALUBAZA. I wszystko jasne, prawda?
Ach. Oczywiście jak tylko zaczęli jeździć, to okazało się, ze raczej mistrzami nie będą. I nagle zaczęto na zawodnikach wieszać psy. Takie to normalne u nas...
Maj
* Zielona Góra przejmuje zielonogórski PKS. No no. Przede wszystkim to zabezpieczenie dla firmy i pracowników. Wiadomo - miasto raczej będzie bardziej dbało o stanowiska pracy, niż prywatny inwestor... Bardziej? Cóż. PKS-ie, uważaj. Spójrz na MZK i drżyj...
* Pomnik - obelisk wydarzeń zielonogórskich. No i pięknie. Po pierwsze - w końcu się dowiedziałem, o co chodzi w tych wydarzeniach. Po drugie - pomysł na obelisk fajny, wykonanie trochę gorsze. Ot - schowany gdzieś z boku kawał kamienia z dziurką i krzywy napis na murze. Wiecie co? Braknie do tego instrukcji obsługi. Jeśli jestem jakimś turystą, to mnie ten pomnik bardzo serdecznie nie interesuje swoją formą i ideą. No cóż. Pomnik jest, więc możemy już mieć resztę gdzieś...
* Noc Muzeów. Ta impreza co rok pokazuje, że muzeum to nie miejsce gdzie przychodzi "Ę", "Ą" "klyentela", by rozprawiać nad kawałkiem pociapanej ściany. Tym razem było po włosku. Po prostu zielonogórskie noce muzeów są fajne i stały się chyba miejską tradycją. Do zapamiętania! Nie tylko winobranie! Także muzeumbranie!
Czerwiec
* Otwarcie Centrum Rekreacyjno - Sportowego - no, nareszcie! Teraz każdy zielonogórzanin (oby miał tylko ciasne kąpielówki) może popływać w nowym basenie! I posikać w niego... No, to tylko przez kilka tygodni - zaraz wzięli tam nalali czegoś i już sikać nie można...
Można narzekać na różne rzeczy. Na prysznice i szafki, na przebieralnie, na to, że nie można sikać... Ale prezydent Kubicki obiecał - i słowa dotrzymał. Będzie się puszył teraz przez kilka lat. Na łamach radia Index z dziennikarzami GW rozmawiałem na ten temat i stwierdziłem - chyba dobrze, że prezydentem jest człowiek któremu zależy na tym, by ludzie o nim dobrze mówili. On zrobi wszystko by to, co obiecał - powstało.
Inna sprawa, że chyba z radości prezydent troszkę postradał zmysły...
* Afera penisowa. Co mu się nie podobało w tym penisie u rzeźby? Ponoć nie było go w planie pierwotnym. No... Tylko że od tysiącleci patrzymy na rzeźby z penisami. I jest OK. A tu prezydent z SLD okazało się, że ma jakąś alergię na penisy.
A potem okazało się, że wręcz przeciwnie. Bo penisa na koszulce wręczył autorce rzeźby...
Tak w ogóle to kazał jej tego penisa obciąć. A potem kazał go przykleić. Okazało się, że najbardziej zbulwersowani kastracją rzeźby byli posłowie PiS i PO. No kto by się spodziewał? Wydawało się wręcz, że z tamtych stron dobiega gromkie: GDZIE JEST PENIS! GDZIE JEST PENIS!. Znalazł się. Przyklejony już straszy urzędników miejskich, którzy zapewne szerokim kołem obchodzą rzeźbę.
Fuj.
* A do tego Bachusiki. Cztery takie małe kurduple (powinny się nazywać Bachusikusiczki) staną w mieście. Mają nadać kolorytu. Matko Boska. Jak zobaczyłem w oryginale to się przeżegnałem. To ma nadać kolorytu? Toć to ma wygląd i wzrost przyczajonej żaby! No cóż.
Zielona Góra - miasto mikropomniczków, rozkopanej starówki i klejonych penisów.
Jutro część druga - lipiec - grudzień.
* * *
Zobacz nas na facebooku:
strona portalu Moje Miasto Zielona Góra
strona bezpłatnego tygodnika miejskiego MM Moje Miasto Zielona Góra

























Kontakt:
Pierwsza częsć mi się podoba. Napisane szczerze. Bez zadufania
w WIELKOŚĆ PIĘKNA miasta.
Świetna I część
przeglądu zielonogórskich wydarzeń 2010.
Od razu zainspirowały mnie do napisania dwóch artykułów.
Pozdrawiam.
Na to czekałam
"Jako część Redakcji jestem bezstronny, jako osoba prywatna mam pewne zdanie na różne tematy. Oto te zdania..." Bardzo lubię czytać teksty p. Marka, ale najbardziej, jako osoby prywatnej. Jak najwięcej proszę tak pisać. Świetnie się czyta przegląd wydarzeń zielonogórskich. Mnie szczególnie przypadło do gustu to, co napisał Pan o teatrze, piętnastolatce w ciąży, tablicy pamiątkowej zielonogórskich wydarzeń, Bachusikach, no i przede wszystkim - marzec - SUPER ! Podpisuję się pod Pana głosem na te tematy obiema rękami.
Też z niecierpliwością czekam na część II
"rozdmuchany na maksa" - ja już nie powiem przez jaką redakcję najbardziej rozdmuchana na maksa ta sprawa z gwałcicielem.........
.
Cóż Zielona Góra będzie znana z afery penisowej. Zamiast fajnego koncertu na otwarcie wielkiego basenu. ;)
sami widzicie
nudzić się w mieści nie można ;)) cały rok coś się dzieje ;)